Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Mój pierwszy maraton
24 kwietnia 2007
Maraton, że mucha nie siada.
8 maja 2007

Maraton Zbyszka z Bogdańca – Bogdaniec 27-29. 04.2007

To cudowne uczucie na mecie tym razem nie towarzyszyło mi na maratonie w Bogdańcu. Ale od początku. Na maraton, tym razem pojechałam pociągiem, podróż mijała monotonnie, dużo miejsca, sama w wagonie.

W Zielonej Górze przesiadka, tym razem sporo ludzi, spotkałam też pierwszych maratończyków. Zza okna zielonogórskie lasy skąpane w słońcu z charakterystycznymi sosnami , obiecującymi następną przygodę z rowerem .W Kostrzynie czekali na mnie znajomi z Berlina i już razem ruszyliśmy po trasie maratonu do Witnicy. Jeszcze ostatni , łagodny podjazd i jesteśmy w ośrodku „ Sosny”.

Radosne powitania trwały do późnego wieczora. Wszelkie formalności związane z rejestracją i zameldowaniem załatwiliśmy bardzo szybko. Jurek kolejny raz udowodnił, że jest świetnym organizatorem. Ponieważ nie mogłam aktywnie uczestniczyć w maratonie z przyczyn prozaicznych, przyglądałam się jak to jest „od kuchni”.

Jurek przechodził samego siebie, był wszędzie i wiedział wszystko. Gratulacje. I wszyscy , którzy pracują przy takim maratonie: ukłony dla nich, bo oni naprawdę bardzo dużo muszą zrobić , żebyśmy wszyscy byli zadowoleni. Atmosfera i pogoda jak marzenie, ale te muszki – meszki …dla Hitchcocka mógłby to być niezły materiał na film, zamiast „Ptaków” – „Meszki”. Długi weekend i atrakcyjne turystycznie miejsce, ściągnął do Bogdańca bardzo dużo zawodników, ale też osoby towarzyszące.

Maraton w Sosnach był przystankiem dla znajomych z Krakowa. Boguś i Gosia wyruszyli z Krakowa, przez Bogdaniec do Pragi. W drodze powrotnej obiecali, że wstąpią do Wrocławia. I to wszystko na rowerach. Ale co to jest- zjechali już prawie całą Europę. I wciąż planują jeszcze więcej i więcej. Podziwiam.

Wrocław na maratonie zaprezentował się wspaniale, gdyby nasz klub miał sponsora, to ten byłby z nas dumny, wszyscy na pudle! I tak Małgosia jako jedyna kobieta na maratonie przejechała dystans 355 km! Irenka zajęła drugie miejsce na dystansie 175 km. A Krzyś i Grześ zajęli pierwsze miejsca w swoich kategoriach również na dystansie 355km. Gratulacje!!! Tylko ja -puch marny -nic nie zajęłam.

Ale za to zafundowałam sobie wspaniały powrót. Otóż okazało się ,że istnieje ścieżka rowerowa po stronie niemieckiej wzdłuż Odry. Od Bałtyku do Görlitz – około 500 km. Oczywiście nie przejechaliśmy całego odcinka, tylko do Frankfurtu, ale było warto! To niesamowite. Ścieżka rowerowa, na długich odcinkach „dwupasmówka”, (jedna biegnie grzbietem wału, druga niżej), nawierzchnia jak szklanka. Więc nie trzeba było się koncentrować na omijaniu dziur tylko spokojnie podziwiać krajobrazy Brenderburgii , a za Odrą niczym nie różniące się nasze polskie piękne widoki. Daleko od cywilizacji, dzika przyroda , od czasu do czasu turyści- rowerzyści obładowani sakwami, ale też wielu amatorów jazdy na rolkach. Rewelacja , polecam, jeśli ktoś nie zna tej trasy – to raj dla rowerzystów.

Pozdrawiam wszystkich maratończyków ( Marylka, dziękuję za środek przeciw komarom, w tym przypadku przeciw muszkom) i do następnego razu.

Asia Liczner

Zdjęcia 

Facebook