Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2017

Oborniki Wlkp.
22.04

Gryfland Nowogard
29-30.04

Stargard
13.05

Radków
20.05

Choszczno
27.05

Łask
04.06

Świnoujście
10.06

Wolsztyn
24.06

Nietążkowo
1.07

Zieleniec
22.07

Karpacz
02.09

Rewal
16-17.09

Małgosi relacja z przejazdu przez Ukrainę

Trasę Nikopol–Zaporoże pokonałam samotnie. Chłopcy dłuuuugo się rano grzebali, a potem po drodze znowu walczyli ze szprychami. Po raz pierwszy w poszukiwaniu noclegu wjechałam do miasta sama.

Małgsia Szalewicz i mała Wiera.

Dzień: 10–12.
Trasa: Nikopol–Zaporoże – 1), 2)

1) Małgorzata: Zaporoże–Donieck–Berlin–Szczecin
2) Grześ i Marcin: Zaporoże-Mariupol

Zaporoże to ogromne i rozległe miasto (800 tysięcy mieszkańców). Bez adresu, bez planu miasta, z lekką paniką. Jako przewodników po mieście wytypowałam taksówkarzy. Pytałam, pytałam i dojechałam. Znalazłam polski kościół. Niestety, po raz pierwszy ksiądz odmówił nam noclegu. Krótko i zdecydowanie kazał nam szukać hotelu, po czym wsiadł w samochód i odjechał…

Zrobiło mi się naprawdę przykro. Niespodziewanie nocleg zaproponował nam Andrzej, pracownik parafii. Nalegał bardzo. Skorzystaliśmy z zaproszenia.

Trafiliśmy do wspaniałej, ciepłej i kochającej się rodziny. Takiej spontaniczności i bezinteresowności dawno nie zaznałam. Małżeństwo: Natasza i Andrzej, mama Andrzeja i ich dzieci przyjęli nas bardzo serdecznie.

Dzieci szalały z radości, a my rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. Pokochałam ich całym sercem. Znalazłam wspólny język z Nataszą, a najmłodsze ich dziecko – roczna Wiera, zabrała moje serce. Wiera potrzebuje leczenia i rehabilitacji. I ja jej muszę pomóc. Muszę.

Zostaliśmy u nich dwie noce. W środę rano chłopcy pojechali w kierunku granicy rosyjskiej, do Mariupola, ja natomiast busem do Doniecka, a stamtąd samolotem do Berlina.

Spytacie co z rowerem? Rower podarowałam zaprzyjaźnionej rodzinie. To było dla mnie takie proste i oczywiste.

A teraz kilka spostrzeżeń:

1. Prawie wszyscy ostrzegali nas przed Ukrainą: że niebezpiecznie, że okradną, że łapówki. Nic z tych rzeczy. Ludzie są bardzo życzliwi, ciekawi świata, pomocni i serdeczni.

Pamiętam np. jak kierowca busa w Doniecku odgonił ode mnie pseudotaksówkarzy, którzy chcieli mnie odwieźć na lotnisko, zamówił mi telefonicznie prawdziwe taxi i dopilnował włączenia taksometru. Albo kolacja w Krzywym Rogu ‚postawiona’ przez klientów restauracji, gdy dowiedzieli się dlaczego, gdzie i po co jedziemy. Albo gościna u Andrzeja i Nataszy. Albo złotówki i hrywny podarowane przez Ukraińców dla ratowania życia Patrycji. Tych zdarzeń było tak wiele każdego dnia, że nie sposób je wszystkie opisać.

Tak, w zasadzie ani razu nie czułam uczucia zagrożenia, samotności czy obojętności otoczenia.

2. Język: dawałam sobie radę bez żadnych trudności. Grześ nie rozumiał nic. Oburzał się jak ludzie mówili do niego ‚ot kakij pacan’ (‚pacan’ – młody człowiek), dziwił się bardzo gdy mężczyźni mówili do mnie ‚maładiec’ (‚maładiec’ – zuch, dzielny człowiek).

Hm, może kiedyś opowie wam historię o ‚tjurmie’ (‚tjurma’ – więzienie).

3. Z racji swojego zawodu – krótko o instalacjach sanitarnych:

– instalacje gazowe prowadzone są nadziemnie, np. wysoki budynek opleciony jest po obwodzie, na każdym piętrze, stalową rurą gazową – z oddzielnym wejściem do każdego mieszkania z zewnątrz. Koszmarek z brakiem możliwości kontrolnego sprawdzenia szczelności i ewentualnej naprawy, wymiany;

– odwodnienia liniowe – bardzo często lokalizowane są w poprzek drogi, na całej jej szerokości. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ruszt, który przykrywa koryto – grube pręty w odległościach ok. 4-5 cm usytuowane zgodnie kierunkiem jazdy. Wjechanie na taki ruszt oznacza koniec jazdy. Rower grzęźnie pomiędzy prętami i po kole;

– wpusty deszczowe – nieproporcjonalnie wielkie, zlokalizowane nie przy krawężniku, ale w odległości ok. 1m od niego. Konsekwencje wjechania w taki wpust – jak wyżej

– studnie kanalizacyjne- zawsze wystające kilka centymetrów, zawsze w pasie jezdnym; kolejna pułapka dla kół;

– hydraty p. pożarowe – brak

Co dalej?

Chłopcy 20 lipca przekraczają granicę ukraińsko-rosyjską (od tego dnia zaczyna im się wiza rosyjska) i dalej przez Gruzję i Armenię podążają do Teheranu.

A ja?

Czekam na wieści od nich, obgryzam paznokcie, siwieję, zazdroszczę im bycia w drodze, zastanawiam się jak pomóc małej Wierze i szykuję się na KK!

Jak dobrze, że mają ze sobą telefon satelitarny! Grześ przyrzekł że każdego dnia będzie przesyłał współrzędne i krótkie info.

Wierzę, że szczęśliwie dotrą do celu, a Patrycja dla której jadą powróci do zdrowia i będzie cieszyć się życiem.

Pozdrawiam,
Małgorzata Szalewicz