Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
28.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Trochu o regulaminie
18 lipca 2013
Jarka walka o jutro
22 lipca 2013

Trasę Nikopol–Zaporoże pokonałam samotnie. Chłopcy dłuuuugo się rano grzebali, a potem po drodze znowu walczyli ze szprychami. Po raz pierwszy w poszukiwaniu noclegu wjechałam do miasta sama.

Małgsia Szalewicz i mała Wiera.

Dzień: 10–12.
Trasa: Nikopol–Zaporoże – 1), 2)

1) Małgorzata: Zaporoże–Donieck–Berlin–Szczecin
2) Grześ i Marcin: Zaporoże-Mariupol

Zaporoże to ogromne i rozległe miasto (800 tysięcy mieszkańców). Bez adresu, bez planu miasta, z lekką paniką. Jako przewodników po mieście wytypowałam taksówkarzy. Pytałam, pytałam i dojechałam. Znalazłam polski kościół. Niestety, po raz pierwszy ksiądz odmówił nam noclegu. Krótko i zdecydowanie kazał nam szukać hotelu, po czym wsiadł w samochód i odjechał…

Zrobiło mi się naprawdę przykro. Niespodziewanie nocleg zaproponował nam Andrzej, pracownik parafii. Nalegał bardzo. Skorzystaliśmy z zaproszenia.

Trafiliśmy do wspaniałej, ciepłej i kochającej się rodziny. Takiej spontaniczności i bezinteresowności dawno nie zaznałam. Małżeństwo: Natasza i Andrzej, mama Andrzeja i ich dzieci przyjęli nas bardzo serdecznie.

Dzieci szalały z radości, a my rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy. Pokochałam ich całym sercem. Znalazłam wspólny język z Nataszą, a najmłodsze ich dziecko – roczna Wiera, zabrała moje serce. Wiera potrzebuje leczenia i rehabilitacji. I ja jej muszę pomóc. Muszę.

Zostaliśmy u nich dwie noce. W środę rano chłopcy pojechali w kierunku granicy rosyjskiej, do Mariupola, ja natomiast busem do Doniecka, a stamtąd samolotem do Berlina.

Spytacie co z rowerem? Rower podarowałam zaprzyjaźnionej rodzinie. To było dla mnie takie proste i oczywiste.

A teraz kilka spostrzeżeń:

1. Prawie wszyscy ostrzegali nas przed Ukrainą: że niebezpiecznie, że okradną, że łapówki. Nic z tych rzeczy. Ludzie są bardzo życzliwi, ciekawi świata, pomocni i serdeczni.

Pamiętam np. jak kierowca busa w Doniecku odgonił ode mnie pseudotaksówkarzy, którzy chcieli mnie odwieźć na lotnisko, zamówił mi telefonicznie prawdziwe taxi i dopilnował włączenia taksometru. Albo kolacja w Krzywym Rogu ‚postawiona’ przez klientów restauracji, gdy dowiedzieli się dlaczego, gdzie i po co jedziemy. Albo gościna u Andrzeja i Nataszy. Albo złotówki i hrywny podarowane przez Ukraińców dla ratowania życia Patrycji. Tych zdarzeń było tak wiele każdego dnia, że nie sposób je wszystkie opisać.

Tak, w zasadzie ani razu nie czułam uczucia zagrożenia, samotności czy obojętności otoczenia.

2. Język: dawałam sobie radę bez żadnych trudności. Grześ nie rozumiał nic. Oburzał się jak ludzie mówili do niego ‚ot kakij pacan’ (‚pacan’ – młody człowiek), dziwił się bardzo gdy mężczyźni mówili do mnie ‚maładiec’ (‚maładiec’ – zuch, dzielny człowiek).

Hm, może kiedyś opowie wam historię o ‚tjurmie’ (‚tjurma’ – więzienie).

3. Z racji swojego zawodu – krótko o instalacjach sanitarnych:

– instalacje gazowe prowadzone są nadziemnie, np. wysoki budynek opleciony jest po obwodzie, na każdym piętrze, stalową rurą gazową – z oddzielnym wejściem do każdego mieszkania z zewnątrz. Koszmarek z brakiem możliwości kontrolnego sprawdzenia szczelności i ewentualnej naprawy, wymiany;

– odwodnienia liniowe – bardzo często lokalizowane są w poprzek drogi, na całej jej szerokości. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ruszt, który przykrywa koryto – grube pręty w odległościach ok. 4-5 cm usytuowane zgodnie kierunkiem jazdy. Wjechanie na taki ruszt oznacza koniec jazdy. Rower grzęźnie pomiędzy prętami i po kole;

– wpusty deszczowe – nieproporcjonalnie wielkie, zlokalizowane nie przy krawężniku, ale w odległości ok. 1m od niego. Konsekwencje wjechania w taki wpust – jak wyżej

– studnie kanalizacyjne- zawsze wystające kilka centymetrów, zawsze w pasie jezdnym; kolejna pułapka dla kół;

– hydraty p. pożarowe – brak

Co dalej?

Chłopcy 20 lipca przekraczają granicę ukraińsko-rosyjską (od tego dnia zaczyna im się wiza rosyjska) i dalej przez Gruzję i Armenię podążają do Teheranu.

A ja?

Czekam na wieści od nich, obgryzam paznokcie, siwieję, zazdroszczę im bycia w drodze, zastanawiam się jak pomóc małej Wierze i szykuję się na KK!

Jak dobrze, że mają ze sobą telefon satelitarny! Grześ przyrzekł że każdego dnia będzie przesyłał współrzędne i krótkie info.

Wierzę, że szczęśliwie dotrą do celu, a Patrycja dla której jadą powróci do zdrowia i będzie cieszyć się życiem.

Pozdrawiam,
Małgorzata Szalewicz