Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
21.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Miłe wieści z Gorzowa Wielkopolskiego
21 czerwca 2011
Noclegi w Kluczborku
24 czerwca 2011

Ze Zbyszkiem Spaltensteinem, organizatorem Gorzowskiego Maratonu Rowerowego, który odbędzie się 2 lipca, rozmawiamy o kolarskim 10-latku, który urodził się i wychował w samym centrum żużlowej fascynacji. Ale ma się znakomicie i wciąż rośnie w siłę.

To już 10-ty, a więc jubileuszowy Gorzowski Maraton Rowerowy. Uczestnicy mogą spodziewać się wyjątkowej oprawy?
Z całą pewnością. Miejsce, z którego będziemy startować już ją po części stworzy. Stadion im. Edwarda Jancarza to miejsce kultowe dla fanów żużla (czyli prawie wszystkich gorzowiaków). W zaproszeniu napisałem, że bazą maratonu będzie „podobno najpiękniejszy stadion żużlowy w Polsce”. Wracając w niedzielę z Leszna słuchałem transmisji radiowej z meczu Gorzów-Toruń i sprawozdawca mówił o naszym obiekcie, że to „najpiękniejszy stadion żużlowy w Europie”. Europa co prawda żużlem nie stoi, ale miło się słuchało.

Najpiękniejszy czy nie, z pewnością ze znakomitym zapleczem, szatniami, prysznicami i wielkim parkingiem. A tuż obok dwa dobrej klasy hoteliki i szkoła, w której również zorganizowaliśmy dla maratończyków noclegi. O jubileuszową oprawę, oczywiście, zadbamy. Będzie trochę podsumowań, będą specjalne nagrody, będą niespodzianki. No i nagroda główna dla uczestników, jakiej jeszcze w Gorzowie nie było – rower szosowy Author A6600!

I bez tej atrakcyjnej nagrody Gorzowski Maraton Rowerowy cieszy się popularnością wśród maratończyków. Co, Twoim zdaniem, przyciąga ich do Gorzowa?
Trudno powiedzieć. Tak wieloma kryteriami kierują się uczestnicy, wybierając miejsca startu… Wcale nie ostatnim jest… żeby było blisko! My staramy się, by było to, co u nas jest od lat, a więc niejako w standardzie. Serwis rowerowy, zdjęcia przed startem, ciekawa (tu oczywiście są ograniczenia) i dobrze oznakowana trasa, impreza integracyjna z dobrą gastronomią, muzyka, potańcówka, medale imienne, dekoracja wszystkich uczestników, no i „maratonowa atmosfera”.

Kto usypał Wam te górki, przez które w tym roku poprowadziliście trasę GMR? Podczas ubiegłorocznego podjazdu pod Porębę na Klasyku Kłodzkim o to samo spytałam stojących przy drodze mieszkańców. Okazało się, że Porębę usypali im Niemcy…
A u nas siła wyższa. Najnowsze odkrycia naukowców dowodzą, że Pan Bóg sypał je w dniu szóstym. W południe Kocie, a wieczorem – nasze. Zmęczenie spowodowało, że nasze są ciut niższe.

Jak to „ciut”?!
Popatrz na mapy tras z tego roku: przewyższenia w Trzebnicy to 150m, a w Gorzowie 144 m. Jakaż to różnica?

No, tak. Może i niewielka, ale 6 metrów różnicę jednak robi. Opowiesz coś więcej o tych fajnych, pagórkowatych trasach Waszego maratonu?
W zeszłym roku maratończykom bardzo podobał się podjazd w Gorzowie, tuż przed samą metą. Niektórym dał porządnie w kość. W tym roku na trasie giga takich podjazdów będzie w samym mieście pięć. W ogóle przejazd przez miasto, które leży na 7 wzgórzach będzie, moim zdaniem… Hmm… interesujący, ale też niosący wyzwania.

Jestem pewien, że we współpracy z policją przeprowadzimy to sprawnie i bezpiecznie. Dystans mini prowadzi przez świetną jakościowo starą „trójkę”, choć jest i kawałek z dziurami, których chyba nie uda się zalepić, a dalej to urokliwa droga przez zachodniopomorskie wioseczki. Jeśli chodzi o dystans mega to rozszerzyliśmy go aż po Górzycę, by włączyć i te tereny. Myślę, że te nowe trasy będą się maratończykom podobać.

Pamiętasz pierwsze edycje gorzowskiego maratonu?
Pionierskie edycje znam jedynie z opowiadań. Pamiętam jednak starty spod „Słowianki”. Niektórzy do dziś wspominają z rozrzewnieniem jak to regenerowali siły w tureckiej łaźni. Może w tym roku też będą darmowe wejściówki na „Słowiankę”? Na razie negocjujemy.

Jak na przestrzeni tych lat – wszak mówimy o pięknej, okrąglutkiej dekadzie – zmieniał się Gorzowski Maraton Rowerowy?
Nabieramy doświadczeń. Mniej jest wpadek, lepiej to wszystko funkcjonuje. W tym roku mamy wyjątkowe wsparcie ze strony miasta i urzędu marszałkowskiego. Może i nam uda się kiedyś tak zmobilizować lokalną społeczność, jak to robią Grzegorz i Zenek?

O to jestem spokojna. Myślę, że już solidnie potrząsnęliście mieszkańcami Gorzowa. Wiem, że z żużlem trudno konkurować, ale wszystko przed Wami. No właśnie, a Ty sam od kiedy zacząłeś jeździć rowerem i „poważnie” traktować starty w maratonach?
Czy ja „poważnie” traktuję starty w maratonach? Jak słyszę, ile to kilometrów przejechali niektórzy maratończycy, tylko przygotowując się do startów, to mam poważne, ale wątpliwości. Rowerem jeżdżę od dziecka. Z przerwami, nieraz trochę dłuższymi…

A w maratonach startuję od 2005 roku. Pamiętam swój pierwszy maraton w Łobzie. Ruszyłem dziarsko z gorzowską grupą – dystans 110 km. Po 30 km jechałem już sam, na 50-tym kilometrze wyprzedził mnie kolega, świeżo po kontuzji kolana – pedałował praktycznie jedną nogą – a na 60-tym koleżanka z K VI. Na 70-tym kilometrze rzuciłem się do rowu, gdzie było trochę wody. Siedziałem tam dłuższą chwilę i z nienawiścią patrzyłem na rower, wiedząc, że przecież znowu muszę na niego wsiąść…

Tam też przyrzekłem sobie solennie, że to mój pierwszy i ostatni maraton! I więcej już nie będę się wygłupiał! W końcu dojechałem do mety z przeciętną około 20km/godz. Takie to były początki.

Ale za to teraz radzisz sobie znakomicie. To by oznaczało, że mimo wszystko zaraziłeś się cyklozą. Czy pasjonatom, a to są właśnie ludzie organizujący nasze maratony, obecnie łatwo czy też trudno przygotować takie przedsięwzięcie, jakim jest maraton rowerowy na kilkaset osób? Jakie są Twoje doświadczenia i Twoja opinia?
Mnie jest trudno. Poświęcam na to dużo czasu. Nieraz myślę, że za dużo. Mam, oczywiście pomoc ze strony zarządu klubu i członków. Spotykam się w tym roku z wyjątkową życzliwością władz miasta i różnych instytucji, ale… to duże, wielowarstwowe przedsięwzięcie. Mnóstwo spotkań, uzgodnień, korespondencji.

W jakim kierunku, Twoim zdaniem, powinny iść maratony?
Z jednej strony podobają mi się takie, jakie są. Amatorskie, chropowate, z wyjątkową atmosferą. Z drugiej boję się, że w takiej formule trudno je będzie utrzymać. My tworzymy dość luźny związek organizatorów, bez osobowości prawnej, a takiej organizacji trudno pozyskać poważnych sponsorów. Bez osobowości prawnej, bez pieniędzy… zawsze może nas łatwo pożreć profesjonalna konkurencja. Dlatego warto się skonsolidować i stworzyć jednolitą strukturę. To trudne i jak dotąd, mimo prób, nie udaje się nam. Ale… może coś wymyślimy w tym roku?

Ze spraw wewnętrznych to zawsze uważałem, że maratony powinny być organizowane zarówno dla tych, którzy skupiają się na czasie przejazdu, jak i dla tych, którzy cenią sobie sam udział, pokonanie wybranego dystansu, a osiągnięty czas jest sprawą drugorzędną. Mam wrażenie, że nasze maratony coraz bardziej upodabniają się do wyścigów, gdzie wynik sportowy przesłania wszystko inne. Co gorsza nie ma równych warunków startu. Tworzenie „supergrup” powoduje, że ci, którzy w tych grupach nie są, mimo że często nie gorsi sportowo, stoją na z góry straconej pozycji. To trzeba zmienić.

Czego życzyłbyś GMR oraz Pucharowi Polski na przyszłość?
GMRowi, by była to najważniejsza impreza w Gorzowie i najlepiej zorganizowana. A Pucharowi, by się rozwijał, wchodził na nowe, dziewicze jeszcze tereny i trwał do końca świata.

I jeden dzień dłużej?
To się da zrobić.

Więcej informacji oraz zapisy na stronie GMR i na naszym forum.

Facebook