Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
28.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
800km w 24h
7 lipca 2010
600km w 24h z Gliwic do Gliwic
13 lipca 2010

Dnia 2 lipca 2010 roku Marek i Krzysiek wyruszyli z Gryfic na trasę maratonu dookoła Polski. Zaplanowali 20-dniową podróż wzdłuż granic naszego kraju. Dziś, w sobotę 10 lipca osiągnęli półmetek. Ale przed nimi wymagające trasy górzystej Polski południowej. Będziemy śledzić uważnie postępy naszych dzielnych zdobywców.

Czwartek, 8 lipca 2010. To już 7. dzień jazdy i 1435 km w nogach, wg wskazań naszych liczników. Jesteśmy za Bełżcem, w Kowalówce, a jutro wyruszamy w kierunku Przemyśla. Od samego początku narzuciliśmy sobie reżim, dzięki czemu średnio pokonujemy dziennie ok. 230 km.

Najbardziej we znaki dają się siedzenia. Dziś jest już trochę lepiej, ale długo trwało to przyzwyczajanie się do spędzania w siodełku nawet 10 godzin dziennie. Jak dotąd mieliśmy tylko jedną awarię. Krzychowi pękła obręcz i spędziliśmy na słońcu 4 godziny, czekając, aż sprawny mechanik zaplecie koło na nowej rafce. Tego dnia nie było więc już mowy o dalszej jeździe, ale nie ma tego złego.

Na trasie naszej wyprawy staramy się odwiedzać najbardziej wysunięte, przygraniczne punkty Polski. W końcu to maraton dookoła Polski. Dzięki temu przekonałem się, że Mazury potrafią dać rowerzyści w kość. Takich podjazdów spodziewałbym się w Bieszczadach, ale nie tam!

Zaplanowaliśmy objechać Polskę  w 20 dni, ale możliwe, że uda nam się osiągnąć cel w 18 dni. Wyjeżdżamy bardzo wcześnie, bo już o 6:00 rano jesteśmy w drodze. Na miejsce docieramy w okolicach godziny 15:00, co pozwala nam nie tylko wypocząć i solidnie się wyspać, ale i przeprać ciuchy, które rano czekają na nas suche i gotowe na najbardziej ekstremalne wyzwania.

Jazda z sakwami to dla mnie doświadczenie nowe, ale niezbyt bolesne. Zwłaszcza, że ograniczyliśmy bagaż do niezbędnego minimum. Praktycznie nie mamy żadnych cywilnych ciuchów, wyłącznie kolarskie, nie licząc lżejszego obuwia na zmianę. Do tego podstawowe narzędzia i tym sposobem mój rower obciążony jest dodatkowo o 9 kg.

Towarzyszy nam świetne samopoczucie i właściwie wszędzie, gdzie się pojawiamy bardzo życzliwe przyjęcie. Pięknie podjął nas Andrzej Piotrowiak, któremu raz jeszcze dziękuję za możliwość wypoczynku, obfite śniadanie i zimną colę.

Przed nami Polska południowa. W górach planujemy każdego dnia przejechać maksymalnie 150 km. Z sakwami to i tak będzie spory wyczyn.

Nie powinienem tego mówić uprawiającym kolarstwo i preferującym zdrowy styl życia, ale tym, co stawia nas na nogi po całodziennej jeździe jest zimne piwo. No, to kończę moje doniesienie z trasy i pędzę się zregenerować, bo pianka w kuflu opada. Niedługo znów się odezwę!

Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

Marek Zadworny

P.S. W sobotę, 10 lipca około godziny 10:44 Marek i Krzysztof dojechawszy do Cisnej osiągnęli półmetek wyprawy. Zatrzymali się więc na w pełni zasłużone drugie śniadanie. Nocleg zaplanowali za Duklą.

Facebook