Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Tu jest cudownie.
4 czerwca 2007
Wyniki z Łobza
5 czerwca 2007

Dojechałem z moją grupą wrocławską w piątek wieczorkiem. Po drodze koło Suliborza, urwało się koło w Darka samochodzie. Czekałem na telefon, czy mam po nich jechać, czy serwis dostarczy im nowy samochód. Udało się dojechali sami dostarczonym im przez serwis nowym samochodem.

Na odprawie info o trasie i o wydarzeniu z ostatniego tygodnia, informacja o śmierci Eugeniusza. Zapamiętałem Go jako człowieka bardzo życzliwego i koleżeńskiego. To On razem z Romkiem, Tadkiem i Markiem (grupa Łobeziaków) w 2005roku zaraził mnie jazdą grupową dla zabawy, ale i dla lepszych wyników.

Tym razem ja miałem swoją grupę, a w niej całą Polskę. Łask, Sieradz, Poznań, Łódź, Pokój, Kraków, Wałbrzych, Piastów no i Wrocław. Obrano mnie liderem (czy to widać, że jestem najstarszy) i od razu niepewność, czy uda mi się zapanować nad temperamentami młodych entuzjastów jazdy na rowerze. Start godz. 8.35 , zgodnie z założeniami zaczynamy szybko, aby powoli przyspieszać, a na końcu założyć długi męczący finisz. Takie mieliśmy założenia taktyczne a praktyka… Na 5km gumę łapie (i oponę też) 109 – Adam.

Ogłaszam, że na pierwszej rundzie nie czekamy i lecimy dalej. Zostaje nas 9-tka i wspólnie kręcimy ,,lajtowo” 36km/h. W rejonie Mieszewa ja łapię gumę i grupa jedzie dalej. Zmieniam w kilka minut i zaczynam bezsensową pogoń wiedząc, że nie mam szans. Po kilku kilometrach widzę znajoną sylwetkę Bogusia z Krakowa, dociąga mnie do grupy, która wyraźnie zwolniła i czekała. Trudno, dostałem żółtą kartkę i na koniec peletonu. Dojechaliśmy do Łobza, tutaj pyszna zupka i zapewnienie kolegów, że mają zapasowe dętki i nie muszę lecieć do pokoju i w drogę. Jednak jak pech to pech, na jednym zakręcie przed Drawskiem ”płynę” , drugi kapeć też przód!!

Koledzy zwolnili Boguś i Marek pomagali, a inni się karmili, odsączali i tak im zleciał czas do do mojego powrotu do grupy. Fakt, że w tym postępowaniu nie było konsekwencji wcześniejszych ustaleń, ale wybaczcie, to mój TRZYNASTY maraton, a to była WASZA decycja, która mnie całkowicie zaskoczyła – jeszcze raz DZIĘKI. Już do mety nie mieliśmy podobnych zdarzeń, ja wykorzystałem cały limit. Przed drugą pętlą znów gorący żurek z kiełbaską 5min. i w drogę. Grupa mi się zmniejszyła o Sławka, (po zapaleniu płuc własny cykl treningowy). Markowi odnowiła się kontuzja i też się waha.

Nieoczekiwanie po starcie na trasie jest nas około 18-20. Dołączyły trzy Szerszonki Marek, Mirek i Zenek – ze znajomych Romek i Mariusz i… nie pamiętam. Jedziemy spokojnie, ale za spokojnie. Moi przesuwają sie do przodu i góóóórka, a za górką jest nas 12-tu, niestety nie ma Marka (skończył po trzystu km). W tym składzie jedziemy całe okrążenie, Trzebnica na MTB trzyma się dzielnie i znów postój w Łobzie na ciepłe ciuchy, lampki i zapas jedzenia. Jedziemy ostatnią setkę – dołącza do nas Waldek Skiba, który za wszelką cenę chce nas rozerwać i znaleźć chętnego do intensywniejszej jazdy jako – zając. Koledzy na prowadzeniu dostają od nr 107 żółte kartki za — górkę, która była za stroma, lub za piasek na trasie, albo za Rusałki rozpraszające uwagę lub za brak postoju przy makach i ich zawartością.

Za Połczynem ogłaszam amnestię i jazdę indywidualną, którą rozpocząłem ostrym podjazdem na górską premię. I zaczęło się – skąd oni mieli tyle siły. Do Świdwina jedzie już tylko nasza siódemka (przepraszam Szerszonki). Odpadł też Tadek z Łobza. Przed nami z furgonetki na zakręcie spada bela styropianu, na szczęście przed nami a nie w nas, omijamy i dalej. Zapalamy lampki przednie, bo tylne już dawno świecą i gonimy do mety. Na widnokręgu widać było jadącego Waldka i Adam skoczył za nim, potem Krzyś, Grześ, Erwin, Boguś i zostałem z Jurkiem. Około 10km przed metą niespodzianka – wyjechał nam naprzeciw Darek i robi osłonę przed wiatrem – chwała Ci za to! Na mecie szczęście że już koniec, że wszyscy, że zdrowi. Kąpiel sprawia niesamowitą radość.

Sól spływa do kanalizacji, a piwko do żołądka co za ulga. Potem ognisko, kiełbaski, wspólne rozmowy, degustacja napoju z ryżu i łóżko. Nie było zapowiadanego oczekiwania na świt -Adagio, gdzieś Ty się podział? Grupa zadowolona, wszyscy zajęli m-ca na miarę swoich możliwości i formy danego dnia.

I jak zwykle do zobaczenia w Gryficach, kto może niech przyjeżdża, ba atmosfera wspaniała. Jeszcze raz podziękowania dla organizatorów, Romek podziwiam Cię.

Pozdrawiam Klan – Krzysztof

Facebook