Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Rowerem i kajakiem
6 lutego 2009
Jak hartuje się stal, czyli pasja tworzenia
9 lutego 2009

Ludzie, którzy organizują maratony, w jakich bierzemy udział nie są pozbawieniu ani poczucia humoru, ani dystansu do siebie. Na nasze szczęście ;) Zanim przybliżymy Wam, jak planujemy w tym sezonie, sylwetki orgów zaangażowanych w tworzenie i rozwój cyklu Pucharu Polski, poczytajcie czemu z lubością oddaje się jeden z nich. Dobrze Wam znany, i to od tej nalepszej strony, a do tego ‚obnażony’ na zdjęciu ;) Kto zacz? Któż zgadnie?

Relacja z ‚Dziennika Polskiego’:

27 śmiałków wzięło wczoraj [01.02.2009 – przyp. red.] udział w sztafecie przez Wisłę. Woda miała trzy stopnie Celsjusza.

– Woda nie lubi złych ludzi, to żywioł, do którego trzeba podchodzić tak jak do kobiety, bardzo delikatnie i ciepło – mówił Marian Hempel, członek klubu morsów z Dębowej Kędzierzyna-Koźla.

Pan Marian był jednym z 27 uczestników imprezy zorganizowanej przez krakowski Klub Morsów „Kaloryfer”. Zadaniem śmiałków było przepłynięcie Wisły i przeciągnięcie z jednego brzegu na drugi dmuchanej maskotki smoka wawelskiego. Zawodnicy pokonywali odcinek między Wawelem a Dębnikami (obok mostu Grunwaldzkiego).

Oprócz morsów z Krakowa i Dębowej Kędzierzyna-Koźla w imprezie wzięli udział także członkowie klubu z Kłodawy koło Gorzowa Wielkopolskiego. W tłumie wyróżniali się tym, że byli przebrani za Egipcjan (przejazd rydwanu, w którym stał faraon z małżonką, uroczyście rozpoczął imprezę).

Krakowski Kaloryfer znany jest z promocji zdrowego trybu życia i noworocznych kąpieli w Wiśle. Sztafeta była kolejną okazją do zachęcenia mieszkańców Krakowa do brania udziału w zimowych kąpielach. – To już druga akcja tego typu, zaprosiliśmy na nią przyjaciół spoza Krakowa, bo chcemy, aby impreza się rozwijała i miała zasięg ogólnopolski – wyjaśniał Marcin Krawczyk, wiceprezes klubu Kaloryfer. Morsom przyświecał jeszcze jeden cel – pomoc Szpitalowi Dziecięcemu im. św. Ludwika w Krakowie (klub przekazał Fundacji Zdrowie Dziecka, działającej przy szpitalu, pieniądze uzyskane od sponsora – czek na 1 tys. zł).

Wszyscy zawodnicy zgodnie twierdzili, że tego typu impreza to niezwykłe przeżycie, a zimna woda i niska temperatura powietrza w niczym im nie przeszkadzają. Udowodnili to nie tylko pływając w wodzie, ale także biegając (w oczekiwaniu na swoją kolejkę) przez kilkadziesiąt minut po bulwarach wiślanych w samych kąpielówkach i szlafrokach.

– Dla mnie takie pływanie to relaks, dzięki temu jestem zdrowa i pozytywnie nastawiona do życia – opowiadała Teresa Jaworska z Dębowej Kędzierzyna-Koźla. Potwierdził to jej kolega Marian Hempel. – Człowiek zaczyna inaczej patrzeć na ludzi, jak wychodzę z wody, to wszystkich bym ściskał z radości – dodał. Podobne zdanie miał Adam Giet z tego samego klubu. – Człowiek cały tydzień gania za pieniędzmi, stresuje się. W klubie może się odprężyć, zatrzymać na chwilę, bo tu nie ma znaczenia, czy ktoś jest prezesem, czy policjantem, tu wszyscy pływają wspólnie.

Morsy miały też rady dla osób, które chciałyby spróbować pływania w lodowatej wodzie. Najlepiej zacząć jesienią, gdy woda ma 17-18 stopni Celsjusza i temperatura powietrza nie jest jeszcze zbyt niska. Trzeba ćwiczyć regularnie np. w weekendy, najpierw przez pół minuty, później przez minutę, dwie, trzy itd. Dzięki temu w grudniu, gdy temperatura wody będzie wynosić ok. 2 stopnie Celsjusza, ciało będzie już przyzwyczajone do niskiej temperatury. Najważniejsze to mieć odwagę by spróbować, później będzie już tylko łatwiej. (KF)

Źródło: ‚Dziennik Polski’ cytat z portalu Magiczny Kraków.

Więcej zdjęć znajdziecie tutaj.

Facebook