Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Rekord frekwencji
16 maja 2007
Maraton Leszno 2007
16 maja 2007

Dla mnie to był maraton życzliwości. Zapisałam się i zapłaciłam po terminie – nie było problemu. Co więcej-udało się wykorzystać wpłatę znajomego. Gdy już pogodziłam się z miejscem startowym w ostatniej, niewiadomej i nieznanej mi grupie, niespodziewanie znalazłam się wśród swoich i zupełnie nie wiem jak to się stało :shock: .Nie musiałam też jechać do Leszna pociągiem, korzystając z uprzejmości Krzysia i Mietka.

Rano, w biurze maratonu spodziewaliśmy się kolejek przy rejestracji, a tu następna niespodzianka : bardzo sprawna organizacja , otrzymaliśmy swoje numerki a także bez problemów pobrałam numery startowe dla naszych z Wrocławia, którzy postanowili dłużej pospać.

Na stracie zostałam serdecznie powitana przez chłopaków z mojej grupy, jeszcze rada od Henia: „ Dużo jedz i trzymaj się na kole” – wiedziałam że to nie będzie takie proste z tą grupą, ostatnie odliczanie i ruszyliśmy. Jazda w takiej grupie to sama przyjemność, równe tempo , równe zmiany . Kochane chłopaki, nawet nie pozwolili mi wyjść na prowadzenie( no może raz – honorowo) dziękuję Panowie. Niestety pierwszy długi podjazd, gdzieś kawałek za PŻ, zabrakło mi sił i zostałam sama. Jakieś 20 km do końca pierwszej pętli następna niespodzianka – pozdrowił mnie Waldemar S. zapraszając do wspólnej jazdy. Byłam już zmęczona i nawet nie próbowałam z nim jechać, ale on wyraźnie czekał .Tuż za nim jechał zawodnik chyba z numer 61 i podciągnął mnie do Waldka i w ten sposób ukończyłam pierwszą pętle. Drugą pętle rozpoczęłam z pociągiem pośpiesznym – z najszybszym na tym maratonie peletonem, w którym jechali między innymi zawodowcy i panowie, zajmujący pierwsze miejsca na maratonach.

No cóż moja kariera w tym peletonie była krótka, po kilku kilometrach nie dałam rady. A że miałam wypchane po brzegi kieszenie jedzeniem, postanowiłam jeść, dużo jeść. To była moja strategia : zwolniłam i spokojnie jadłam, oglądając się co chwilę za siebie. Wiedziałam ,że mam dobry czas z pierwszej pętli i że za mną jedzie jeszcze sporo zawodników. Myślałam o Szerszenikach , że może oni są tuż, tuż , ale niestety nikt nie jechał. Co robić? Wiatrzysko wieje, nadciągają złowrogie chmury….Aż tu na horyzoncie sylwetka zawodnika, w pierwszej chwili pomyślałam ,że to nasz Grzesiu, bo miał podobny kask. Ucieszyłam się, że ktoś jedzie, ale gdy zobaczyłam w jakim tempie ten zawodnik się do mnie zbliża, moja radość spłonęła na panewce. Jechał bardzo szybko, mocny wiatr smagał mnie po twarzy, dla niego to była igraszka. Nie miał numeru startowego , okazało się ,że wyjechał na „rozgrzewkę” i postanowił dla siebie przejechać trasę maratonu, a ja postanowiłam, że będę się mocno trzymać jego koła.

Przejechaliśmy razem kawał trasy, ale niestety jeszcze raz ten długi podjazd i akurat na tym podjeździe dojechało do nas kilku zawodników, sami znajomi, pozdrowili mnie i tyle ich widziałam. No, może jeszcze zdążyłam przeczytać napis „Życie Jest Piękne” :grin: Znowu sama. A na dodatek złapał mnie taaaaaki kryzys jak nigdy. Do mety tak blisko a ja nie mam siły, pokonała mnie słabość. :sad:

Było cudownie, trasa prawie dobrze oznaczona, oprócz jednego miejsca. Fajnie, że w każdej miejscowości i na trasie były ogłoszenia informujące o zawodach, to z pewnością wpłynęło na bezpieczeństwo. Dziękuję za świetną organizację. Gratulacje. Żałuję tylko ,że nie mogłam zostać na zakończeniu, mając w tym dniu tyle szczęścia, z pewnością wylosowałabym koszulkę :wink: . Podziękowania dla wszystkich , których spotkałam na trasie.

W Leszczyńskim Maratonie Rowerowym Wrocław reprezentowany był przez liczną grupę członków KTK Rewor, oraz jego sympatyków, AZS Intersport a także było wiele osób indywidualnych .

Pozdrawiam i do następnego razu. Mam nadzieję, że zawodnik , który uległ wypadkowi szybko dojdzie do zdrowia, czego mu serdecznie życzę.

Asia Liczner.

Facebook