Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Klasyk Kłodzki – Michał Antosz
15 lipca 2004
Klasyk Kłodzki 2004
24 sierpnia 2004

Z trasy Pucharu Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych „bikeBoard 2004” GRYFLAND
Jerzy Złotowski

Przygotowania moje były nie takie jak bym sobie życzył, ale były o 100% lepsze niż na Gorzowskim Maratonie gdzie siły moje były skierowane przede wszystkim na organizację imprezy. W Gryficach dystans do przejechania był ustalony z góry na maxa, zresztą jak wszystkich maratonów. Tylko w Gorzowie koledzy zdecydowali za mnie, że jadę jedną pętlę i jak się okazało mieli rację gdyż pracy było co nie miara.

Dwa tygodnie wcześniej wybraliśmy się na treningowy objazd trasy Gryflandu. Pojechałem ja z Adim oraz Piotruś z Spownem w roli pomocy tech. Jak się okazało trasa dosyć szybka i łatwa, po przejechaniu z dwoma kolesiami ze Szczecina 20 km w wolnym tempie ruszyłem z Adim bardziej ostro i dokręciliśmy mimo wiatru do 32.3 km/h. Oceniliśmy że z trasa jest ok, nasza forma także.

Rano 18 VI udałem się jeszcze na masaż i o 13.00 wyruszyliśmy z Gorzowa , chcieliśmy zajechać jeszcze nad morze. O godz 16.00 byliśmy już pod hotelem Gryf w Gryficach gdzie już była część naszych kolegów. Przy treningowym objeździe trasy załatwiliśmy noclegi dla bandy z Gorzowa. Właściciel hotelu przesympatyczny Tadeusz Sobkowiak były kolarz ( zapowiedział udział w Gryflandzie) potraktował nas bardzo przyjaźnie obniżając cenę z 50zł za dobę na 25zł – dziękujemy jeszcze raz.

Po rozpakowaniu udaliśmy się na teren szkoły gdzie była baza maratonu. Na miejscu dowiedzieliśmy się, że jeszcze nie ma numerów startowych oraz podzielonych grup startowych, a ma to nastąpić dopiero jutro rano. Byłem tym przerażony gdyż wiem jak to wszystko wygląda na ostatnią chwilę. Adam (org) uwijał się jak mógł lecz pomocy z nikąd. Natomiast pierwsza ręka do pomocy chodziła tylko i opowiadała jak to będzie super na drugi rok – pracy zero , mieszania dużo. Adam prosił mnie żebym mu pomógł lecz przekazałem mu że ja na razie mam dość organizacji, ale nasz Spown może mu pomóc i jak się okazało bardzo dobrze że był. I jak zwykle my odpoczywaliśmy a on całą noc pracował.

Dzień startu. 19.VI godz 5.30 pobudka. Szybka toaleta, wciągnięcie posiłku węglowodanowego, sprawdzenie sprzętu – pompowanie, smarowanie itp. Za oknem przepiękne Słońce – jak jechać na krótko czy w długich strojach? – ubieram się na długo najwyżej w szkole się przebiorę przed startem. Dowiaduję się że koledzy zapisali mnie do swojej grupy startowej tj nr powyżej 130 – bardzo mi to zaimponowało, że chcą jechać ze mną. Ale także strach gdyż przed nami startują zwycięzcy z Gorzowskiego Maratonu, a za nami ścigacze ze Świnoujścia jadący tylko 1 pętlę.

Kalkulacja – jak szybko odpadnę to nie załapie się z grupą która mnie doścignie – ambicje mam, ale czy to wystarczy. W mojej grupie startuje Paweł, Rafał, Adi z mojej kat wiekowej tylko Stefan (były kolarz), a w grupie wcześniej trochę młodszy ode mnie Czesiu (polski Pantani) obiecujący że jedzie 1 pętlę. Obiecałem Czesiowi (koniowi ze stajni Sprucha), że go objadę uśmiechnął się tylko – toż to były kolarz ciągle jeżdżący. A ja co wsiadłem na rower gdy w kalendarz walnęła 50-tka

Stoimy na starcie słońce jakoś się schowało (nie chwal dnia z rana) i pierwsi wystartowali o 8.15 ja mam startować dopiero o 9.20 jeszcze kupa czasu. Jadę do hotelu ogrzać się gdyż jednak jest zimno, rozważam czy nie ubrać się jeszcze cieplej, ale co będzie jak rozkręci się na dobre. Godz 9.05 rozgrzewam się trochę lecz niezbyt mocno, jeden z kolegów prosi by na początek po starcie jechać nie więcej jak 20 – 25km/h na rozgrzewkę, nie wiem czy on żartuje czy serio, wiem że to nierealne więc się nie odzywam.

Godz 9.20 ruszamy ja prowadzę gdyż znam trasę, pomału się rozkręca na początek małe wzniesienie jedziemy 27-32km/h przez pierwsze 7km. Dalej jest coraz lepiej i przez Cerkwicę smykamy już nie wolniej niż 37km/h, a jest nawet 45km/h. Patrzę w górę, a tam nie ciekawie jeszcze przed Karnicami zaczyna padać. Osobiście mi deszcz nie przeszkadza lecz zimna nie lubię. Po drodze mijamy pierwszych którzy nie wytrzymują tempa w swoich grupach, ja wyglądam swojego rywala Czesia któremu coś obiecałem ale to za wcześnie. Dojeżdżamy do Śliwina i skręt w lewo widać już Rewal lecz ja widzę co innego z naprzeciwka nadjeżdża mój wyglądany Czesiu jedzie sam to znaczy że odpadł ze swojej grupy. Jurek zachowaj spokój jest tylko kwestia czasu jak dojedziemy do niego. Dojeżdżamy do innych z Czesia grupy i jest wśród nich mój kompan Piotruś. Teraz ja daję większe zmiany, a kolega który na starcie prosił o spokojną jazdę stwierdził że chyba mam w d�e motorek. A tym motorkiem był widok umykającego Czesia. Dojeżdżamy do Konarzewa a tam korek, na drogę wyszły �święte� krowy i nie miały zamiaru zejść mało brakowało by doszło do wypadku. Kierowcy widząc te krowy zapomnieli o lusterkach wstecznych manewrując po całej jezdni. Przed Trzebiatowem dojeżdżamy samotnego Czesia, mnie wyprowadza Piotruś i ja pierwszy go dochodzę i pozdrawiam (może to niegrzeczne lecz frajdę miałem wielką).

Z Trzebiatowa jedziemy ostro razem z odpadniętymi z grupy 110 i 120 oraz z najlepszymi z grupy 140 którzy nas dogonili. Jazda była dosyć ostra, momentami myślałem, że strzelę lecz moim zadaniem było na 1 pętli nie dać się Czesiowi, Stefan z mojej grupy już odjechał i był poza zasięgiem wzroku. Wjechaliśmy do Gryfic i nie zatrzymując się jedziemy dalej. Teraz zaczyna się droga przez mękę (najgorszy odcinek Gryfice – Unibórz) jest parę podjazdów na których udaje mi się utrzymać w grupie, widzę że Rafał wielki młody kozak zbytnio mi nie odjeżdża na podjazdach, jestem zadowolony. Wjeżdżamy do Uniborza skręt w lewo na Płoty droga jak malowana i właśnie tu odjeżdżają od nas najlepsi i do tego wraz z Czesiem. Jestem bardzo niezadowolony, ale myślę spoko zaraz ich dojdziemy. Lecz z grupy która odpadła gonić może tylko Rafał i ja, reszta zostaje w tyle. Jedziemy około 150-200m za nimi lecz doskoczyć nie potrafimy, a wręcz zauważam, że odległość chociaż powoli to jednak się zwiększa. W Płotach 12km przed meta pierwszej pętli mają przewagę około 300m wiem, że dogonić ich się nie uda. Będą jeszcze dwa podjazdy może nie duże ale zawsze.

Dojeżdża do nas jakiś gość, który wyjechał na przejażdżkę nic nie wiedząc o maratonie i jedziemy w trójkę. Widzę że Rafał słabnie ja podkręcam tempo by Czesiu nie nadrobił 5 min, gdyż o tyle wcześniej niż ja wystartował. Dojeżdżamy do Gryfic (meta 1 pętli – 110km) mój czas 3godz 06min (35km/h) dowiaduję się że Czesiu przyjechał 3 min wcześniej to znaczy że jestem na 1 pętli lepszy od niego o 2min � Hurra! Niespodzianka Czesiu wyjechał na 2 pętlę.

Ja na drugą pętle wyjeżdżam z Rafałem, widzę że Rafał ma dosyć, ja także, ustalamy wolniejszą jazdę i pomału w deszczu mijamy wolniejszych uczestników. Jak na razie nikt nie może nawet się podczepić do nas. Jest to jakaś satysfakcja, ale z drugiej strony żal gdyż w większej grupie byłoby łatwiej.

Wyjeżdżamy na drogę do Rewala i powtórka z naprzeciwka widzę Czesia (samego jak na 1 pętli) pozdrawia mnie lecz już wiem, że powtórki nie będzie, nie jestem w stanie gonić jak na poprzedniej pętli.

Z samego Rewala jak my wjeżdżamy, wyjeżdżają Lolek i Marek z Drezdenka może zaraz ich dogonimy.

W Rewalu na PKP posilamy się, a Rafał smaruje kręgosłup który bardzo mu dokucza. Ruszamy za Lolkiem lecz dogonić ich nie jest łatwo chociaż startowali oni z nr 44 i 45 tj 45min przed nami. W Trzebiatowie dowiadujemy się że maja 2 min przewagi. Na odcinkach prostych widzimy ich, lecz nie zbliżamy się. Z Trzebiatowa jedziemy do Gryfic piękną drogą lecz pod wiatr momentami tak silny, że sprawia wrażenie, że nas cofa. Najlepiej skręcić, a jest gdzie na znaku w lewo do miejscowości Wlewo, poprawia nam humor i dalej kręcimy. Mijamy pechowców (gumy) i maruderów – pozdrawiamy dodając otuchy i kręcimy z trudem dalej.

Wjeżdżamy wreszcie na PKP w Gryficach, a tam Lolek (45) z Markiem (44) akurat wyjeżdżają. Marek mówi �mają nas�. Lecz my już mamy, ale dosyć, chwilę odpoczywamy. Rafał jak zwykle smaruje kręgosłup, a odpoczywający koledzy Jacek, Darek i Andrzej z nr 50 dołączyli do nas i w piątkę goniliśmy Lolka i Marka. Ciężko było gdyż znowu droga przez mękę do Uniborza. O dziwo ja nabrałem trochę sił jak dowiedziałemsię, że Stefan zgubił trasę i jest 20 min za mną. Myślę, że wreszcie pechowym zbiegiem okoliczności będę wreszcie przed nim. W okolicach miejscowości Kołomąć Rafał melduje, że ma dosyć i zostaje, mówię mu, że nie ma takiej możliwości jeżeli zostaje to ja zostaję razem z nim. Jechaliśmy razem we dwójkę przeszło 120km to pojedziemy dalej we dwójkę. A koledzy z nr 50 to nam nie zagrażają. Rafał nie chcąc bym zaprzepaszczał swoja szansę na dobry wynik mobilizował się coraz bardziej i nie odpadał, ja natomiast trochę podkręcałem by dogonić Lolka. Co chwila kontrolowałem czy Rafał jedzie z nami czy mam zostać do pomocy, ale Rafał trzymał się dobrze. W okolicy Jasiela dogoniliśmy Lolka i Marka (przesympatycznych chłopaków) i razem jechaliśmy do Uniborza. Tutaj wreszcie super nawierzchnia i sprzyjający wiatr. Szybko zgubiliśmy zmęczonego Lolka i Marka i w piątkę ruszyliśmy do Płotów: ja ,Rafał, Andrzej, Darek i Jacek. Gnaliśmy ile sił, a ich za wiele nie było, lecz warunki super, tutaj już się nie odwracaliśmy. Jadąc za Jackiem, a za mną Rafał, koledzy złapali gumę. Jacek coś ominął ja nie zdążyłem guma na tak pięknej drodze. Jak się później okazało na tej super drodze na krótkim odcinku były trzy gumy – myślę że to zasługa miejscowej młodzieży.

Szybko telefon na bazę i do zmiany dętki, zmiana dosyć w tempie lecz nie mogę napompować doganiają mnie Lolek z Markiem za chwilę inni pechowcy, którzy wcześniej mieli gumę. Nadjeżdża też Stefan, zatrzymuje się i pożycza swoją pompkę, też efekt zerowy. Stefan jedź, znowu telefon do bazy, ale już jest samochód techniczny.

Szybka zmiana koła, opona kartoflak chyba hamuje mało powietrza czujnik nie ustawiony , licznik na zero. Trudno do mety dojadę, już tylko 14km. Dojeżdżam o godz 16.32 mam 13min straty do Rafała i uzyskuje czas na 220km 7h.12min uważam że nie jest źle.

Jestem szczęśliwy chociaż nie znam wyników oraz bardzo zmęczony i przemarznięty. W hotelu woda letnia siedzę w wannie, a żonka moja grzeje wodę w czajniku i dolewa – jestem w niebie.

Po krótkim relaksie idziemy na rynek witać ostatnich wjeżdżających. O godz 19.35 z czasem 11h 20min wjeżdża Ambroziak Jan nr 1 . Niespotykany gość – 62 latek – jeździ na rowerze marki �Ukraina� i zmieścił się w limicie czasu. A zaistniał na Gorzowskim Maratonie i obiecuje wystartować na wszystkich 4 maratonach.

Wieczorem nieoficjalnie dowiaduję się, że na 1 pętli zajmuję 1 miejsce w swojej kategorii wiekowej – wielka satysfakcja. Natomiast na 220km 5 miejsce mimo gumy.

Klub nasz zostaje wyróżniony jako najliczniejsza grupa klubowa – 16 uczestników na 128 startujących – brawo Gorzowski Klub Rowerzystów CYKLISTA.

Ocena imprezy:
Jak na pierwszy raz było super i na pewno będzie lepiej na drugi rok dzięki wspaniałemu człowiekowi ADAMOWI JAMROZOWI z wielkim sercem do roboty.

Minus – wielu rowerzystów nie jechałoby drugiej pętli gdyby nie obiecana w regulaminie statuetka rowerzysty której zabrakło na mecie.

Najnowsza wiadomość Ambroziak Jan ze Słubic wstąpił do naszego klubu. Członkowie naszego klubu to mieszkańcy naszego miasta Gorzowa Wlkp co jest zrozumiałe, ale mamy też mieszkańców: Śremu, Poznania, Słubic, Strzelec Kraj.

Do zobaczenia za rok.

Facebook