Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Informacje dotyczące Maratonu w Bogdańcu
24 kwietnia 2007
Maraton Zbyszka z Bogdańca
7 maja 2007

14 Kwietnia 2007

VII Supermaraton Rowerowy im Olka Czapnika

Dystans 80, 160, 240

Długo już myślałem na tym aby kiedyś wystartować w jakimś wyścigu kolarskim.

Z podziwem czytałem opisy wspomnień uczestników tych wyścigów. W ubiegłym roku mój kolega wziął udział w „Klasyku Kłodzkim” zaliczanym do Pucharu Polski w Supermaratonie. Jego Opowieści wspomnienia wzbudziły we mnie chęć uczestnictwa w takiej imprezie. Gdy zimą zobaczyłem kalendarz Pucharu Polski na 2007 rok od razu pomyślałem o wyścigu wokół Wyspy Wolin. Coś dla mnie bo przy okazji będę nad morzem, które kocham prawie tak jak rower. Jackowi też było po drodze do Świnoujście więc postanowione – jedziemy na wyścig!

Ja zdecydowałem się wystartować na dystansie 160km a Jacek na 240km. Na tydzień przed wyścigiem kupiłem używaną niemiecką kolarkę to był dobry zakup bo jestem wstanie utrzymać spokojnie na niej tępo 30km/h co na trekingu nie było takie proste. No wię w piątek 13 kwietnia o 6 rano wyjechaliśmy pociągiem nad morze. W pociągu chciałbym to podkreślić i pochwalić PKP za to że jest przedział na rowery. Co trzy lata temu podczas poprzedniej wyprawy w pociągach nie było.

W Świnoujściu byliśmy około 15tej, po zakwaterowaniu i odchaczeniu w biurze maratonu udaliśmy się nad morze. Plaża w tej porze roku jest jeszcze utwardzona, co umożliwiało jechanie rowerem wzdłuż plaży. Sobota 5.45 pobudka! Mycie śniedanie ostanie teorie jak ten wyścig rozegrać. O 8 po przeprawie „Bielikiem” na Warszów dotarliśmy na wzniesienie na którym był start i meta supermaratonu. Jacek rozpoznał kolarza z którym jechał w Klasyku Kłodzkim była krótka rozmowa i wspomnienia. 8.25 START!!!

Nogi miałem jak z waty ze startowej górki połowa ruszyła ostro bo przodu, a ja gdzieś w środku grupy, Zaczepiony za dwoma góralami. Lecz po 15km na wzniesieniach międzyzdrojskich zacząłem odstawać. Na 30km ktoś złapał gumę, patrzę Jacek. Chwilę się zatrzymałem spytałem czy wporzo, już zmieniał dętkę więc ruszyłem dalej. Akurat minęła mnie jakaś laska z KS UZNAM więc podczepiłem się pod nią. W połowie drogi między Międzywodziem a Wolinem minęła mnie jakaś grupka, a w niej Jacek, który ponaglił mnie bym się podłączył. Jechało się super jakieś 30-35 km/h można było się zachować w grupie przed wiatrem. Po pary kilometrach był nie duży podjazd pod górę zostałem kilkadziesiąt metrów od grupy i nie chcąc nadwerężać się odpuściłem.

Do Wolina dostałem samotnie na postój był to 54km. Szybka woda chwila oddechu i dalej 3ką do Świnoujścia. Tu jazda była całkiem całkiem, trasa i metrowy pas bezpieczeństwa. Na mecie pierwszego okrążenia po 80km wjechałem po 185 minutach. Nie odpoczywając zbyt długo bo niecałe 5 minut pognałem na drugą pętlę. Po paru kilometrach mija mnie Jacek i obaj jesteśmy zdziwieni tym faktem. Okazało się że on odpoczywał na mecie a ja nie zauważyłem go. Mieliśmy jechać dalej razem lecz mnie dopadł kryzys, zacząłem opadać z sił i na dodatek tępo spadło do 25.

W Międzyzdrojach drugi postój, woda, baton, banan. Na morderczych podjazdach już miałem dość myślałem że odpuszczę bo już wiedziałem że będę „czerwoną latarnią wyścigu” lecz jechałem dalej nic już nie mogłem stracić. W Wolinie na postoju dostałem kanapkę, która należała mi się na również na pierwszym kółku. Być może to przesądziło o mojej porażce lub sprzęt, zastanawiam się nad tym. Na mecie byłem po 420 minutach jazdy, osobiście uważałem to za sukces bo zakładałem około 500 minut. Lecz i tak

Nie jestem zadowolony z tego wyniku bo byłem ostatni i do przedostatniego zarodnika straciłem 50 minut. Być może nie powinienem porównywać się z osobami zdrowymi bo przecież jestem niepełnosprawny ale o wyścigach osób niepełnosprawnych nie słyszałem. Jednak mimo to myślę że kiedyś jeszcze wystartuje na takim wyścigu choćbym miał być ostatni na mecie, bo jest to dla mnie wspaniałe przeżycie. No i jest pamiątkowy medal!!!

Facebook