Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
21.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Rowerowe literki Mariusza
11 grudnia 2011
Rowerowych Świąt i takiegoż samego Nowego Roku
24 grudnia 2011

Remigiusz Siudziński przygotowuje się do Race Around Austria, 6-dniowego wyścigu kolarskiego, w którym do pokonania jest 2200 km, również po austriackich Alpach. Nam opowiada o intensywnych przygotowaniach i konieczności znalezienia sponsorów, którzy pomogą mu zrealizować ambitne zamiary. Będzie pierwszym Polakiem w tym morderczym rajdzie.


Z Remigiuszem Siudzińskim o czekających go 6 dniach, w czasie których zamierza pokonać na rowerze dystans 2200 km, biegnący również po alpejskich szosach, rozmawia Małgorzata greten Pawlaczek.

Opowiedz coś o ultramaratonie, w którym chcesz wziąć udział. Skąd dowiedziałeś się o Race Around Austria i co Cię w nim urzekło, że postanowiłeś zmierzyć się z dystansem 2200 km w 6 dni?
Wyścig Dokoła Austrii jest imprezą rozgrywaną co roku. Do pokonania jest trasa licząca 2200 kilometrów, wyznaczona wcześniej na mapie. Wyścig odbywa się w otwartym ruchu drogowym. Mogą w nim startować pojedynczy kolarze (single) lub 2- i 4-osobowe drużyny, przy czym jazda drużynowa to właściwie sztafeta z dowolnie ustalonymi miejscami zmian.

W tym roku w formule single startowało 19 zawodników z czego 15 dojechało.

Każdemu kolarzowi lub drużynie towarzyszy ekipa techniczna w jednym lub dwóch samochodach. Załoganci są odpowiedzialni za taktykę wyścigu, nawigację, komunikację z organizatorem, wyżywienie, masaże, dokumentację w postaci fotek i filmów – i co najważniejsze – za wsparcie psychiczne kolarza, który po kilku dobach na rowerze, z małymi przerwami, ma ograniczony kontakt ze światem.

To, co jest trudne w tym wyścigu, oprócz dystansu, to na pewno góry z 28 000 metrów przewyższeń i nieprzewidywalną pogodą. W sierpniu powinno być ciepło, ale w Aplach różnie bywa, a pod Grossglocknerem może nawet padać śnieg i temperatura może oscylować wokół zera.

O wyścigu dowiedziałem się z Internetu. Po przejechaniu tegorocznego Bałtyk-Bieszczady Tour (www.1008.pl) zacząłem szukać imprezy, która mogłaby być następną na drodze do Race Across America, który zamierzam przejechać za 3-4 lata. Padło na RAA z uwagi na dogodny termin (wakacje), umiarkowaną odległość od Polski i fakt, że już kiedyś byłem na Hochalpenstrasse pod Grossglocknerem (najwyższe wzniesienie RAA) i obiecałem sobie tam wrócić na rowerze. Więcej o planowaniu występów w kolejnych wyścigach piszę na swoim blogu www.ultrakolarz.pl.

Do maratonu zostało 9 miesięcy. Na jakim etapie są Twoje przygotowania?
Przygotowania zacząłem w sierpniu, kilka tygodni po Bałtyk-Bieszczady Tour, zaraz gdy podjąłem decyzję o starcie w Race Around Austria. Wtedy był to dla mnie koniec sezonu, więc treningi spokojne, początek fazy przejściowej między sezonami, potem 2-tygodniowa przerwa w treningach i dopiero teraz się rozkręcam, wchodząc w nowy sezon treningowy. Od sierpnia zrealizowałem 20% całkowitej objętości treningu planowanej do wyścigu, co jest zgodnie z planem, zważywszy, że teraz właśnie zwiększam dawki treningu.

Przy okazji – na Facebook’u prowadzę funpage, gdzie zamiast zdjęcia profilowego umieszczam informację o liczbie dni do wyścigu i o procentowym zaawansowaniu w treningach, więc można ten wskaźnik śledzić na bieżąco.

W jaki sposób trenujesz?
Po prostu trenuję coraz więcej. Teraz 3 razy w tygodniu rower (lub bieganie), 2 razy siłownia i raz basen i sauna. To się będzie zmieniać. Im bliżej wyścigu, tym więcej roweru a mniej innych sportów.

Skąd czerpiesz wiedzę na temat odżywiania i treningów? Prowadzi Cię jakiś trener?
Mam trenera. Prowadzi mnie Wojtek, który ma sukcesy w trenowaniu młodych kolarzy MTB. Poznałem go w lipcu, kiedy przyszedłem zrobić sobie Body Geometry Fit wg metody Specialized. Kilka godzin spędzonych na pomiarach – kolarza i roweru – poskutkowało nawiązaniem współpracy.

Pierwsze pozytywne efekty miałem już miesiąc później. Dzięki doskonałemu dopasowaniu ustawień roweru, a także poradom w kwestii taktyki jazdy i ubioru na ciężką pogodę zdobyłem 3. miejsce w kategorii Solo w Bałtyk-Bieszczady Tour i poprawiłem ubiegłoroczny wynik o ponad 5 godzin, co jest niezłym jak na moje możliwości wynikiem zważywszy fatalną aurę w postaci deszczu i niesprzyjającego wiatru.

Wcześniej korzystałem z doskonałych książek Joe Friel’a: „Biblia Treningu Kolarza Górskiego” i „Dieta dla aktywnych”, ale dopiero bezpośredni kontakt z trenerem dał mi satysfakcjonujący progres.

Potrzebujesz sponsorów, żeby zrealizować swój śmiały zamiar. Co im oferujesz i czego oczekujesz w zamian?
Sponsorzy to ważny aspekt podobnych przedsięwzięć. Bałtyk-Bieszczady Tour jest stosunkowo niedrogą imprezą. Wystarczy wpisowe, dojazd kolarza, parę noclegów i jedzenie.

Szacowałem budżet występu w Race Around Austria na 50 000 PLN. Główne koszty to rowery (powinny być dwa), wyżywienie, stroje kolarskie, benzyna i wypożyczenie minivana, zorganizowanie relacji online w Internecie oraz wpisowe. Poza tym noclegi, stroje dla team’u, zbudowanie i utrzymanie strony www oraz reklama (ważne dla sponsorów). Dodatkowo trzeba przewidzieć jakieś wynagrodzenie dla członków zespołu. Często są to profesjonaliści w swoich dziedzinach (trener, masażysta, mechanik, fotograf, kamerzysta, dziennikarz), którzy wyrwani na półtora tygodnia z pracy, mają prawo oczekiwać choćby symbolicznej zapłaty za swoje zaangażowanie.

Pytasz co im oferuję i czego oczekuję… Oczekiwania sprecyzowałem, natomiast ważne jest to, że często nie są potrzebne wprost pieniądze. Firmy rozważnie gospodarują swoimi wydatkami i patrzą czy im się te wydatki zwrócą lub pomnożą. W przypadku sponsoringu niezwykle trudno określić zwrot z inwestycji. Dlatego często proponuję współpracę firmom, które dostarczają produkty i usługi potrzebne mi do wyścigu. Firmie łatwiej jest wypożyczyć rower czy zrobić projekty i materiały reklamowe w zamian za reklamę przed, na i po wyścigu, niż wyłożyć wprost kasę.

W tym systemie ważni są także patroni medialni, którzy nagłaśniają sprawę. Telewizja, radio, gazety, czasopisma, portale internetowe, lokalne internetowe serwisy informacyjne, strony społecznościowe, strony www związane z kolarstwem i turystyką, a także urzędy samorządów, które mają moc szerzenia informacji o wyścigu, kolarzu, jego drużynie, ale także o sponsorach, którzy zaangażowali się w to przedsięwzięcie.

Co do oferty dla sponsorów, to mam całą listę pomysłów jak ich promować. Więcej na mojej stronie internetowej. Część z tych rzeczy jest zupełnie nowatorska i na pozór szalona, ale chyba o to chodzi w reklamie, żeby zaskakiwać?

Nie masz obaw związanych z wyczynem, na który chcesz się ‚zaprogramować’?
Mam. Nie chodzi o wyczyn. Raczej o pasję. Zbyt dalekie poświęcenie się pasji może być destrukcyjne. Pasja jest czymś przyjemnym. Można się w niej zatracić, potrafi wciągnąć jak narkotyk. Dlatego dbam o równowagę w moim życiu. Moje motto życiowe to „miłość, wolność, pasja”. Ta pasja jest ważna. Tyle, że nie powinna przerodzić się w zniewolenie i dobrze, żeby dawała miejsce i czas na miłość do bliskich, rodziny, żony, dzieci…

Opowiesz o swojej przygodzie z rowerem, która przekształciła się w uprawianie kolarstwa chyba w 2003?
Długo traktowałem rower jako narzędzie do turystyki i przyjemnego transportu do pracy. W 1997 zwiedziłem na nim Bornholm, w 2000 dojechałem do Wenecji, a potem do Budapesztu, pokonując z moim śp. wujkiem Marianem 3000 km i spędzając za grosze jedne z lepszych wakacji w moim życiu.

Któregoś dnia, podczas lektury Bikeboard’u trafiłem na relacje z pierwszych w Polsce maratonów MTB i pomyślałem sobie, że chciałbym być takim zawodnikiem-amatorem i ścigać się na rowerze. W 2002 pojechałem do Bydgoszczy, żeby podpatrzeć o co chodzi z tymi maratonami, a w 2003 pojechałem swój pierwszy, a potem następne. Mam je opisane i obfotografowane na stronie http://strony.aster.pl/remont/rower.htm

Pierwszy mój wyścig to maraton MTB organizowany przez Grześka Golonkę w Krakowie. To było dokładnie 1 czerwca 2003 roku. Pamiętam, bo moja ówczesna narzeczona Gosia, a teraz żona, sprawiła mi puchar za ukończenie pierwszego maratonu i tam ta data jest wygrawerowana. Maraton zaczynał się na Błoniach, a potem jechaliśmy w Lasek Wolski. Dystans miał tylko 30km, ale na pierwszym podjeździe myślałem, że umrę..

Z czasem z MTB przesiadłem się na asfalt. Wtedy, kiedy wiedziałem już, że moją domeną są długie dystanse. Zobaczyłem, że w tej dziedzinie najwięcej dzieje się właśnie na szosie. W 2006 zacząłem kombinować, żeby pojechać coś naprawdę długiego. Przeszperałem Internet i znalazłem Imagis Tour (dawna nazwa BBT) oraz Race Across America (RAAM). Zaznaczyłem wtedy tą pierwszą imprezę na 2011 rok a tą drugą na 2015. Jak na razie – zgodnie z planem… Na początku 2007 kupiłem swoją pierwsza szosówkę. To był Olsh. Jeżdżę na nim do tej pory, chociaż na RAA będę miał już coś lepszego (szczegóły niebawem na blogu www.ultrakolarz.pl)

Opowiesz o sobie coś jeszcze? Czym się zajmujesz? Jak Twoją pasję postrzegają najbliżsi?
Moje życie, mój czas dzielę miedzy kilka ról. Oprócz tego, że jestem kolarzem, jestem także mężem, ojcem, bratem i synem. Do każdej z tych ról staram się przykładać należycie. Czy mi to wychodzi? Zapytajcie zainteresowanych :)

Oczywiście mam także zawód. Zajmuję się Business Intelligence, albo jak kto woli inteligentą analizą danych w biznesie. Bardzo mnie to wciąga i uważam, że stopniowo coraz więcej firm będzie dostrzegać potencjał w danych, którymi dysponują.

Poza tym interesuję się balonami na ogrzane powietrze. Są niezwykle romantyczne i nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo, gdzie taki wyląduje. Nawet mam niekomercyjną stronę internetową, dzięki której kojarzę pilotów balonowych z ludźmi, którzy mają marzenie, żeby polecieć albo chcą sprezentować taką atrakcję bliskiej osobie.

Liczę, że i Ty spełnisz swoje marzenie. Wyruszysz w 6-dniowy rajd po Austrii i go ukończysz. Będziemy zresztą o tym jeszcze nie raz rozmawiać.

Zdjęcie pochodzi ze strony Bałtyk-Bieszczady Tour.

Facebook