Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
La Marmotte – piekło Alp
3 listopada 2007
PBP 2007 jeszcze
5 listopada 2007

La Marmotte – Tour de France amatorów

fotoSkąd bierze się fenomen Tour de France? Trudno powiedzieć, ale jedno jest pewne, o Tour de France powstają filmy, o bohaterach Touru się pisze i mówi. Mimo niewygód i trudności miliony ludzi co roku pielgrzymują na trasę Maillot de Jeneue, tylko po to… no właśnie. Po co? Żeby być świadkiem niemożliwego? Doskonałości? A może jarmarku i prostackiego festynu?
Ale są tacy którzy chcą poczuć na własnej skórze czym jest Wielka Pętla. Chcą poczuć smak potu którym spływa podjazd na Alpe d’Huez, pieczenie mięśni w drodze na przełęcz Galibier i otrzeć się o ten sam asfalt który zdziera skórę najlepszym z najlepszych.

LA MARMOTTE

5 lipca 2003, w dniu rozpoczęcia największego kolarskiego wyścigu na świecie – Tour de France, w Alpach rozegrano jednodniowy Tour de France amatorów. W imprezie z udziałem blisko sześciu i pół tysiąca cyklistów z całego świata uczestniczyło 24 Polaków, głównie z Dolnego Śląska i Ziemi Lubuskiej. Wśród biało-czerwonych była także jedna kobieta – jeleniogórzanka Beata Sałapa. To właśnie ona przecierała polski szlak w tej imprezie gdy przed czterema laty pierwszy raz w niej wystąpiła.
Na trasie ubiegłorocznej imprezy było wszystko. Od uniesień po przekroczeniu najwyższych przełęczy po kilka bardzo groźnych wypadków. Wzniosła idea zawodów przeplatała się z organizacyjnym bałagan. Do mety dotarło tylko (aż?) ponad 4 tys. śmiałków.Ściana płaczu
Tour de France amatorów to potoczna nazwa wyścigu La Marmotte zaliczanego do cyklu Grand Trophe, składającego się z dziecięciu imprez. Zazwyczaj w każdej z nich startuje po kilkaset osób. Tour de France amatorów, ze względu na skalę trudności, jest jednak wyjątkowy. Przyjeżdżają na niego cykliści z całego świata. czytaj dalej

 
 
 
 

Tegoroczna impreza zbiegła się ze 100-leciem zawodowego Tour de France, który za kilka dni zawitała w te rejony. Nic zatem dziwnego, że amatorskich zawodach padł rekord frekwencji. Na starcie dominowali oczywiście Europejczycy, jednak nie zabrakło także Amerykanów, Kanadyjczyków, Japończyków oraz czarnoskórych mieszkańców Afryki.fotoTour de France amatorów swoje powodzenie zawdzięcza przede wszystkim faktowi, że jego 174-kilometrowa trasa prowadzi przez najwyższe alpejskie przełęcze: Croix de Fer (2.068 m n.p.m.), Telegraphe (1.570 m n.p.m.), Galibier (2.646 m n.p.m.) oraz Lautaret (2.058 m n.p.m.). Meta znajduje się w Alpe d’Huez (1.860 m n.p.m.). Aby do niej dotrzeć trzeba pokonać 13-kilometrową ścianę płaczu – podjazd o średnim nachyleniu blisko 10 procent który dosłownie ścina z nóg.

45-minutowy „moment”
W niewielkiej alpejskiej miejscowości Bourg d’Oisans odbywał się start. Pierwsi na trasę wyruszyli już o godz. 7.15. Ze względu na tak ogromną liczbę uczestników ,,moment” startu trwał blisko 45 minut. O ile przed rokiem uczestnicy Tour de France amatorów rywalizowali w fatalnych warunkach atmosferycznych (deszcz, a na szczytach nawet śnieg, silny wiatr), tak tym razem pogoda była wręcz wymarzona – świeciło słońce, ale nie było upalnie.
Pierwszym Polakom udało się wystartować już o godz. 7.25. Mimo to o dogonieniu czołówki nie było mowy. Już 10 km po starcie zaczynał się bowiem podjazd na pierwszą z przełęczy.

fotoPierwsza kraksa
Po wjeździe na Croix de Fer (2.068 m) rozpoczął się niebezpieczny zjazd prowadzący do najniżej położonego miejsca na trasie – miejscowości St Jean de Maurienne (546 m). Zaraz na jego początku, na prostym odcinku wąskiej drogi doszło do pierwszego groźnego wypadku. W kraksie uczestniczyło kilka osób. Jedna z nich miała zakrwawioną głowę. Na asfalcie leżały kawałki rozbitego kasku. Karetka pogotowia nie mogła dotrzeć do poszkodowanych ze względu na wąską drogę i wciąż pędzących z góry kolarzy. Dopiero kilkanaście minut później wyścig został wstrzymany, aby umożliwić dojazd karetce.

Bliskie spotkanie z BMW
Kiedy kończył się zjazd z Croix de Fer do najniżej położonego miejsca na trasie wyścigu – miejscowość St. Jean de Maurienne (546 m) poczułem się dość pewnie na zjazdach. Na jednym z ostatnich zakrętów przed St Jean de Maurienne nie zmieściłem się na prawej części drogi, wyjechałem poza oś jezdni i właśnie w tym momencie ujrzałem jadące w przeciwnym kierunku czarne bmw. Na hamowanie było za późno. Złożyłem się w zakręcie jeszcze bardziej, aby uniknąć czołowego zderzenia. Kierowca auta widząc co się dzieje odbił do prawej i dzięki temu w dalszym ułamku sekundy walczyłem już tylko o to, aby nie wpaść na bok samochodu. Odruchowo całe ciało przerzuciłem na prawą stronę roweru, ,,posyłając” bicykl w kierunku bmw. Kiedy mijałem się już autem poczułem jednie lekki wstrząs spowodowany uderzeniem tylnego koła mojego roweru o zderzak samochodu. Z trudem opanowałem równowagę, ale udało się! Po chwili znowu pędziłem w dół z szybkością dochodzącą do 70 km/h.

fotoCzołówka z polo
Zjazd z Galibier to także bardzo niebezpieczny moment wyścigu. To właśnie tam doszło do najbardziej tragicznego wypadku, którego skutki widział Grzegorz Grzegorczyk, jadący na dalszych pozycjach.
– Kiedy skończył się zjazd do Lautaret, na skrzyżowaniu – zgodnie z trasą wyścigu – skręciłem w prawo – relacjonował na mecie G. Grzegorczyk. – Wjechaliśmy na główną szeroką drogę, na której nie było żadnych ograniczeń w ruchu samochodowym. Po około 2-3 kilometrach sędziowie zatrzymali nas. Za chwilę zrozumiałem co się stało. Ujrzałem kompletnie rozbitego volkswagena polo i trzy zupełnie roztrzaskane bicykle. Od świadków zdarzenia dowiedziałem się jak doszło do wypadku. Otóż kierowca volkswagena, jadący pod prąd wyścigu, wyprzedzał inne auto i wpadł na pędzących z góry cyklistów. Cała czwórka w stanie bardzo ciężkim zabrana została helikopterem do szpitala. Droga zamknięta była ponad godzinę i na tyle też czasu wstrzymany był wyścig.

Francuski (nie)porządek
Zatrzymanym ponad godzinę cyklistom sędziowie umożliwili dojazd do mety, jednak zamieszanie jakie powstało po tym tragicznym wypadku spowodowało, że w biurze zawodów nie sposób było dowiedzieć się jak ostatecznie postąpiono z zatrzymanymi cyklistami, które zajęli miejsca i jakie zaliczono im czasy przejazdu. Także nikt nic nie chciał nam powiedzieć co stało się poszkodowanymi w wypadkami kolarzami i kierowcą polo. Jedynie na podstawie sposobu udzielania im pierwszej pomocy możemy sądzić, że były ofiary śmiertelne.
Kilku spośród 24 startującym w imprezie Polakom naliczono nieprawidłowe czasy przejazdu w wyścigu. Zatem także zajęte przez nich miejsca nie są prawdziwe.
– Panowie, najważniejsze, że wyścig został zaliczony, wszyscy jesteśmy zdrowi i cali – tak w wieczór po wyścigu w polskim gronie komentowaliśmy nasz udział w Tour de France amatorów.
Z Francji – Paweł Schreiter (Gazeta Lubuska)

fotoDrugim okiem
Po przeczytaniu relacji Pawła z wyścigu mam wrażenie, że najwięcej uwagi poświęca wypadkom i problemom z tym związanym. Moje spostrzeżenia są zupełnie inne. Już cztery razy startowałam w tym wyścigu. Uważam, że impreza jest zorganizowana bardzo dobrze. Start przebiega całkiem sprawnie, jak na tak dużą ilość startujących. Są trzy bardzo dobrze zaopatrzone bufety na trasie, które zaspakajają apetyty nawet największych łasuchów. Można liczyć na pomoc techniczną i w razie potrzeby na transport do miejsca startu. A co najważniejsze, zawsze jest wspaniała kolarska atmosfera. Większość zawodników przyjeżdża sprawdzić samych siebie. Ci, którym się nie udało za pierwszym razem zazwyczaj przyjeżdżają po roku, już w lepszej formie i próbują ponownie. Należy pamiętać, że wyścig jest rozgrywany przy ograniczonym ruchu drogowym i mimo starań organizatorów mogą zdarzać się nieprzewidziane zdarzenia. Nawet ubiegłoroczne wypadki nie mogą przyćmić wspaniałych wrażeń, po które tam pojechaliśmy i z którymi wróciliśmy. W tym roku już piąty raz wybieram się na wyścig La Marmotte. Pomijając aspekt wyścigu Alpe d’Huez jest pięknym miejscem na wczasy nie tylko rowerowe. Są tu trzy trasy zjazdowe i liczne szlaki MTB, basen kryty i odkryty, lodowisko, tory saneczkowe i wiele innych atrakcji. Dla miłośników narciarstwa jest oddalony o 30 km największy alpejski lodowiec czynny w lipcu. Polecam
Beata Sałapa – Giant Polska

Spróbuj i Ty
W Tour de France amatorów może wystartować każdy kto ukończy 18 lat, opłaci startowe, posiada własny rower. Tegoroczna edycja zostanie rozegrana 3.07.2004. Start zlokalizowany został w miejscowości Bourg d’Oisans natomiast meta w stacji narciarskiej l’Alpe d’Huez (1860 m.n.p.m.). Trasa wyścigu licząca 174 km (sport) i 5000 m przewyższeń będzie przebiegać przez departamenty Isere, Savoie oraz w Alpach przez słynne przełęcze m.in.: Croix de Fer (2068 m n.p.m), Telegraphe(1570 m n.p.m), le Galibier (2642 m n.p.m), le Lautaret(2057 m n.p.m) oraz na finiszu do pokonania będzie 21 „agrafek” prowadzących do mety w Alpe d’Huez.

fotoNa trasie będą zlokalizowane punkty żywieniowe: Valloire (97 km), Bourg d’Oisans (161 km). Zapisy „last minute” i odbiór numerów startowych: w czwartek 1 lipca (14.00 – 20.00) lub w piątek 2 lipca (10.00 – 20.00) Place du Palais des Sports w Alpe d’Huez oraz w sobotę 3 lipca w punkcie kontrolnym startu w Bourg d’Oisans. Opłata startowa dla zapisów indywidualnych na miejscu: 35 EUR (w dniu wyścigu 40 EUR) + 10 EUR kaucja za chip.

Szczegółowe informacje o wyjeździe można uzyskać w krakowskim biurze IKATUR, pani Maria Adamik tel. 012 421-26-04, 421-49-74,
e-mail: biuro.turystyki@ikatur.pl,
lub u kierownika wyjazdu pani Beata Sałapa (Giant Polska) tel. 0604 471 395,
e-mail: bsalapa@giant-polska.com.pl.
Wszystkie informacje o samym wyścigu można znaleźć na stronie: www.sportcommunication.com

Jaki rower
Decydując się na start w Tour de France amatorów najlepiej dysponować wysokiej klasy rowerem szosowym, jednak z przełożeniami używanymi przez przełajowców. Proponujemy tryb (kasetę) o największej koronce 28-30 zębów przy małej tarczy mechanizmu korbowego 39 zębów. W przypadku zastosowania trzech tarcz (najmniejsza 26 zębów), kaseta (tryb) wystarczy z 23-25 zębami.

Zdjęcia: Paweł Schreiter (Gazeta Lubuska)

tekst ze strony rower.com

Facebook