Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Delta 7 Sports, rower z siatki
14 października 2008
Chrząstawa Felt Cup!
16 października 2008

„Kocham triathlon. Z bardzo wielu powodów. Przede wszystkim sprawia, że czuję się szczęśliwy. Uwielbiam wyzwania, koncentrowanie się na określonym celu i dążenie do niego.

Najszczęśliwszy jestem wtedy, kiedy trenuję i startuję w zawodach. Lubię codzienny trening, dawać z siebie absolutnie wszystko, to pomaga mi w przełączeniu umysłu w błogi stan, kiedy nie czuję czasu, czuje tylko energię, optymizm. Triathlon pozwala mi odłączać się na kilka godzin od codzienności, to jest rodzaj podróży wewnątrz myśli i kiedy już wracam do świata rzeczywistego, moja percepcja rzeczywitości jest zawsze wyraźniejsza i w jakis sposób lepsza”, Christopher Bergland.

Powszechna jest opinia mówiąca o tym, że wytrzymałość podczas ekstremalnych konkurencji długodystansowych nie jest cechą stricte fizyczną. Wytrzymałość jest wypadkową dobrego przygotowania fizycznego jak również pozytywnego nastawienia psychicznego. Wielu z Was doświadczyło zapewne tego na własnej skórze przegrywając podczas zawodów z własnym nastawieniem.

Christopher Bergland, amerykański triathlonista, biegacz długodystansowy, multimedalista w ekstremalnych dyscyplinach wytrzymałościowych w swojej książce „The Athlete’s Way: Sweat and the Biology of Bliss” zwraca uwagę na pewien niedoceniany, ale jego zdaniem kluczowy aspekt, iż poza dobrym planem treningowym i jego optymalną realizacją, kluczem, który otwiera drogę do optymalnego wykorzystywania swoich możliwości wytrzymałościowych jest umiejętność połączenia wysiłku podczas treningów i zawodów z odczuwaniem radości. Nawet najcięższy trening powinien zdaniem Ch.Berglanda przynosić satysfakcję i dawać impuls do dalszej pracy i ponawiania wysiłku. Wydaje się to być rzeczą oczywistą, ale czy rzeczywiście?

Lista osiągnięć Berglanda mogłaby wypełnić życiorys niejednego sportowca. Bergland min. trzykronie zwyciężał w triathlonowym Triple Ironmanie, na który składa się 12km pływania, 540km na rowerze, a na deser 125km biegu. Amerykanin nie tylko wygrywał TI, ale dzierży również oficjalny rekord trasy, którą pokonał w czasie 38 godzin i 46minut. Brał udział w 11 klasycznych Ironmanach, w tym pięciokrotnie w jego najsłynniejszym wcieleniu na Hawajach. Zajmował 4 miejsce w Kiehl’s Badwater Ultramaraton, startował w zawodach dwuosobowych sztafet „Reach the Beach” (336km biegu), jest także rekordzistą w pokonanym dystansie na -jak mawiają złośliwi „mechanicznym deptaku” – na którym udało mu się przebiec w 24godziny 246 kilometrów.

POZYTYWNE MYŚLENIE
Technika, której Bergland używa podczas treningów i zawodów opiera się na używaniu pewnego rodzaju „psychologicznych impulsów”, które dobiera specjalnie, w celu optymalnego skupienia swojej uwagi i osiągnięcia maksymalnego poziomu wydolności oraz utrzymywania go przez długi czas. Kiedy Bergland mija 30 godzinę wysiłku, stan swojego umysłu opisuje jako ‚uporczywe szukanie pewnych określonych myśli i obrazów’, które wzbudzają w nim pozytywne emocje i lepsze samopoczucie. Wtedy skanując w wyobraźni przedmioty, „przygląda” im się z dziesiątek różnych kątów, odsuwając od mózgu negatywne myśli, które mogłby doprowadzić do wytworzenia się w nim zwątpienia lub stresu, które z kolei prowadzą do obniżenia możliwości fizycznych lub kryzysu.

Nietypowe podejście Berglanda do kwestii „zwiększania” a właściwie optymalnego wykorzystania możliwości wytrzymałościowych swojego organizmu poprzez impulsy psychologiczne u wielu trenerów wywołuje złośliwy uśmieszek, Bergland nie zraża się tym. Jest sportowcem kroczącym własną ścieżką, lubiącym eksperymentować, co zresztą przynosi bardzo interesujące efekty. „Czasem zakładam na nadgarstek kolorową opaskę. Przeżywając bardzo cięzkie chwile na rowerze podczas hawajskiego Ironmana, skoncentrowałem uwagę właśnie na opasce, jej kolorach i myśleniu o moich świetnych treningowych jazdach w okolicach Central Parku i dzięki temu powracało pozytywne nastawienie. Kolory opaski wybrałem nieprzypadkowo, niebieski, zielony i biały -wszystkie trzy kojarzą mi się z letnim niebem, chumrami i drzewami”.

Trzeba również zauważyć pewną pozorną sprzeczność w filozofii treningów Berglanda, który pomimo wszystkich wymagań jakie niesie ze sobą uprawianie ekstremalnych dyscyplin wytrzymałościowych nigdy nie myślał o zrezygnowaniu z rzeczy, które sprawiają mu radość, piątkowych nocach w klubach i opróżnianiu drinków do czwartej rano. Nie stroni również od wrzucenia na ruszt Big Maca. Jak to tłumaczy?

„Zaakceptowałem fakt, że to kim jestem jest wypadkową tych rzeczy, które robię. Bycie skrajnie wyczulonym na to, co się je jest gorsze niż zjedzenie nieprzemytego jabłka. Żyję w wielkim mieście, w dużym zanieczyszczeniu i uważam, że to sprawia, iz mój organizm staje się bardziej elastyczny i przystosowany do trudnych warunków. Nie mogę żyć w próżni. W mojej książce staram się przekonać ludzi do tego, żeby rozwiali mity, w otoczeniu których żyją i odnaleźli swoją własną drogę i sposób treningu bazując na swoich doświadczeniach. To coś jakby mieć życiowe credo, ale spersonalizować zgodnie ze swoim temperamentem i naturą”.

TRENING
Większość trenerów praktykowane przez lata przez Berglanda metody treningowe uznałaby za herezję, Bergland trenuje często i obficie, przy bardzo dużych obciążeniach. Jak sam mówi, uczy się na swoim organiźmie i stara się wsłuchiwać w sygnały, które wysyła organizm. Jego największą pasją jest triathlon, który łączy w sobie trzy bardzo różniące się od siebie dyscypliny, kolarstwo, biegi i pływanie. Jak żadna inna dyscyplina wytrzymałościowa wymaga uniwersalności.

Bergland testując swoje możliwości znalazł się już jednak na granicy wydolności organizmu, kiedy jego nerki były w stanie niewydolności, właśnie dlatego nauczył się szanować swoje ciało i słuchać go – jak sam przyznaje – jednej z najważniejszych rzeczy w sportach wytrzymałościowych, klucza do tego by nie pokonać siebie samego.

„Kiedyś mój zwyczajowy trening był dosłownie maniakalny, szczególnie wtedy kiedy przygotowywałem się do zawodów Triple Ironman. Głównym założeniem mojego treningu była jazda na rowerze, biegi i pływanie do momentu kiedy padnę. Potem kładłem się na łóżku, zasypiałem, budziłem się i powtarzałem cały cykl od nowa. Ale naprawdę kochałem to robić. Tak, może jest to jakieś „skrzywienie”, ale mam swój sposób żeby nadać temu romantyczny wymiar, zamienić to w przygodę”.

„Trening, pot nie tylko sprawiają, że człowiek czuje się dobrze z pkt. widzenia neurobiologicznego, ale również wzmacnia poczucie własnej wartości. Typowym marzeniem przeciętnego Amerykanina jest – jak pokazują badania – wygranie na loterii, to zdaniem respondentów ma uczynić ich szczęśliwymi. To błędne myślenie. Uprawianie sportu, realizacja dalekosiężnych planów dzień po dniu potrafi przynieść więcej satysfakcji niż owi respondenci mogliby sobie wyobrazić.”

Jedną z najważniejszych myśli, którą usiłuje przekazać Bergland jest zwrócenie uwagi na dość nietypowy aspekt sportu. Zdaniem Amerykanina sport jest bardziej emocjonalnym doświadczeniem niż fizycznym – szczęśliwy, optymistycznie nastawiony atleta jest szybki i silny. Bergland namawia do przestawienia swojej percepcji i sposobu myślenia. „Ignoruj i odsuwaj od siebie wszystko co negatywne. To jest jak ustawianie częstotliwości w radio, kiedy już ją złapiesz, będziesz wiedzieć o co chodzi. Przełącz się na pozytywne myśli, pokonasz każdy problem”.

„Gorąco polecam wszystkim trenującym dyscypliny wytrzymałościowe, kochającym pokonywanie granic, adaptowanie metod wykładanych na talerzu w specjalistycznych książkach traktujących o treningu do własnych możliwości, preferencji i szukanie swojej własnej optymalnej drogi. To staram się przekazać w swojej książce, która zawiera wiele uwag z pogranicza neurobiologii i metod treningu mentalnego”.

RYWALIZACJA
Rywalizacja sama w sobie nigdy nie była dla Berglanda esencją sportu. Najistotniejszym elementem dla Amerykanina była walka ze samym sobą i pokonywanie własnych granic możliwości, walka dzień po dniu, na każdym treningu. Jak sam pisze, największym zwycięstwem jest nie poddanie się w krytycznym momencie i choć wynik może być mało zadowalający, świadomość podjęcia walki do końca daje mu zawsze satysfakcję.

„Podczas zawodów biologia transformuje mnie w stan „atlety”. Myślę i zachowuję się jak super alter ego, które wyrzeźbiłem w mojej głowie i mięśniach wielogodzinnymi treningami. Staję się czymś w rodzaju zdeterminowanej mrówki. Nawet jeśli to co robię, z boku wygląda ekstremalnie, mój wewnętrzny dialog ze samym sobą, organizmem, mózgiem, zawsze bazuje na odczuwaniu szczęścia i kompletnym zanurzeniu się w niesmowitym transowym stanie. Właśnie to jest powód, dla którego lubie sporty wytrzymałościowe, pozwalają mi one pozostać w tym transowym stanie przez długi czas. To jest swoista odmiana nirwany – kapitalny stan umysłu.”

Paradoksalnie jak sam pisze w swojej książce był rozpuszczonym chłopakiem. Jak wielu ludzi, którzy żyją w komforcie, był wciąż nieusatysfakcjonowany i znudzony dosłownie wszystkim… „Dlatego może właśnie doszło we mnie do wewnętrznej rebelii, poprostu nic mnie wtedy nie obchodziło, wszystko było mi obojętne. Taka postawa prowadziła do zachowań autodestrukcyjnych i ciągłego pesymizmu. Wyzwania, którze rzucił mi sport, chęć pokonania siebie, swoich słabości, spowodowały u mnie poprawę samooceny, nabranie szacunku do samego siebie, otwarły przede mną zupełnie nowy świat. Pomogło mi to również z moimi, zdaje sie genetycznymi, tendencjami do wpadania w nastroje melancholii, które towrzyszyły mi od dziecka. W końcu nastąpił krytyczny moment, kiedy mój sposób myślenia uległ diametralnej przemianie, mój mózg uległ „przeprogramowaniu”.

Ta transformacja osobowości ze zobojętniałego obserwatora świata w zdyscyplinowanego sportowca zafascynowała Berglanda również od strony biologicznej – jak mózg reaguje na określone bodźce, jak można zmusić mózg do „pomagania” w pokonwaniu barier fizycznych. Swoje uwagi, wnioski i przemyślenia, do których dochodził głównie ciężkim treningiem zawarł w napisanej przez siebie książce „The Athlete’s Way: Sweat and the Biology of Bliss”, kreując nową – własną filozofię treningu, do czego namawia każdego sportowca, niezależnie od statusu profesjonalnego czy amatroskiego.”Szukaj swojej drogi, każdy z nas jest inny, każdy organizm jest inny i nie ma jednej recepty na sukces”.

Źródło: rower.com.

Facebook