Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Imagis na żywo dzien 3
27 sierpnia 2007
Maraton Gorzów – 2007
27 sierpnia 2007

Relacja Mariusza Majewskiego

Górski maraton szosowy – Pętla Beskidzka miał być moim rewanżem za nieudany występ na PKI. Planowałem przejechać 3 pętle po ok. 90 km.

Start maratonu bardzo wcześnie, jak dla mnie, 7:40, organizm jeszcze zaspany, a tu już mocne tempo na podjeździe na Kubalonkę w kierunku Wisły. Na szczęście podjazd nie był zbyt długi i męczący, po zjeździe do Wisły jechaliśmy już kilku osobową grupą, która dosyć dobrze ze sobą współpracowała.

Kolejny podjazd na Salmopol w kierunku Szczyrku już dawał się we znaki, ostatnie 5 km podjazdu miało redie nachylenie ok. 7%, na szczęście trud się opłacał i do Szczyrku mknęło się z zawrotnymi prędkościami (mój max to 80km/h) po górskich serpentynach.

Za Szczyrkiem trasa robiła się bardziej „płaska” z krótkimi podjazdami omijając Żywiec i prowadząc do miejscowości Radziechowy, gdzie był ulokowany bufet. Po posileniu się pozostawało ok. 27km do mety i jeden z najtrudniejszy podjazd do Koniakowa. Jednak zauważyłem po bufecie, że coś ze mną nie tak, a dokładniej z żołądkiem, który zaczął boleć. Połowę podjazdu przewodziłem grupie, nadając równe i mocne tempo, niestety problemy zdrowotne zmusiły mnie do zwolnienia przez co straciłem kontakt z grupą i jechałem sam. Końcówka podjazdu była bardzo męcząca, ponieważ oprócz buli brzucha doszły nagłe kurcze mięśni nóg. Do końca pierwszego okrążenia zastanawiałem się nad przyczyną tak nagłego rozstrojenia się mojego organizmu, na mecie poczekałem na brata, on odczuwał „bufet” jeszcze gorzej niż ja. Jednak zdecydowaliśmy się jechać kolejne okrążenie.

Do Wisły jechaliśmy w małej grupce, jednak podjazd na Salmopol rozdzielił grupę i dalej jechałem sam. Niestety coraz gorsza dyspozycja organizmu dawała się we znaki, ponownie wróciły kurcze mięśni, jedzenie batoników energetycznych nie dawało efektów, zmęczenie było coraz większe. Na kolejnej wizycie bufecie ograniczyłem się do napoju izotonicznego i ruszyłem na podjazd do Koniakowa. Cały pokonałem równym tempem, jednak ostatnie metry do mety drugiego okrążenia były już bardzo trudne. Niestety po dwóch okrążeniach musiałem zrezygnować z dalszej jazdy. Pokonałem 182km, w czasie 6h45m45sek i ok. 3300 m przewyższeń.

Jak się okazało osiągnąłem całkiem dobry wynik, zajmując na tym dystansie w kategorii M1 (do 30 lat) 6 miejsce. Porównując się do kolegów, od których odpadłem pod koniec pierwszego okrążenia, to na drugim okrążeniu straciłem do nich tylko 3 minuty, jadąc ok. 70 km samodzielnie. Pozostaje tylko wyzdrowieć i przygotować formę na Klasyk Kłodzki, ostatni górski maraton szosowy.


pierwsza szóstka mężczyzn na dystansie 182km, kategoria M1 (do 30 lat)

Facebook