Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Kolarska Drużyna Szpiku
31 maja 2010
Zmiana przebiegu dystansu giga Pętli Drawskiej
6 czerwca 2010

29 maja w Lesznie wystartowałem w swoim drugim maratonie szosowym w życiu. Po dłuższym przemyśleniu wybrałem sobie dystans 168km. 90km to za mało jak dla mnie, a natomiast 240km to już trochę za dużo ale w sumie teraz patrząc z perspektywy czasu gdybym się zdecydował, też dał bym radę.

Mój drugi start w maratonie szosowym zaplanowałem z większą starannością i dokładnością. Zapoznałem się jeszcze w domu z trasą, zabrałem więcej „przekąsek” do tylnych kieszonek koszulki, itd. Po przejechaniu Żądła Szerszenia w Trzebnicy wiedziałem dużo więcej, o maratonach, jak się przygotwać i jak jechać oraz jak nie jechać aby mieć w miarę dobre miejsce na mecie.

Na udział w imprezie zdecydował się również mój kolega Tomek, który też jest członkiem społeczności Bikestats – http://www.bikestats.pl/rowerzysta/Platon – oraz kolega Jarek.

W związku z tym, że mieszkam we Wrocławiu i do Leszna mam raptem 100km, zdecydowałęm się na przyjazd do Leszna w sobotę z samego rana, tak aby zredukować koszty za nocleg. Dzień zapowiadał się pięknie, słońce świeciło już od samego rana i żadne chmury nie kryły nieba – jak dla mnie idealne warunki do jeżdżenia. Po przybyciu na miejsce, wypakowaniu sprzętu i przygotowaniu się do maratonu, poleciałem po numer startowy, który miał cyfrę – 142 – i z tym numerkiem przejechałem V Leszczyński Maraton Rowerowy.

Start mojej grupy (Grupa 24) był, o godzinie 7:53. Krótko przed startem byłem gotowy, pojawił się Tomek ale nie było Jarka… Hehe. No trudno pomyślałem i już sędzia zaprasza nas do przygotowania się do startu. Zamiast regulaminowej „szóstki” było nas 4. Tomek i ja oraz dwóch innych kolarzy. Krótkie przywitanie i… START!

Na początku jedziemy z Tomkiem z przodu tempem około 31km/h i czekamy na ruch kolegów. Niestety koledzy już po 1km zostali jakieś 250 metrów z tyłu. Krótka decyzja – jedziemy dalej sami i kręcimy tempo 35km/h i zmiany co 500 metrów. Na początku trasa szła jakąś główną drogą bo jakość asfaltów rewelacja. Szliśmy równym tempem. Co jakiś czas mijaliśmy pojedynczych kolegów i koleżanki. Po jakiś 15km dogoniło nas dwóch kolegów więc znaczy się dobrzy zawodnicy. Szybka decyzja siadamy na koło. Tempo około 38/39km/h. Szybko. Jedziemy tak jakieś 4km, przyzwyczaiłem się do prędkości, ochłonąłem i zaczęliśmy dawać z Tomkiem zmiany co 200/300 metrów. Koledzy przyjęli naszą inicjatywę i jakiś dłuższy czas jechaliśmy razem. po około 10km była jakaś górka, hmmm… wstyd mówić ale puściłem koło i już nie mogłem chłopaków dogonić.

Tomek zauważył, że mnie nie ma i zostawił chłopaków i zaczekał na mnie – jechał z numerem 141 – jak dla mnie zasłużył na nagrodę Fair-Play za to zachowanie – dzięki Tomek. Od tego momentu następnych parę kilometrów jechaliśmy razem. Na około 35km doszedł nas pociąg z około 10 zawodnikami. Siadamy na koło. Prędkość była duża. Około 40km/h. Jadąc dalej coraz to nowi kolarze się podłączali, a inni odpadali. W pewnym momencie był taki układ, że ja byłem lekko z tyłu, zjechałęm po daniu zmiany, a Tomek prawie na czele. Ktoś puścił koło no i grupa pękła na dwa pociągi. Ja na moje nieszczęście byłem w tej drugiej części z tyłu no i już było po ptokach.

Tomek z grupką odjechali, a moi towarzysze nie mogli ich dogonić. Sam pociągnąłem żeby dojechać ale nic z tego. Wkurzyłem się i z takim jednym kolegą w sumie odjechaliśmy od tej grupki bo oni byli już nieźle ujechani. Potem on też osłabł i zostałem sam – najgorsza rzecz na maratonach. No nic myślę i jadę swoim tempem około 34/km/h. Tak zjechałem około 5km. Pokonałem sam wzniesienia to 9% i to 11% i potem widzę z tyłu jedzie pociąg. Dojechali do mnie i oczywiście się doczepiłem. Fajna grupka 10 osobowa. Prędkość w zakresie od 36km/h do 40km/h. Idealnie. I tak w sumie przez prawie 105km jechaliśmy razem. Zmiany co 500 metrów, każdy uczciwie pracował.

Na pierwszym bufecie spotkałem Leszka z Koźmina Wlkp. z bratem nr 167 i 168 tego z którym jechałem duży odcinek w Trzebnicy. Fajnie. Jechało się znakomicie w tej grupie. Gdyby ten skład jechał na 230km to zaliczyłbym w życiu pierwszą „dwusetkę”! Po drugim bufecie gdzie już nawet się nie zatrzymywaliśmy, były te dwa fajne podjazdy. Troszkę nam się tam porwała nasza grupka, ale na zjeździe znów się zjechaliśmy i tak aż do samej mety.

Mając już tak do mety około 2km zjechałem z e swojej zmiany ale nie na koniec tylko ustawiłem się na 5 miejscu tak sprytnie aby sobie ułatwić finisz na mecie. W zakręt w prawo prowadzący na teren lotniska wchodziłem pierwszy, potem w lewo też pierwszy ale na 10 metrów przed metą prześcignął mnie kolega z Gryflandu i tak zająłem drugie miejsce na finiszu z naszej grupki. Na mecie otrzymaliśmy od razu medale i to co mi się bardzo podobało, każdy z nas podziękował każdemu nawzajem za uczciwą pracę, przybijając piątki. Super sprawa bo naprawdę KAŻDY z mojej grupki uczciwie pracował.

Mój wynik – Artur Świder nr 142 grupa M3 rocznik 1977 – 5:05:46 śr.31.40km/h

– 62 na 165 kolarzy jadących na 168km
– 19 miejsce w grupie M3 jadących na 168km

Jak na drugi start w maratonach jestem BARDZO zadowolony. Dobry czas, dobra średnia i extra grupa z jaką jechałem ponad 100km.

Dziękuję bardzo za maraton w Lesznie i za możliwość jazdy z Wami. Poznałem wielu fajnych kolegów oraz spotkałem starych znajomych! Już teraz mówię do zobaczenia w Lesznie za rok, a wcześniej widzimy się 26 czerwca w Gorzowie Wielkopolskim.

Trip: 168,77km
Av: 31,40km/h
Max: 56,47km/h
Time: 5:05:46
Odo: 971km

Trasa: Leszno – Krzycko Wielkie – Śmigiel – Stare Bojanowo – Wojnowice – Teklimyśl – Belęcin/Karchowo – Świerczyna – Osieczna – Żakowo – Stare Bojanowo – Śmigiel – Bucz – Przemęt – Olejnica – Górsko – Brenno – Zaborówiec – Włoszkowice – Grotniki – Bukowiec – Krzycko Wielkie – Gołanice – Leszno

Artur Świder

Facebook