Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
jak się czuje człowiek po 600km?
23 lipca 2007
Stwierdziłem że nie będzie łatwo
23 lipca 2007

Kolejna relacja z maratonu 600km non stop

Na dystans 600km wyruszyło 7 zawodników – trzech z Puław ( Ja,Rafał i Romek) oraz czterech śmiałków z Krakowa. Na dwie pierwsze setki przyjechało ponad dwudziestu kolarzy z Puław, Lublina, Kurowa, Moszczanki , Nałęczowa i Łęcznej .

Częśc wybrała wariant 100km a paru przejechało 200km. Zaskoczeniem dla mnie było że tak mało osób zdecydowało się na cały dystans gdyż deklarowało się 12 osób (chyba zniechecili się tempem pierwszych 200km – 33km/h.) Jak już wspomniałem tempo było wysokie co niestety odczułem na kolejnej setce. Na 250 km dopadł mnie kryzys który o mało nie zadecydował o moim wycofaniu się z maratonu. Największym błędem jaki popełniłem była zmiana siodła na parę dni przed startem – okazało się że siodełko ustawiłem o jakieś 5mm za wysoko. Spowodowało to okropny ból ścięgien podkolanowych. W Sandomierzu siedząc na stacji benzynowej po 320 km i 10 godzinach jazdy byłem załamany moim stanem. Czułem się okropnie z perspektywą jazdy z ciągłym bólem nie mówiąc o tym że nogi miałem takie jakby ktoś obił mi je kijem basebalowym.W zasadzie wszystko mnie bolało – nogi, plecy, tyłek, stopy – tragedia. Poważnie rozważałem jazdę dalszą częśc trasy wozem technicznym. Na domiar tego zrobiło mi się zimno i dostałem drgawek. Marcin Zrobił mi masaż nóg, nasmarowałem się preparatem na ból mięśni, zaaplikowałem sobie potężną dawkę środków przeciwbólowych i ubrałem się we wszystkie ciuchy jakie ze sobą zabrałem. Stwierdziłem jadę ale jak będę się tak czuł przez 20 km i kryzys nie przejdzie to schodzę! Oczywiście kryzys przechodził przez ponad 100km a ja jechałem na ambicji i sile woli. Koledzy z Krakowa zaciągali jak się patrzy na swoich kolarkach a my na góralach próbowaliśmy im dorównac co okazało się nadwyraz trudne.

Oni jechali tempem 32-34km/h a my z trudem jechaliśmy tą predkością ( dla nas optimum by było 29-31km/h). Na czterysetnym kilometrze mieliśmy średnią około 32km/h. W nocy temp spadła do około 12 stopni i co chwilę jechaliśmy we mgle. Na 180 km przed Puławami znacznie mi się polepszyło i już wiedziałem że dojadę nawet jak odpadnę i będę musiał jechac sam (dodam że mimo kryzysu wychodziłem na każdą zmianę). Romek miał również parę(paręnaście?) chwil załamania i naprawdę źle wyglądał – zawsze tryskający energią i humorem teraz był osowiały i cichy. Podziwiam go że mimo wszystko jechał , nie skarżył się i w ogóle przejechał maraton na takim rowerze – najcięższy i na najgrubszych gumach. Rafał także miał parę dołów ale przełamał je gdyż jako główny organizator miał największą z nas motywacje do zakończenia maratonu(co jakiś czas strofował Krakusów by dostosowali tempo do naszych możliwości za co bardzo mu dziękuję). Jak się okazało nasze wysokie tempo i rzadkie postoje sprawiły że nadrobiliśmy do zaplanowanego grafika grubo ponad 2 godziny czasu (mieliśmy byc na 12 Kazimierzu gdzie miało odbyc oficjalne powitanie maratończyków).

Ostatnie 120 km jechaliśmy tempem około 26-27km/h robiąc częste przerwy. W Nałęczowie okazało się że jak pojedziemy do Kazimierza to zabraknie nam około 40 km do zaplanowanej 600. Musieliśmy dokręcic brakujące kilometry – pojechaliśmy do Lublina. Wracając spotykaliśmy kolarzy z Puław (oraz jedną kolarkę z Lublina) którzy wyjechali po nas by towarzyszyc nam w ostatnich kilometrach naszego wyzwania. W asyscie strażaków wjechaliśmy na Kazimierski rynek o godzinie 11:40 witani oklaskami kibiców. Burmistrz Kazimierza złożył nam gratulacje wręczył puchary i dyplomy. Było naprawdę miło.

W sumie zrobiliśmy 601km w czasie 19godzin 59minut jazdy ze średnia prędkością 30,10km/h.

Na przyszłośc chciałby poradzic chętnym w uczestnictwie w tego rodzaju maratonach -!!! NA LITOŚC BOSKĄ NIE RÓBCIE TEGO!!!! – jazda przez tyle godzin w bólu i walcząc ze swoimi słabościami nie jest miłym ani przyjemnym przeżyciem. Ciekawe co będzie za rok 700km? – ja tam będę he he.

Pozdrawiam i dziękuję kolegom z Krakowa bez których raczej mielibyśmy małe szanse na ukończenie maratonu.

autor Arkadiusza Kraska

Facebook