Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Ponad 200 000 odwiedzin
5 października 2006
Na rowerze do grobu Ojca Świętego
13 października 2006

Ultramaraton szosowy – Świnoujście – Ustrzyki Górne 11-14 08 2006

Podjąłem decyzję, że jadę. Przyszło to z dnia na dzień. W pociągu spotykam chłopaków z Krakowa. W Poznaniu dosiada się Rafał, znany mi z cyklu Pucharu Polski oraz Wojtek.

Odprawa techniczna na której rozdają mapy wydrukowane drukarką atramentową w formie książeczki. To chyba nie najlepsze rozwiązanie tym bardziej, że może padać wtedy wszystko przestanie istnieć i jak tu sobie poradzić z przejazdem kiedy nie masz mapy , a na 1000 kilometrowej trasie łatwo zabłądzić. Wieczorem więc rozpisujemy trasę, na kartce, wypisujemy większe miejscowości przez które będziemy przejeżdżać, numery dróg. W tym celu pożyczamy atlas samochodowy i … zaczynam mieć wątpliwości, prawie cała trasa poprowadzona głównymi drogami krajowymi: 10, 1, 50, 7, 9. To ponad 600km !!! To nie będzie przyjemne, wszyscy wiemy jak się jeździ rowerem po takich drogach, wśród pędzących TIRów i mnóstwa samochodów. Jeszcze ostatnie pakowanie, żarty i około 1:00 zasypiam.

numer startowy Godzina 7:40. Na promie tłoczno, tradycyjnie „Prusacy” rozstawiają armatę. Wiechor w stroju Imagisa pomaga ustawić start. Ostatni wywiad, jakieś zdjęcia. Muszę jeszcze do toalety, w efekcie prawie spóźniam się na start. Start o 8:00. Początek jedziemy razem w grupie, prędkość około 25 km/h więc tępo średnie. Odcinek pierwszych 30 km przeznaczony dla fotoreporterów i na rozgrzewkę. Pogaduchy. Mijając Wolin przyspieszamy do ponad 30 km/h. Mkniemy szybko, taka jazda nie męczy, jedziesz się prawie bez pedałowania.

Pierwszy PK Golczewo, jest godzina 9:39 Szybko podbijamy karty i ruszamy dalej. Przyjemna trasa, lasy, pagórki, jakieś rzeczki, idealny asfalt. Minimalny ruch samochodów. Gdzieś za Truskolasem podjeżdża do mnie Zdzisław Kalinowski , pyta co słychać w tym momencie łapię gumę. Peleton odjeżdża żwawo, ja naprawiam awarię. będę jechał sam 920 km?

Za chwilę Wilczyniec teraz trasa pokrywa się z trasą Gryflandu. Mija mnie samochód organizatora. Pomagają dopompować koło. Resko. Tutaj stoi Filip , najmłodszy uczestnik, jedzie na MTB. Początkowo nie zatrzymuje się mam nadzieję dogonić jeszcze peleton. Za chwile mnie dogania dociągnięty przez samochód organizatorów. Jedziemy razem. Tempo dochodzi do 45 km/h. Trasa faluje. W Łobzie na PK okazuje się że mamy 20 minut straty. Jest 11:40. W połowie drogi do Drawska Filip łapie kolejna gumę, naprawiamy wspólnie. Podjeżdża znowu samochód organizatorów. Mamy już stratę 40 minut do peletonu. Wiem że juz ich nie dogonimy. W Drawsku trochę błądzimy. Pytani o drogę ludzie z sympatia mówią, gdzie grupa jechała i życzą powodzenia. Czyżby wiedzieli że to IMAGIS?

Dalej trasa znana z Pętli Drawskiej z 2005 roku. Na kolejnym PK 147 km trasy jesteśmy o 13:13 Na parkingu z Żołedowie mamy już ponad godzinę straty. Za Kaliszem Pomorskim wjeżdżamy na drogę krajowa 10. Zaczyna padać. Robi się szaro. Kilkakrotnie mijają mnie tiry na milimetry. Jest ślisko, a taki tir powoduje dodatkowe zawirowania powietrza, duszę miałem na ramieniu. Kilkakrotnie jadący z naprzeciwka wyprzedzają na trzeciego. Wyjeżdżający z parkingu kierowca jadący samochodem z przyczepą kempingową macha ręka żeby włączyć światła. Mam z przodu lampkę diodową, włączam ją i … jakie moje zdziwienie gdy wyprzedzający z naprzeciwka nagle przestają to robić! Czyżby mnie nie widzieli do tej pory? Chyba tak, chyba znalazłem przyczynę takiego zachowania części kierowców. Po prostu oni nas nie widzą !!!

Ale temu entuzjazmowi przeczy zachowanie jadących z tyłu. Po kolejnym razie umacniam się w decyzji aby wycofać się,na trasie dalej będzie tylko gorzej, więcej samochodów, gorsza droga i coraz większe zmęczenie. Refleks coraz słabszy, chyba nie warto ryzykować. Dojeżdżamy do PK 5 koło Piły, to 226 km trasy, jest 16:21. Nasza strata ponad półtorej godziny do czuba. Jeszcze się waham co dalej. Kilka kilometrów dalej pierwszy zjazd do miasta. Stajemy. Stwierdzam, że zeszło mi znowu powietrze z opony. Chwila rozmowy i Filip zgadza się za mną że rezygnujemy. Kierunek stacja kolejowa. Jeszcze telefon do orga aby zgłosić nasza rezygnację i przekazać GPR który Filip ma ze sobą. Pociąg i do domu.

Z jednej strony trochę żałuję, że nie dojechałem do końca, ale z drugiej nie chciało mi się tak na prawdę jechać, a i trasa poprowadzona głównymi drogami nie nastrajała zbyt optymistycznie. Potem dowiedziałem się, że Irzi złamał obojczyk wywracając się na jakiejś dziurze, a na jakimś skrzyżowaniu koło Rzeszowa przyczepa tira otarła się o Janka, na szczęście nic się nie stało. Cieszę się że jestem cały, ale przypomina mi się powiedzenie Lanc’a Armstronga: „Ból przemija, skutki rezygnacji nigdy”, więc może po prostu jestem cienki?

Dystans wg licznika 244km
czas jazdy 7 godzin 48 minut
czas na trasie 8 godzin 57 minut
średnia prędkość 31,5 km/h

źródło 

Facebook