Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Jeszcze w temacie kół słow kilka
5 stycznia 2007
Obrazki z wyścigu kurierów
9 stycznia 2007

ARTUR BOGACKI

Na rowerze jeździ prawie wszędzie – nie tylko w czasie urlopu, ale także do pracy czy do urzędu. Na rozmowę do „Dziennika Polskiego” Bogdan Szyszka też dotarł w kolarskiej koszulce i na jednośladzie. Mimo iż pogoda teraz nie skłania do takich wycieczek…

Pasjonatów dwóch kółek jest wielu, ale nie każdy, tak jak krakowianin objechał Polskę wzdłuż i wszerz. To ostatnie stwierdzenie nie jest na wyrost i traktować je należy jak najbardziej dosłownie. W 17 lat Szyszka zaliczył już większość kolarskich szlaków w regionie, kraj przemierzył na wiele sposobów. Od 4 lat Polskę i Europę zwiedza z żoną Małgorzatą, która również przekonała się do hobby męża. Rowerowa jazda to niby nic wielkiego, ale oboje mają ponad 40 lat, a pan Bogdan na liczniku ma już ponad 130 tys. kilometrów. To tak jakby trzykrotnie objechał Ziemię po równiku.

– Naprawdę jeżdżę na rowerze wszędzie, nawet w zimie. Lubię być w ruchu, w niedzielę nie wytrzymuję w domu, chce się gdzieś pojechać – uśmiecha się pan Bogdan. – Grałem kiedyś w piłkę i gdy to się skończyło, chciałem się czymś zająć. Wybrałem rower i od 17 lat na nim jeżdżę, po prostu dla satysfakcji. Bardzo chętnie wybieram do Sandomierza, wypijam tam na rynku kawę i wracam. Albo do Zakopanego. Na Krupówkach zjadam „burgera” i jadę do Krakowa. Kilkakrotnie byłem w Świnoujściu, objechaliśmy z żoną w 26 dni Polskę wzdłuż granic (około 3,5 tys. km – przyp. art).

Zaliczyliśmy też wycieczki po Europie, byliśmy na rowerach w Berlinie, Wiedniu, Bratysławie. W tym roku wybraliśmy się na południe Europy. Szczególnie trudny był jeden podjazd w Austrii – 12 kilometrów, przy nachyleniu 15 procent. Żona nie dawała rady, całą trasę musiał przejść. Dojechaliśmy do Dubrownika, a stamtąd promem dotarliśmy do włoskiego Bari. Powrót, już na rowerze, był bardzo przyjemny, bowiem zwiedziliśmy Wenecję. Jadąc samochodem, tyle się nie zobaczy.

Jakby tego było mało, w tym roku Szyszka dobrze radził sobie w rywalizacji z innymi kolarzami. W sierpniu zwyciężył w klasyfikacji generalnej Pucharu Polski wyścigów długodystansowych w swej kategorii weteranów, triumfował także w kategorii open najdłuższym wyścigu w Polsce Imagis Tour – ze Świnoujscia do Ustrzyk (1008 km). Jak na 46–latka wynik imponujący.

– Jechaliśmy non–stop. Na metę wjechałem razem z dwoma innymi zawodnikami, trzymaliśmy się za ręce. Już przed Rzeszowem umówiliśmy się, że tak zrobimy. Chciałem pokonać trasę w 40 godzin, a udało się nawet szybciej (38:46.15 to nowy rekord trasy – przyp. art) . Co się myśli w połowie takiego dystansu? Skoro przejechało się już 500 km, to można i drugie tyle. Mam wadę serca, a krótsza trasa wymaga zbyt intensywnego wysiłku, na dłuższej jest lżej –mówi.

Pasją pana Bogdana zaraziła się również jego żona, która jazdy na rowerze nauczyła się w wieku 40 lat! Teraz poświęcają cały urlop (pracują w Zespole Ekonomiki Oświaty Kraków Południe – on jako konserwator, ona jako osoba sprzątająca), by spędzić go na kolarskiej podróży. – Żona nigdy wcześniej na rowerze nie jeździła i dlatego początek był trudny, miała dużo wywrotek i była cała poobijana. A po dwóch tygodniach pojechała ze mną do Rytra. Teraz jeździ ze mną po Polsce. Prawdę mówiąc, nie wiem, dlaczego się zdecydowała, nigdy nie pytałem…

Przed Bogdanem Szyszką kolejne marzenie i wyzwanie zarazem. Chciałby wystartować w najsławniejszym maratonie szosowym świata Paryż – Brest – Paryż (1250 km). Impreza, rozgrywana co 4 lata, odbędzie się w sierpniu 2007, ale miejsce na linii startowej w niej uzyskać można tylko w specjalnych eliminacjach. Przeprowadzone one zostaną od kwietnia do lipca w kilku krajach Europy.

Na taką przygodę trzeba i czasu, i sponsora. – Chciałbym też przejechać trasę z Hiszpanii bądź Portugalii do Polski – przyznaje. – Poleciałbym z żoną samolotem i wrócił na rowerze. Można jechać tylko w jedną stronę, bo braknie urlopu. Chcę też pomóc żonie wygrać Puchar Polski. Kiedyś potrącił ją samochód i wiem, że jadąc sama, trochę się boi. Ze mną będzie się czuła bezpieczniej i na pewno wygra.

Źródło: dziennik polski

Zobacz pdf

Facebook