Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Wyniki Klasyka Kłodzkiego zrobione
31 lipca 2006
Maraton Szosowy Gryfland 2006 odbędzie się
2 sierpnia 2006

zwany również „Otwarte Mistrzostwa Europy Wschodniej”

Paweł Matykiewicz  – Leszno

W minioną sobotę 29.07.2006 r. w Popradzie na Słowacji odbyła się kolejna edycja zawodów kolarskich, która jest pierwszą imprezą z europy wschodniej zgłoszoną do kalendarza UCI w kategorii „Dla wszystkich”. Do startu zgłosiło się 395 zawodników, ukończyło 358. Z numerem pierwszym na starcie stanął mistrz świata z 1988 r Maurizio Fondriest, który był, jak co roku, jednym ze sponsorów nagród dla zwycięscy oraz honorowym organizatorem tych zawodów.

Zawody zaczęły się od startu honorowego w Popradzie o godz. 8,15 a następnie cała kolumna zawodników przejechała na start ostry do oddalonego o 14 km Starego Smokowca, skąd około godz. 9,00 wszyscy zawodnicy razem rozpoczęli trudną rywalizacje o cenne nagrody ufundowane przez sponsorów.

Na początku peleton liczący blisko czterystu zawodników robił ogromne wrażenie. Trasa liczyła 212 km z czego 171 km przebiegało na Słowacji  a 41 w Polsce, dokładnie przez zatłoczone turystami Zakopane. Trasa nie łatwa, wymagająca dobrego przygotowania kondycyjnego, gdzie przewyższenie wynosiło 2590 m. Wyścig odbywał się przy ograniczonym ruchu samochodów, więc trzeba było naprawdę nieraz uważać aby nie spotkać się naprzeciwko z nadjeżdżającym autem.

Czołówka była zabezpieczona przez jadący przed nimi radiowóz, reszta zawodników jechała na własną odpowiedzialność. Po pierwszej górskiej premii peleton rozerwał się i czołówkę stanowiła około 150-cio osobowa grupa zawodników. Na około sześćdziesiątym kilometrze doszło w peletonie do nie groźnej kraksy, jednak spowodowało to kolejne rozerwanie grupy. Następnie peleton przerzedzał się na kolejnych podjazdach i premiach.

Po polskiej stronie w Zakopanem, wszystkie skrzyżowania zabezpieczała Policja, tak że bezpieczeństwo w mieście było zapewnione. Również w Zakopanem można było spotkać się z sympatycznym dopingiem ze strony przybywających na trasie maratonu turystów. Należy dodać, że jest to jedyna taka impreza w Europie, której trasa przebiega przez dwa kraje i tu zawodnicy nie mieli żadnej kontroli granicznej ani ze strony polskiej ani słowackiej. Na jakość nawierzchni drogi też nie można narzekać, co jest rzadkością, gdyż obecnie imprezy rowerowe organizowane są przeważnie drogami bocznymi których jakości lepiej nie komentować. Jedyny słaby odcinek nawierzchni prowadził z Zakopanego do Łysej Polany.

Oznakowanie trasy strzałkami kierunkowymi było bezbłędne, tak że zawodnik jadący samotnie nie mógł zbłądzić i pomylić drogi.  Na takiej trasie można było osiągnąć dobre wyniki czasowe, gdyż była to dość szybka trasa. Podjazdy były długie i męczące, jednak nie tak bardzo strome, jedynie w niektórych momentach (przynajmniej w moim odczuciu). Wyścig w czołówce przebiegał w dużym tempie, ponieważ wymuszały to trzy lotne i górskie premie, za które zawodnicy mogli otrzymać cenne nagrody, więc sielanki na trasie nie było.

Zawodnicy mogli na trasie skorzystać z napoi i posiłków w pięciu zorganizowanych po drodze bufetach. Na bufecie w Chochołowie rozdawane były zawodnikom torby z napojem i lekkim posiłkiem.

Jednak ci zawodnicy, którzy liczyli na dobre miejsca w końcowej klasyfikacji mieli do dyspozycji swoje wozy serwisowe, z których otrzymywali przygotowane przez siebie napoje izotoniczne i odżywki. Nie musieli wówczas tracić czasu na postoje na bufetach. Można powiedzieć, że było to nie do końca uczciwe wobec innych, ale regulamin tego nie zabraniał.

Każdy z uczestników tych zawodów otrzymał przed startem chip, który przyczepiało się na nodze w okolicy kostki. Ten chip służył do ustalenia miejsca na mecie oraz czasu przejazdu, dzięki temu zaraz po zakończeniu przejazdu organizator mógł  podać wyniki.

Ogólnie zawody były przeprowadzone profesjonalnie bez jakiegokolwiek zarzutu do organizatora. Brałem udział już w wielu imprezach rowerowych ale, muszę to podkreślić, w takiej wielkiej imprezie i tak dobrze przygotowanej i zorganizowanej, jeszcze nie miałem przyjemności. Począwszy od tego, że dla uczestników był wyznaczony parking na samochody, po przez zapewnienie posiłków na trasie oraz wozu serwisowego, z kołami zapasowymi firmy Mavic (były 3 takie samochody wymalowane na żółto jak w profesjonalnym peletonie), do samego zakończenia i rozdania nagród – wszystko było super.

Jedynie pogoda w tym dniu zawiodła bo dwukrotnie na trasie dostaliśmy się w niezłą ulewę z piorunami (w górach czasami tak się dzieje). Ale trochę ochłody, przynajmniej mi, nie zaszkodziło. Szkoda tylko, że zabrakło na mecie jakiś prysznicy i szatni, ale może to ja nie znalazłem takiego miejsca, a ono było, nie wiem?

Myślę, że organizatorzy maratonów rowerowych w Polsce mogliby wziąć przykład ze Słowaków i przygotować imprezę tak jak oni to czynią. Jestem bardzo zadowolony z udziału w tej imprezie i postaram się na drugi rok również przyjechać do Popradu. W tym roku odczuwałem jeszcze trudy uczestnictwa w Klasyku Kłodzkim na trasie 225 km, który przejechałem tydzień wcześniej i dlatego nie poszło mi rewelacyjnie w Popradzie, ale na drugi rok postaram się lepiej przygotować do tych wspaniałych zawodów.

Pełne wyniki, fotografie oraz wszystkie dane dotyczące tej imprezy można znaleźć na stronie www.eubike.sk . Zachęcam zakręconych pozytywnie miłośników dwóch kółek do spróbowania swoich sił w maratonie górskim i wzięcia udziału, jak myślę, w największej imprezie tego typu w naszej części Europy.
strona imprezy www.eubike.sk/portal/pl/

Facebook