Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2017

Oborniki Wlkp.
22.04

Gryfland Nowogard
29-30.04

Stargard
13.05

Radków
20.05

Choszczno
27.05

Łask
04.06

Świnoujście
10.06

Wolsztyn
24.06

Nietążkowo
1.07

Zieleniec
22.07

Karpacz
02.09

Rewal
16-17.09

Ania Kruczkowska: Pod opieką Liczyrzepy

(…) Już na początku pozwoliłam odjechać mojej grupie startowej. Doskonale wiem, że w górach każdy jest sam i sam walczy ze słabościami. Jeśli na początku zaszarżujesz, potem zabraknie sił. Zjechałam do Kowar, z prawej strony mignął mi wielki napis „fabryka dywanów” i reklama Parku Miniatur. Pomyślałam, że kiedyś koniecznie muszę go odwiedzić.

Potem wjazd w Dolinę Pałaców i Ogrodów (niestety my ją tylko liznęliśmy, ci, co pojechali dystans mini mieli ją w całej okazałości) i pierwszy podjazd na Przełęcz Karpnicką. Póki co, nie czułam się jeszcze pewnie. W mojej głowie kołatały różne myśli, które nie sprzyjały przyjemnej jeździe, do tego na dziurawym asfalcie rower podskakiwał niebezpiecznie, więc zjazd z przełęczy był bardzo ostrożny.

Przed Janowicami spojrzałam na płynącą i szumiącą przyjaźnie rzekę Bóbr. Spokój odzyskałam, gdy zaczął się podjazd do wsi Miedzianka. Dalej było już… łatwo, bo wyciszyłam się i uspokoiłam. Mogłam wreszcie podziwiać zapierające dech w piersiach pejzaże, wdychać zapach marchewnika, grzybów, późnych jesiennych już kwiatów, słuchać szumu potoków i poszczekiwania koziołków sarny.

Przed Przełęczą Rędzińską spotkałam tych, których spodziewałam się spotkać. Kilkukilometrowy podjazd okazał się o wiele łatwiejszy niż w ubiegłym roku, zaśmiałam się najpierw na widok złośliwie uśmiechniętej buźki wymalowanej na asfalcie przez organizatorów, później, gdy pojawił się napis informujący o 16% nachyleniu trasy. Jechałam powoli, swoim tempem. Gładki asfalt i pustki pozwalały na rytmiczny, niczym niezakłócony podjazd (w ubiegłym roku na Rędzinach był taki tłok, że jazda była prawie niemożliwa).

Jedynie słońce grzało już mocno, więc pot leciał strużkami. No! Miałam z Górą na pieńku za to, że mnie zmogła rok temu. Przyjechałam po to, by ją pokonać, by pokazać Jej, że potrafię podjechać, że nie zejdę z roweru. Pokonałam! Zatrzymałam się na punkcie żywieniowym, zostawiłam bluzę z długim rękawem z zastrzeżeniem, że wrócę po nią, bo na trzecim kółku w czasie burzy będzie mi potrzebny suchy ciuszek. Patrzono na mnie dziwnie… a jak patrzono na mnie na trzecim kółku… o tym za chwilę.

(…)

Anna Kruczkowska vel Ruda

Więcej na blogu Ani, Kobiece rozmówki przy herbacie (klik).