Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
21.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Koszulka wylicytowana
18 kwietnia 2011
Wiary, nadziei i miłości
22 kwietnia 2011

Przy organizacji Żądła Szerszenia orgowie z Trzebnicy współpracują z lokalną prasą, która publikuje mniej i bardziej obszerne artykuły oraz wywiady na temat trzebnickiego maratonu. Tym razem NOWa Gazeta Trzebnicka donosi o Szerszonkach i ich kolarskich zmaganiach, z naciskiem na 'pierwsze 100 km'. Lektura dla tych, którzy przymierzają się do swojej 'pierwszej setki'.

W ubiegłotygodniowym wydaniu NOWej zachęcaliśmy do udziału w „Żądle Szerszenia”. Maratończycy wyruszą na szosy powiatu trzebnickiego 30 kwietnia. Każdego roku przybywa w tej wymagającej wytrzymałości i samozaparcia imprezie rowerzystów z Kocich Gór. W roku 2010 wystartowało niemal stu rodzimych zawodników. Jak przygotowywali się do tego wyczynu?

Żądło Szerszenia - Trzebnicki Maraton RowerowyMaraton przyciąga również ponad 300 kolarzy z sąsiednich powiatów oraz z Wrocławia. Pozostali przybywają do Trzebnicy z całej Polski. Nas zastanowiło, ile czasu potrzeba, żeby przygotować się do pokonania na dwóch kółkach ponad 100 km. Postanowiliśmy również dowiedzieć się, w jaki sposób trenować i jaki rower będzie najlepszy do zmierzenia się z tym dystansem.

Panie polubiły rowery i wcale nie jeżdżą statecznie
Zapytaliśmy o to, oczywiście, Szerszeni. Wyszliśmy z założenia, że team jest tak silny, jak jego najsłabsze ogniwo. Uznaliśmy, że zapewne są nim panie, które w koszulce z tym siejącym postrach owadem coraz liczniej przemierzają szosy naszego powiatu. Myliliśmy się jednak, sądząc, że u szerszeni płeć piękna jest jednocześnie słaba…

Obecnie w Szerszeniach jest aż 6 kolarek, które z rowerem są za pan brat. Najwcześniej z Szerszeniami jeździć zaczęła Joanna Pawlaczek, obecnie Kubiak, szczęśliwa żona i mama czteroletniej Milenki. Ona zachęciła do wyczynowego uprawiania kolarstwa swoją kuzynkę, Małgorzatę Pawlaczek. Przez długi czas obie panie były jedynymi kolarkami w teamie i chyba również nielicznymi kobietami w powiecie, na których dystans 100 km na rowerze nie robił już większego wrażenia.

Weterankom, które mierzą się dziś z mniejszymi i większymi kolarskimi wyzwaniami postanowiliśmy dać spokój. A o przygotowania do pierwszej „setki” na dwóch kółkach zapytaliśmy „narybek” Szerszeni – kolarki, które jeżdżą w teamie od niedawna, ale mimo to radzą sobie nad wyraz znakomicie. Chętnie dzieliły się z nami swoimi doświadczeniami, pomne, że same dopiero co zdobywały długodystansowe szlify.

Moje pierwsze 100 km
Wyjątkiem jest Alicja Stręk-Tworek, w szeregach Szerszeni od końca ubiegłego sezonu, która ma na swoim koncie najdłuższą przygodę z rowerem. – Jeździć, w znaczeniu czerpać z tego radość, zaczęłam w latach szkolnych – mówi Alicja. – Moja zupełnie przypadkowa propozycja, rzucona w gronie przyjaciół: „a może… nad morze, zamiast pociągiem, rowerkiem sobie pojedźmy” nieoczekiwanie dla mnie samej znalazła poparcie. I tak, na rowerze marki „Ukraina”, z obfitym ekwipunkiem, odbyła się moja pierwsza wyprawa rowerowa. Wcale mnie ten sprzęt nie odstraszył, gdyż później było wiele jeszcze dalszych i bliższych wypraw na dwóch kółkach – wspomina.

Małgorzata Kocik i Wiesława Prokopczyk „na poważnie” kolarstwem zainteresowały się w 2009 roku, a Barbara Węglarska w 2010. Dwa kółka jednak, jak to na ogół bywa, zawsze przewijały się przez życie naszych rozmówczyń. – Rower traktowałam jako przyjemną i pożyteczną formę rekreacji – opowiada Barbara. – Mój mąż, który jest wielkim fanem kolarstwa, namawiał mnie jednak do pokonywania coraz dłuższych dystansów. Bardzo mi się to spodobało, wygląda więc na to, że to on zaraził mnie swoją pasją – dodaje.

Wiesława i Małgorzata wspierały się w swoich pierwszych kolarskich próbach, wspólnie pokonując coraz dłuższe trasy. – Pamiętam, jak wielką miałyśmy satysfakcję, gdy po raz pierwszy przejechałyśmy 50 km i to po dość pagórkowatym terenie – mówi Wiesława. – Z kolei pierwsze 120 km pokonałyśmy na dwa tygodnie przez Trzebnickim Maratonem Rowerowym – dodaje Małgorzata. – Robiłyśmy postoje na odpoczynek i posiłki, ale przed zmrokiem zdołałyśmy dotrzeć do domu – wspomina Wiesława. – Ten sukces utwierdził nas w przekonaniu, że podołamy trudom maratonu. Zapisałyśmy się więc na „Żądło Szerszenia” z mocnym postanowieniem, by wystartować i cało dotrzeć do mety. Nie miały dla nas znaczenia ani czas, ani osiągnięta lokata. Choć i tak – ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu – zdominowałyśmy swoją kategorię wiekową!

Tu trzeba samozaparcia, ale nie tylko
Talent? Zapewne również, ale przede wszystkim wytrwałość i czerpanie radości z pokonywania coraz dłuższych dystansów. – Nie ukrywam, że była to ciężka i sumienna praca – mówi Małgorzata. – Skoncentrowany trening łączący budowanie formy fizycznej, doskonalenie techniki i przygotowanie psychiczne doprowadziło mnie do optymalnych wyników. Z każdym treningiem i kolejnym przejechanym kilometrem wysiłek jest coraz mniejszy. Dziś treningi nie są dla mnie zbyt dużym wysiłkiem. Jazda na rowerze sprawia mi wielką przyjemność i satysfakcję – dodaje.

Barbara jeździła regularnie już od dwóch miesięcy, kiedy po raz pierwszy zmierzyła się z dystansem 120 km. – Przygotowywałam się tylko i wyłącznie jeżdżąc rowerem dwa, trzy razy w tygodniu – mówi. Alicja 100 km na rowerze miała za sobą już w czasach licealnych, a i później regularnie pokonywała takie trasy. Od pamiętnej wyprawy nad morze nigdy już nie zerwała przyjaźni z rowerem. – Na wyprawach rowerowych jeździło się dużo, dziennie ponad 100 km – wspomina. – Szczególnie, jeśli chciało się w kilka dni dotrzeć z Trzebnicy do Gdańska, czy do Szczytna.

Pytana o najskuteczniejsze metody treningowe odpowiada: – Rowerem do szkoły, rowerem z zakupami, z 10-litrowym kubłem farby… Właśnie w ten sposób utrzymywało się tzw. „formę”. Nie były potrzebne żadne dodatkowe treningi.

W tym szaleństwie jest metoda
Pokonanie 100 km na rowerze dla wielu wydaje się być wariactwem, a w najlepszym razie ekstrawagancją. Ale nie dla bohaterek naszego artykułu. To z pewnością spory wysiłek, choć panie podchodzą do tego bardzo pogodnie. – Po co mówić o wysiłku, skoro to zwyczajnie konieczność życiowa – wyjaśnia Alicja. – Na dodatek bardzo przyjemna! – dodaje. Barbara jest tego samego zdania. – Każdy rowerowy maraton to wysiłek – mówi. – Ale ile człowiek ma satysfakcji jak go ukończy!

Po takiej rozmowie chce się wskoczyć na rower i ruszyć przed siebie. Panie zgodnie zapewniają, że przygodę z rowerem zaczynały od rowerów, które miały. Nie przywiązywały do ich jakości większej wagi. Wraz ze wzrostem umiejętności potrafiły docenić walory „lepszego sprzętu”. Choć bez przesady! Wszak żaden rower sam nie jedzie, a jakikolwiek jest ma przede wszystkim dostarczać przyjemności. – Uważam, że rower najwspanialsza forma wypoczynku – mówi Barbara. – Piękne widoki, czas spędzony z przyjaciółmi, mnóstwo pozytywnych emocji. To coś, co każdy powinien przeżyć!

Małgorzata również docenia walory otoczenia i możliwość poznawania nowych miejsc. – W każdym z tych miejsc mogę się na chwilę zatrzymać, żeby odpocząć – opowiada. – Rower ma jeszcze tę zaletę, że pomaga poprawić samopoczucie, stabilizuje pracę układu oddechowego. Szybsze krążenie sprawia, że organizm jest lepiej dotleniony i sprawniej funkcjonuje. Rower to po prostu zdrowie.

A więc – na rower! Do Żądła Szerszenia zostało jeszcze niespełna półtora miesiąca [tu małe sprostowanie – do Żądła został tydzień :)].

Źródło: NOWa Gazeta Trzebnicka.

Więcej informacji na stronie Żądła Szerszenia i na naszym forum.

 

Facebook