Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Schwalbe 2009
31 lipca 2008
WYŚCIG WOJNY
2 sierpnia 2008

Kurcze to jedna z najczęstszych dolegliwości rowerzysty na trasie

Pewnie często z lękiem wyobrażasz sobie taką sytuację: jedziesz sobie na wycieczkę a tu nagle bach – wpadasz na gigantycznego jeża, który ma prawdopodobnie trujące kolce. Jedyną reakcją, którą do tej pory mogłeś sobie wyobrazić, jest panika i w chwilę po tym gwałtowna śmierć, poprzedzona rzężeniem. Ale nie, w zanadrzu mamy bowiem osiągnięcia współczesnej medycyny. Jeżeli chcesz być przygotowany na taką ewentualność i uzbroić się w wiedzę niezbędną do walki z takimi potworami, przeczytaj poniższy tekst.

Kurcze mięśniowe są częstym i kłopotliwym zjawiskiem, występującym u osób uprawiających wyczynowo sport. Mechanizm tego zjawiska nie jest do końca poznany i ciągle jest przedmiotem badań. Wiadomo jednak, że nader istotną przyczyną kurczów mięśniowych są: zaburzenia wodno-elektrolitowe organizmu, czyli zaburzenia łącznej ilości płynów w organizmie oraz składu tych płynów. Równie istotnym mechanizmem prowadzącym do występowania kurczów mięśniowych są zaburzenia tzw. płytki nerwowo mięśniowej (efektora, połączenia pomiędzy nerwem ruchowym a mięśniem), powiązane zresztą ściśle z zaburzeniami wodno-elektrolitowymi.

Wymienianie innych przyczyn tego przykrego zjawiska mija się z celem, ponieważ i tak w warunkach „polowych” nie jesteśmy w stanie im zapobiegać, ani tym bardziej, ich przerywać. Jak powiedziałem, istotnym przyczynkiem powstawania kurczów mięśniowych są zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej i korygowanie ich jest bodaj jedyną rzeczą, którą praktycznie możemy zrobić.

Po pierwsze – odpowiednie nawodnienie: człowiek dorosły, bez wysiłku, niegorączkujący przez skórę i oddech, traci co najmniej 0,5 l płynu, a w sposób widoczny i oczywisty (z moczem) ok. 1,5 litra. To daje już na starcie 2 litry (na dobę).

Po drugie – pocąc się tracimy nie tylko wodę, tracimy również sód i to nieraz znaczne ilości. Te niedobory trzeba wyrównywać. Bez przeprowadzenia dokładnych (wymagających laboratorium na wysokim poziomie) badań bilansowych nie jesteśmy w stanie określić z jakiego stopnia niedoborem sodu mamy do czynienia. Warto jednak pamiętać, że przeciętny Polak w diecie pobiera ok. 8-10 g soli, zawierającej sód. W 1 litrze przeciętnego soku pomidorowego jest go od 1 do 4 g (a więc nawet do połowy dziennego zapotrzebowania).

Po trzecie wreszcie tracimy również potas, magnez, wapń i wiele innych elektrolitów, których narastające w czasie wysiłku niedobory mogą wywoływać kurcze.

Jak zatem zapobiegać?
Właściwe nawodnienie (ile – nie sposób określić, na starcie jednak wiadomo, że znacznie więcej niż 2 litry na dobę). Uzupełnianie niedoborów elektrolitowych, głównie sód i potas (przypominam, że bogaty w nie jest sok pomidorowy) należy równocześnie pamiętać, że nadmiar sodu podnosi ciśnienie tętnicze i wzmaga uczucie pragnienia.

Element wreszcie bardzo istotny i ciągle niedoceniany: magnez. W polskiej diecie są znaczne niedobory magnezu. Powinny być one stale uzupełniane, gdyż pocąc się także tracimy ten pierwiastek i to w niemałych ilościach. Wiadomo, że niedobory magnezu (i te doraźne i przewlekle) zwiększają „gotowość kurczową” naszych mięśni.

Wiadomo również, że podawany (przez lekarza i w warunkach szpitalnych oczywiście) dożylnie odpowiedni preparat magnezu przerywa kurcze mięśniowe. Tego ostatniego robić z przyczyn oczywistych nie będziemy. Niemniej można i powinno się stale (a zwłaszcza przed, w trakcie i po znacznym wysiłku) systematycznie pobierać doustne preparaty magnezu. Jest ich bardzo wiele, sprzedawane są bez recepty. Tani i dobry jest polski dolomit (tabletki ok. 3 zł).

To postępowanie oczywiście nie przerwie kurczów, ale może zmniejszyć częstotliwość ich występowania i ich nasilenie. Uwaga – przyjmowanie magnezu powinno być długotrwałe (moim zdaniem dopiero 2-3 tygodnie mogą dać jakiś efekt). W przerywanie farmakologiczne kurczów w warunkach „polowych” nie wierzę. Nie wierzę również w skuteczność takiego postępowania bez odpowiedniej bazy i lekarskiego nadzoru.

Łagodzić je może wiele leków stosowanych zewnętrznie, np. dostępny jedynie w lecznictwie zamkniętym i na receptę chlorek etylu w aerozolu (spray stosowany na mięśnie zewnętrznie, obniżając temperaturę miejscowo, obniża szybkość przewodzenia bodźców w nerwach czuciowych i ruchowych, a tym samym ból i nasilenie kurczów), cordafen (na receptę) – tabletka, podana podjęzykowo zmniejsza lub przerywa kurcze (uwaga – może również gwałtownie obniżyć ciśnienie krwi, konieczny nadzór lekarski), leki przeciwbólowe wreszcie są pomocne i zasadne jest ich podanie (np. 2 tabletki Pyralginy lub 1 ampułkę Pyralginy doustnie lub 1 kapsułkę Tramalu).

Na koniec rada dla tych, co dalej są młodzi, lecz przekroczyli 35 rok życia (a nie daj Bóg jeszcze palą). Panowie, nawodnić się, brać co dwa dni 1 tabletkę Polopiryny, zwłaszcza przed znacznym wysiłkiem – (aspiryna, polopiryna, kalcipiryna itp.). Jedna „typowa” (tj. od 300 do 500 mg) tabletka co 2 dni, zmniejsza zdolność płytek krwi do agregacji (poprzez hamowanie syntezy tromboksanu), a więc zdolność krwi do wykrzepiania, co zmniejsza zapadalność na zawały (serca i mózgu). Postępowania tego nie polecam wrzodowcom i uczulonym na kwas acetylosalicylowy i inne tzw. niesterydowe leki przeciwzapalne (wymieniona pyralgina, majamil, ibuprofen i cały szereg innych).

Krystian Kosciow

Źródło: Gazeta.pl.

Facebook