Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Rowerowe literki Mariusza
11 grudnia 2011
Rowerowych Świąt i takiegoż samego Nowego Roku
24 grudnia 2011

Remigiusz Siudziński przygotowuje się do Race Around Austria, 6-dniowego wyścigu kolarskiego, w którym do pokonania jest 2200 km, również po austriackich Alpach. Nam opowiada o intensywnych przygotowaniach i konieczności znalezienia sponsorów, którzy pomogą mu zrealizować ambitne zamiary. Będzie pierwszym Polakiem w tym morderczym rajdzie.


Z Remigiuszem Siudzińskim o czekających go 6 dniach, w czasie których zamierza pokonać na rowerze dystans 2200 km, biegnący również po alpejskich szosach, rozmawia Małgorzata greten Pawlaczek.

Opowiedz coś o ultramaratonie, w którym chcesz wziąć udział. Skąd dowiedziałeś się o Race Around Austria i co Cię w nim urzekło, że postanowiłeś zmierzyć się z dystansem 2200 km w 6 dni?
Wyścig Dokoła Austrii jest imprezą rozgrywaną co roku. Do pokonania jest trasa licząca 2200 kilometrów, wyznaczona wcześniej na mapie. Wyścig odbywa się w otwartym ruchu drogowym. Mogą w nim startować pojedynczy kolarze (single) lub 2- i 4-osobowe drużyny, przy czym jazda drużynowa to właściwie sztafeta z dowolnie ustalonymi miejscami zmian.

W tym roku w formule single startowało 19 zawodników z czego 15 dojechało.

Każdemu kolarzowi lub drużynie towarzyszy ekipa techniczna w jednym lub dwóch samochodach. Załoganci są odpowiedzialni za taktykę wyścigu, nawigację, komunikację z organizatorem, wyżywienie, masaże, dokumentację w postaci fotek i filmów – i co najważniejsze – za wsparcie psychiczne kolarza, który po kilku dobach na rowerze, z małymi przerwami, ma ograniczony kontakt ze światem.

To, co jest trudne w tym wyścigu, oprócz dystansu, to na pewno góry z 28 000 metrów przewyższeń i nieprzewidywalną pogodą. W sierpniu powinno być ciepło, ale w Aplach różnie bywa, a pod Grossglocknerem może nawet padać śnieg i temperatura może oscylować wokół zera.

O wyścigu dowiedziałem się z Internetu. Po przejechaniu tegorocznego Bałtyk-Bieszczady Tour (www.1008.pl) zacząłem szukać imprezy, która mogłaby być następną na drodze do Race Across America, który zamierzam przejechać za 3-4 lata. Padło na RAA z uwagi na dogodny termin (wakacje), umiarkowaną odległość od Polski i fakt, że już kiedyś byłem na Hochalpenstrasse pod Grossglocknerem (najwyższe wzniesienie RAA) i obiecałem sobie tam wrócić na rowerze. Więcej o planowaniu występów w kolejnych wyścigach piszę na swoim blogu www.ultrakolarz.pl.

Do maratonu zostało 9 miesięcy. Na jakim etapie są Twoje przygotowania?
Przygotowania zacząłem w sierpniu, kilka tygodni po Bałtyk-Bieszczady Tour, zaraz gdy podjąłem decyzję o starcie w Race Around Austria. Wtedy był to dla mnie koniec sezonu, więc treningi spokojne, początek fazy przejściowej między sezonami, potem 2-tygodniowa przerwa w treningach i dopiero teraz się rozkręcam, wchodząc w nowy sezon treningowy. Od sierpnia zrealizowałem 20% całkowitej objętości treningu planowanej do wyścigu, co jest zgodnie z planem, zważywszy, że teraz właśnie zwiększam dawki treningu.

Przy okazji – na Facebook’u prowadzę funpage, gdzie zamiast zdjęcia profilowego umieszczam informację o liczbie dni do wyścigu i o procentowym zaawansowaniu w treningach, więc można ten wskaźnik śledzić na bieżąco.

W jaki sposób trenujesz?
Po prostu trenuję coraz więcej. Teraz 3 razy w tygodniu rower (lub bieganie), 2 razy siłownia i raz basen i sauna. To się będzie zmieniać. Im bliżej wyścigu, tym więcej roweru a mniej innych sportów.

Skąd czerpiesz wiedzę na temat odżywiania i treningów? Prowadzi Cię jakiś trener?
Mam trenera. Prowadzi mnie Wojtek, który ma sukcesy w trenowaniu młodych kolarzy MTB. Poznałem go w lipcu, kiedy przyszedłem zrobić sobie Body Geometry Fit wg metody Specialized. Kilka godzin spędzonych na pomiarach – kolarza i roweru – poskutkowało nawiązaniem współpracy.

Pierwsze pozytywne efekty miałem już miesiąc później. Dzięki doskonałemu dopasowaniu ustawień roweru, a także poradom w kwestii taktyki jazdy i ubioru na ciężką pogodę zdobyłem 3. miejsce w kategorii Solo w Bałtyk-Bieszczady Tour i poprawiłem ubiegłoroczny wynik o ponad 5 godzin, co jest niezłym jak na moje możliwości wynikiem zważywszy fatalną aurę w postaci deszczu i niesprzyjającego wiatru.

Wcześniej korzystałem z doskonałych książek Joe Friel’a: „Biblia Treningu Kolarza Górskiego” i „Dieta dla aktywnych”, ale dopiero bezpośredni kontakt z trenerem dał mi satysfakcjonujący progres.

Potrzebujesz sponsorów, żeby zrealizować swój śmiały zamiar. Co im oferujesz i czego oczekujesz w zamian?
Sponsorzy to ważny aspekt podobnych przedsięwzięć. Bałtyk-Bieszczady Tour jest stosunkowo niedrogą imprezą. Wystarczy wpisowe, dojazd kolarza, parę noclegów i jedzenie.

Szacowałem budżet występu w Race Around Austria na 50 000 PLN. Główne koszty to rowery (powinny być dwa), wyżywienie, stroje kolarskie, benzyna i wypożyczenie minivana, zorganizowanie relacji online w Internecie oraz wpisowe. Poza tym noclegi, stroje dla team’u, zbudowanie i utrzymanie strony www oraz reklama (ważne dla sponsorów). Dodatkowo trzeba przewidzieć jakieś wynagrodzenie dla członków zespołu. Często są to profesjonaliści w swoich dziedzinach (trener, masażysta, mechanik, fotograf, kamerzysta, dziennikarz), którzy wyrwani na półtora tygodnia z pracy, mają prawo oczekiwać choćby symbolicznej zapłaty za swoje zaangażowanie.

Pytasz co im oferuję i czego oczekuję… Oczekiwania sprecyzowałem, natomiast ważne jest to, że często nie są potrzebne wprost pieniądze. Firmy rozważnie gospodarują swoimi wydatkami i patrzą czy im się te wydatki zwrócą lub pomnożą. W przypadku sponsoringu niezwykle trudno określić zwrot z inwestycji. Dlatego często proponuję współpracę firmom, które dostarczają produkty i usługi potrzebne mi do wyścigu. Firmie łatwiej jest wypożyczyć rower czy zrobić projekty i materiały reklamowe w zamian za reklamę przed, na i po wyścigu, niż wyłożyć wprost kasę.

W tym systemie ważni są także patroni medialni, którzy nagłaśniają sprawę. Telewizja, radio, gazety, czasopisma, portale internetowe, lokalne internetowe serwisy informacyjne, strony społecznościowe, strony www związane z kolarstwem i turystyką, a także urzędy samorządów, które mają moc szerzenia informacji o wyścigu, kolarzu, jego drużynie, ale także o sponsorach, którzy zaangażowali się w to przedsięwzięcie.

Co do oferty dla sponsorów, to mam całą listę pomysłów jak ich promować. Więcej na mojej stronie internetowej. Część z tych rzeczy jest zupełnie nowatorska i na pozór szalona, ale chyba o to chodzi w reklamie, żeby zaskakiwać?

Nie masz obaw związanych z wyczynem, na który chcesz się ‚zaprogramować’?
Mam. Nie chodzi o wyczyn. Raczej o pasję. Zbyt dalekie poświęcenie się pasji może być destrukcyjne. Pasja jest czymś przyjemnym. Można się w niej zatracić, potrafi wciągnąć jak narkotyk. Dlatego dbam o równowagę w moim życiu. Moje motto życiowe to „miłość, wolność, pasja”. Ta pasja jest ważna. Tyle, że nie powinna przerodzić się w zniewolenie i dobrze, żeby dawała miejsce i czas na miłość do bliskich, rodziny, żony, dzieci…

Opowiesz o swojej przygodzie z rowerem, która przekształciła się w uprawianie kolarstwa chyba w 2003?
Długo traktowałem rower jako narzędzie do turystyki i przyjemnego transportu do pracy. W 1997 zwiedziłem na nim Bornholm, w 2000 dojechałem do Wenecji, a potem do Budapesztu, pokonując z moim śp. wujkiem Marianem 3000 km i spędzając za grosze jedne z lepszych wakacji w moim życiu.

Któregoś dnia, podczas lektury Bikeboard’u trafiłem na relacje z pierwszych w Polsce maratonów MTB i pomyślałem sobie, że chciałbym być takim zawodnikiem-amatorem i ścigać się na rowerze. W 2002 pojechałem do Bydgoszczy, żeby podpatrzeć o co chodzi z tymi maratonami, a w 2003 pojechałem swój pierwszy, a potem następne. Mam je opisane i obfotografowane na stronie http://strony.aster.pl/remont/rower.htm

Pierwszy mój wyścig to maraton MTB organizowany przez Grześka Golonkę w Krakowie. To było dokładnie 1 czerwca 2003 roku. Pamiętam, bo moja ówczesna narzeczona Gosia, a teraz żona, sprawiła mi puchar za ukończenie pierwszego maratonu i tam ta data jest wygrawerowana. Maraton zaczynał się na Błoniach, a potem jechaliśmy w Lasek Wolski. Dystans miał tylko 30km, ale na pierwszym podjeździe myślałem, że umrę..

Z czasem z MTB przesiadłem się na asfalt. Wtedy, kiedy wiedziałem już, że moją domeną są długie dystanse. Zobaczyłem, że w tej dziedzinie najwięcej dzieje się właśnie na szosie. W 2006 zacząłem kombinować, żeby pojechać coś naprawdę długiego. Przeszperałem Internet i znalazłem Imagis Tour (dawna nazwa BBT) oraz Race Across America (RAAM). Zaznaczyłem wtedy tą pierwszą imprezę na 2011 rok a tą drugą na 2015. Jak na razie – zgodnie z planem… Na początku 2007 kupiłem swoją pierwsza szosówkę. To był Olsh. Jeżdżę na nim do tej pory, chociaż na RAA będę miał już coś lepszego (szczegóły niebawem na blogu www.ultrakolarz.pl)

Opowiesz o sobie coś jeszcze? Czym się zajmujesz? Jak Twoją pasję postrzegają najbliżsi?
Moje życie, mój czas dzielę miedzy kilka ról. Oprócz tego, że jestem kolarzem, jestem także mężem, ojcem, bratem i synem. Do każdej z tych ról staram się przykładać należycie. Czy mi to wychodzi? Zapytajcie zainteresowanych :)

Oczywiście mam także zawód. Zajmuję się Business Intelligence, albo jak kto woli inteligentą analizą danych w biznesie. Bardzo mnie to wciąga i uważam, że stopniowo coraz więcej firm będzie dostrzegać potencjał w danych, którymi dysponują.

Poza tym interesuję się balonami na ogrzane powietrze. Są niezwykle romantyczne i nieprzewidywalne. Nigdy nie wiadomo, gdzie taki wyląduje. Nawet mam niekomercyjną stronę internetową, dzięki której kojarzę pilotów balonowych z ludźmi, którzy mają marzenie, żeby polecieć albo chcą sprezentować taką atrakcję bliskiej osobie.

Liczę, że i Ty spełnisz swoje marzenie. Wyruszysz w 6-dniowy rajd po Austrii i go ukończysz. Będziemy zresztą o tym jeszcze nie raz rozmawiać.

Zdjęcie pochodzi ze strony Bałtyk-Bieszczady Tour.

Facebook