Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Klasyk Kłodzki 2006 wspomnienia
21 listopada 2006
Tegoroczny cykl rozpoczynał Łobeski Maraton Rowerowy
24 listopada 2006

Asia Liczner

Supermaraton Gryfland –„Morze jest piękne” Przy okazji maratonu w Gryficach postanowiłam mimo okropnego urazu do naszego morza po ostatnim pobycie , spędzić kilka dni w okolicach Rewala i Niechorza. I co się okazało ,że nasze morze jest piękne i „nie ważne gdzie jesteś, ważne z kim”. Ale celem nadmorskiej wyprawy był „Gryfland”, następny w edycji Supermaraton. Sobota – 5.08.2006 – dzień startu, pobudka o 6 rano, ale to nie zegarek nas budzi tylko efekt uderzającego o szyby deszczu. Prognozy na ten dzień były zastraszające : ulewne deszcze , oberwania chmury i burze . Tylko burzy nie było, a pozostałym zjawiskom atmosferycznym towarzyszył porywisty wiatr, a przy tym latające gałęzie. I jeszcze tony wody, które wlewały na nas mijające samochody. Takiej pogody nie pamiętał żaden z maratończyków – koszmar. Na własne życzenie startowałam w pierwszej grupie, same znajome twarze . I marzyłam ,żeby utrzymać się z tą grupą chociaż jedną pętlę. Utrzymałam się prawie dwie, ale to był OGROMNY wysiłek. Na końcówce odpadłam, około 20 km przed metą .Jadąc już sama zastanawiałam się jakim cudem wytrzymałam tak długo z chłopakami, którzy osiągają najlepsze czasy na wszystkich maratonach. Miałam kilka razy kryzys, chyba dwa razy prawie odpadałam od grupy, ale podciągnął mnie nasz Krzyś – dzięki Krzysiu .A gdy niestety przychodziła moja zmiana panowie też oszczędzali mnie i nie pozwalali zbyt długo prowadzić. Na drugiej pętli około, połowy jej dystansu dołączył do nas Paweł, który startował 20 minut po naszej grupie. Chyba widział moje zmęczenie i dal mi tubkę z żelem dla sportowców. Już sam gest dodał mi sił. Ale to , że Paweł wzmocnił naszą 8 – osobowa grupę a meta była coraz bliżej, spowodowało że zwiększyło się tempo i to znacznie. Efekt był taki , że na około 20 km do mety zostały dwie osoby ,ja byłam trzecią, tym razem po raz pierwszy odpadłam na zjeździe. Ostatnie kilometry jechałam za chłopakiem, który też odstał od naszej grupy i miał przewagę około 30 metrów. Goniłam go, a on nerwowo oglądając się przyspieszał. W końcu na mecie mimo, że go dogoniłam mógł odetchnąć z ulgą. Myślał ,że jestem chłopakiem z jego grupy (M1),wiek by mi odpowiadał, ale z tym chłopakiem to przesadził ! Na mecie gorący rosół, pozwolił zapomnieć o tym, że jesteśmy przemoczeni a nasze twarze i oczy są obolałe od deszczu i wiatru. Radość z ukończenia takiego maratonu jest wielka i dodaje sił by resztę dnia spędzić przy piwku w towarzystwie sympatycznych maratończyków.Wspaniała organizacja maratonu,poraz pierwszy pełne wyżywienie, w ramach wpisowego(kolacja,obiad i dwa śniadania były baaaaardzo dobre), a co najważniejsze dobra atmosfera i spotkanie znajomych z całej Polski,ale też z Niemiec i Austrii.

Tekst pochodzi ze strony Reworu

Facebook