Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Gorzowska Strzała – Odjazd 9:20
29 sierpnia 2007
Imagis wyniki
31 sierpnia 2007

Musaszi

Przyjechałem do Gorzowa w zgranej wrocławskiej grupie: Irenka, Gosia, Darek, Mietek, Krzyś Klan i ja.
Organizatorzy przydzielili mnie do najmocniejszej piątej grupy startowej. Jedyna myśl jaka pałętała się po głowie to czy, albo inaczej, jak długo wytrzymam z nimi. No i działo się.
Godzina dziewiąta dwadzieścia Start!.

Ruszamy dość niemrawo, wyjeżdżamy za rogatki Gorzowa i tempo zaczyna wzrastać, tętno zaczyna szaleć. Jadę z nimi jak na swoje możliwości dość szaleńczo. Nie ta liga. W pewnym momencie gubię z oczu Adama Filipka…. Zastanawiam się co jest? Po chwili podjeżdża i mówi, że ma kryzysik. Ja lecę w grupie, co jakiś czas dając zmianę. To przeżycie, mówię wam.

Jeszcze nigdy nie grzałem na maratonie 44 km/h. I tak mijamy kolejne wioski. Dopadając do mostu nad wartą podejmuję decyzję o tym by dać sobie spokój i pojechać swoje. Krzyś jeszcze rzuca mi „O jesteś , trzymasz się ,jak fajnie!” Zchodząc ze zmiany spadam na ostanią pozycję w grupce. Mijając Adama mówię do niego, że zostaję i jadę swoje. Jednak kilka metrów dalej siłą zjazdu dochodzę ponownie grupkę i jadę na końcu. W pewnym momencie przede mną w grupie szum, zgrzyt i widzę jak Krzysiek ratuje się przed upadkiem… Niestety ląduje na asfalcie. Automatycznie działają u mnie hamulce. Pomagam Krzyśkowi pozbierać się do kupy. Jest strasznie rozdygotany i trochę pozdzierany. Jednak „Grupa Mistrzowska” poleciała dalej.

Kilku chłopaków tylko oglądnęło się za siebie. (Jakoś teraz po maratonie mam takie dziwne odczucia co do tej sytuacji. Byłem w końcu tylko obserwatorem. Ale mogli się zatrzymać i poczekać na Krzycha. Ja tam kit i tak bym odpadł. Nawet godzinka nie zrobiła by im różnicy, nikt by im nie podskoczył i tak. W końcu walczyli ramie w ramie w każdym maratonie a tu… ? Wystarczył by pewnie jeden głos STAJEMY!! Ale życie potoczyło się inaczej.) W końcu ruszamy… Ja daję zmianę i widzę, że Krzysiek nie jest w stanie utrzymać mi koła. Jadę tylko 32 km/h… co jest?! Daję długą zmianę pozwalając odpocząć Krzyśkowi. Chłop widocznie dochodząc do siebie daje mi co raz dłuższe i mocniejsze zmiany. Zaczyna już jechać swoje.

W pewnym momencie ja mam dość. Krzyczę jedź swoje, ja zostaje. Słyszę dobra jedziemy razem…Nie chce mnie zostawić. I tak do Sulęcina. Za Sulęcinem po raz ostatni wrzeszczę, że nie ma sensu, jedź swoje.
No i pojechał. Widziałem jak powoli się oddala, gdy przed sobą w oddali mignął mi znajomy rój. Ha Szerszonki*!!!

Kręcę ile fabryka jeszcze daje, ale zaczynają mi uciekać. W tym momencie z pomocą przyszli Grzesio i Wojtek z Ostrowa jadący razem z Rolandem, dociągają mnie do grupki. Gdy ich przechodzą widzę jak Krzysiek skacze za nimi.
Ja siadam na końcu grupki Szerszeńskiej. Uff… Ale byłem szczęśliwy że ich dogoniłem.

Jedziemy, na początku siedzę z tyłu i odpoczywam, staram się dojść do siebie. Z czasem zaczynam pracować solidarnie, do momentu, gdy nie łapię gumy. I tu leci seria niecenzuralnych słów. Zenek albo Marek pyta się czy stajemy. Zaskakuje mnie to pytanie. Mówię że nie. Sekunda i słychać głos STAJEMY!!! Marek z Zenkiem pomagają mi wymienić dętkę i ją napompować. Czuję się jak na Pitstopie. Siadamy i jedziemy dalej. Dwieście metrów dalej kolejny Szerszonek przeżywa dramat… przerzutka!

Po chwili jedziemy w trzech z Markiem i Zenkiem goniąc pozostałych którym kazano powoli kulać się do przodu. Tempo iście Szerszeńskie 35-40 km/h.

Tak jadąc dopadamy w Skwierzynie pozostałych. Od tąd do mety jedziemy w grupie nie pozwalając nikomu zostać samemu. Czuję się jak wśród swoich. Mówię Wam wspaniałe uczucie!

Przed samym Gorzowem słyszę za sobą znajomy głos. To Piotrek z Ostrowa nas dogania i urozmaica swoją rozmową dalszą drogę. Bardzo mnie cieszy jego obecność.

Na 10 km przed metą spada mi łańcuch, ale już nie pozwalam nikomu czekać. Od tąd jadę sam do mety. Po dojeździe do mety pierwszej pętli zastanawiam się nad drugą. Marek „Demon Zjazdu” w raz z resztą Szerszeni namawia mnie na dalszą jazdę. Ja mam dosyć i w dodatku czuję bóle w kolanie. Rezygnuję. Trochę mam żal do siebie. Wynik czuję, że będzie nie najlepszy.

I taki był. Czterdzieste pierwsze w Open i trzynaste w M3. Jednak na pewno największym moim sukcesem tego maratonu nie są wyniki lecz ludzie. To im bardzo chcę podziękować.

Przede wszystkim Gorzowskim Organizatorom, mojej grupie z Wrocławia, oraz Szerszonkom!

Za słowa i gesty!

Pozdro dla całej grupy Ostrowskiej i Piotrka „Giosika”!

Oraz wszystkich znajomych.

Szerszonki*- to takie nieloty które strasznie lubią psoty
Ale kiedy trza, każdy z nich do pomocy się pcha…

Tak chyba najkrócej można ich scharakteryzować. Z resztą sami ich znacie…

Musaszi .

Facebook