Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
21.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Nareszcie Łobeski Maraton Rowerowy
19 lipca 2010
Wyniki i ranking po Gorzowie 2010
25 lipca 2010

O planach zorganizowania wyprawy rowerowej dookoła Polski pisałem już wcześniej. Plany planami, ale nadszedł czas realizacji przedsięwzięcia.

2 lipca 2010r.
Piątek – dzień 1

Wstaję wcześnie rano podniecony wyjazdem. Rowery są już przygotowane łącznie z sakwami. Doświadczeniem uczestnictwa w maratonach przygotowałem sobie na śniadanie makaron z chińszczyzną. Część zjadłem, a resztę zapakowałem w małe dwa plastikowe pojemniki i do sakwy. Przygotowałem również 6 placków naleśnikowych, i zapakowane w folię aluminiową spakowałem również do sakwy. Mówię sobie – mamy troszkę jedzenia na dzisiejszy dzień.

Ok. 7 rano przychodzi Krzysiek i razem sprawdzamy czy wszystko zabraliśmy. Z ubrań oprócz drugiego kompletu stroju kolarskiego każdy zabrał jakieś krótkie spodenki, koszulkę oraz lekkie klapki, do tego środki czystości emulsje do opalania z największym faktorem, puder i inne środki niezbędne w długiej jeżdzie na rowerze. Do tego jeszcze niezbędne drobne narzędzia , dętki, opona, oliwka itp. Całość ekwipunku waży ok.20kg więc każdy z nas dodatkowo będzie wiózł 10kg.

Przed 8 rano jedziemy na Plac Zwycięstwa gdzie zaplanowaliśmy pożegnanie z Gryficami. O 8 rano żegnają nas koledzy i koleżanki, Pan Burmistrz Gryfic Andrzej Szczygieł który jest głównym sponsorem wyprawy, Zastępca Burmistrza Pan Tomasz Malczewski oraz nasze rodziny. Parę minut po 8 ruszamy. Plany na dzisiaj to etap ok.240km – Kołobrzeg, Koszalin , Darłowo , Ustka , Słupsk, Wicko i nocleg po 240km w Charbrowie. Po drodze oczywiście zjedliśmy wszystko co naszykowałem . Po zakwaterowaniu i kąpieli poszliśmy zrobić zakupy – jedzenie na dzisiaj i na jutro rano. Wieczorem przy oglądaniu meczu zasnąłem.

Sobota – dzień 2
Obudziłem się jak zwykle ok. 4 rano. Bardzo bolą mnie mięśnie , ale wiem że jak wsiąde na rower- przejdzie. Krzysiek zaraz też wstaje, pijemy kawę jemy zupki makaronowe ubieramy się i o 6 rano ruszamy – plany ? 190km. Chabrowo , Wicko , Karwia , Władysławowo , Gdynia , Sopot , Gdańsk , Stegna , Nowy Dwór Gdański i nocleg w Rychnowach. Bardzo męczący przejazd przez Trójmiasto. Po tym etapie bardzo boli mnie tyłek. Jest gorąco, więc często się zatrzymujemy żeby pić coś zimnego. Po zrobieniu zakupów i zjedzeniu kolacji oglądając mecz zasypiam.

Niedziela – dzień 3
I znowu jak poprzednio po uprzednim wypiciu kawy i zjedzeniu makaronu z zupki ruszamy o 6 rano. Plan na dzisiaj to ok.190 km . Nowy Dwór Gdański, Elbląg. Po drodze tuż za Elblągiem trafiamy na poważny wypadek samochodowy i jesteśmy zmuszeni przez Policje do objechania tego odcinka drogi , a ja korzystam z zaproszenia kolegi Andrzeja Piotrowiaka i dzwonię do Niego. Andrzej zaprasza nas do Fromborka na śniadanie i zimną colę. Oj tego nam było trzeba po niespodziewanych górkach. Po chwilowym odpoczynku i „ naładowaniu baterii „ jedziemy dalej przez Braniewo , Pieniężno , Bartoszyce i nocleg w Korsze, ale że byliśmy wcześniej , dobrze nam się jedzie więc podejmujemy decyzje o dalszej podroży. Dojeżadżamy do Węgorzyna gdzie znajdujemy nocleg. Zrobiliśmy ok. 240km. W Węgorzynie zakupy, kolacja i spanko.

Poniedziałek – dzień 4
Wyruszając o 6 rano nie wiedzieliśmy że będzie to najdłużej spędzony dzień w podróży. Jedziemy w nieznane nam tereny- Gołdap i Wiżajny gdzie wzniesienia przypominają mi Bieszczady. 30km przed Sejnami pęka obręcz w tylnym kole Krzyśka rowerku. Przepakowujemy prawie wszystko z sakw Krzyśka do moich , ustawiamy kolo żeby przy biciu nie obcierało o rower i jedziemy do Sejn gdzie po poszukiwaniach sklepu i kogoś kto może rozwiązać problem .Mamy przymusowy postój / 4 godziny/ czas znalezienie obręczy i naprawy koła. Do leśniczówki Wilkownia gdzie mamy nocleg zjawiamy się ok.20. Zrobiliśmy ok.220km i bardzo zmęczeni sytuacją, upałem kładziemy się spać.

Wtorek – dzień 5
Godzina 6 rano wyjazd . Pogoda jak co dzień – gorąco a póżniej parno i słychać że zbliża się burza. Skracamy dzisiejszy etap i po 190km zatrzymujemy się w Narewce na nocleg.

Środa – dzień 6
Z Narewki ruszamy o 6 , na dworze lekko pada więc poranek inny niż poprzednie . Już po 2 godzinach przestaje padać i robi się ciepło wiec zatrzymujemy się na stacji CPN żeby się przebrać. Nocleg mamy zarezerwowany w Woli Uhruskiej i wedle moich obliczeń mieliśmy przejechać 190km ale w Terespolu okazuje się że popełniłem błąd w obliczeniach i mamy do przejechania jeszcze ok. 100km. Jednak dzień był spokojny, mieliśmy korzystny wiatr więc do miejsca noclegu po 270km dojechaliśmy po południu. Nie było tak żle i był to najdłuższy etap naszej wyprawy.

Czwartek – dzień 7
Rano wszystko już robimy prawie mechanicznie- toaleta, kawa, Makaron z zupek i wyjazd o godzinie 6. Dzień bardzo gorący, częste postoje w celu uzupełnienia płynów, bo przecież to co mamy w bidonach po chwili nie nadaje się do picia. Przejeżdżamy 185km i wczesnym popołudniem jesteśmy w Kowalówce gdzie mamy nocleg. Tu pierwszy raz dokładnie czyścimy łańcuchy wcześniej kupując pędzelek i benzynę-a jest co czyścić. To ostatni etap wyprawy po w miarę równinnym terenie. Ja jak zwykle idę spać wcześniej , Krzysiek lubi pooglądać TV.

Piatek – dzień 8
Wyjazd 6 rano. Jedziemy przez Jarosław do Przemyśla gdzie przed wjazdem do miasta zatrzymujemy się na posiłek – ja śmietana i bułki , Krzysiek jogurt z bułkami. Przemyśl- cudownie położone miasto, byliśmy zachwyceni widokami miasta, ale już poza miastem miny mieliśmy nieziemskie. Od razu podjazdy i to dwa takie konkretne. Póżniej już jak to w Bieszczadach- równo nie jest. Dojeżdżamy do Ustrzyk Dolnych i do Hoszowa gdzie nocujemy.

Sobota – dzień 9
Wiem że czeka nas ciężki dzień. W ubiegłym roku byliśmy tu na maratonie ale wcześniej z Ulą jechaliśmy rowerem z Cisnej do Ustrzyk Górnych . Wyruszamy też o 6 i po ok. 2 godzinach docieramy do Ustrzyk Górnych, gdzie przy sklepie robimy sobie przerwę na śniadanko – zimne karmi i bułki słodkie. Po kilkunastu minutach wyruszamy dalej i do Wetliny mamy dwa spore podjazdy. Pózniej już jest ok. Cisna , Komancza, Dukla gdzie mieliśmy mieć nocleg ale od rana nie mogłem się dodzwonić i po przyjeżdzie nie było nikogo w domu więc nie ryzykujemy tylko jedziemy dalej aż do Folusza / 185km / zmęczeni, po kapieli i posiłku idziemy spać.

Niedziela – dzień 10
Po ciężkim poprzednim dniu dzisiaj w planach jest 140km ale też w terenie górzystym. Wyjeżdżamy jak zwykle o 6 i już widać że dzisiaj najbardziej da nam się we znaki temperatura. Jedziemy przez Gorlice do Nowego Sacza. Tam już przy temperaturze 32stopni jemy śniadanko przy Lidlu. Póżniej do Starego Sacza i drogą z pięknymi widokami do Krościenka nad Dunajcem. W czasie jazdy mój drugi licznik z termometrem wskazywał 37stopni – żar leje się z nieba. Dojeżdżamy do mieścinki Stare Maniowy gdzie nocujemy, ale przy takiej temperaturze nie daje się spać.

Poniedzialek – dzień 11
Poniedziałek zaplanowaliśmy sobie również spokojniejszy – wyjazd o 6 – Nowy Targ i do Zakopanego ale wjeżdżamy od strony najwyżej położonej wioski w Polsce – Zębu. Od Poronina jest tu spory podjazd aż na samą Gubałówkę. Tam zjeżdżamy do Zakopanego i kierujemy się na Czarny Dunajec, póżniej na przełęcz Krowiarki i do Zawoi gdzie mamy nocleg. Jak co dzień kąpiel i jedzonko a później najprzyjemniejsza rzecz- odpoczynek.

Wtorek – dzień 12
Tego dnia się najbardziej obawiałem – podjazd pod przełęcz Salmopolską. Rano wyjeżdżamy jak zawsze o 6 i aż dziwne ale do Żywca jedziemy ze średnią prawie 30km/godz. W Żywcu jemy słodkie bułki i jedziemy do Szczyrku a potem do Wisły. Podjazd pod Salmopol nie był taki grożny. W Wiśle jemy obiad i jedziemy dalej na Cieszyn i do Jastrzebia Zdrój. Nocujemy w Pielgrzymowicach w uroczym gospodarstwie agroturystycznym. Dzisiejsza trasa to 160km.Krótko ale ciężko- upał i Salmopol. To nic w porównaniu z jutrzejszym morderczym dniem, ale o tym przekonaliśmy się dopiero
następnego dnia.

Środa – dzień 13
Rano o 6 wyjazd i po błądzeniu po Śląsku – Wodzisław Ślaski, Racibórz jedziemy w kierunku na Prudnik. Jedzie się super- szybko i bez zbytniego zmęczenia jedynie ten upał. W międzyczasie rozmawiałem telefonicznie z rodzinka ze Szczytnej i zaproponowali nam nocleg . Planowany odpoczynek był w Otmuchowie ale byliśmy dosyć wcześnie więc zdecydowaliśmy się jechać do Szczytnej.

No i się zaczęło…Początkowo też było ciężko 35stopni otwarta przestrzeń niby jazda po prostej ale nie możemy jechać szybciej niż 20-22km/godz. Ale później już za Złotym Stokiem zaczyna się podjazd Mąkolno do Kłodzka. Wyobraźcie sobie 37 stopni podjazd i roboty drogowe – co chwila światła starty pod górę od zera i jeszcze ten nowy asfalt który podnosił temperaturę o parę stopni. Przejeżdżając obok widziałem jak robotnicy się śmiali z takich wariatów.

Do Kłodzka dojechaliśmy wypompowani i jak na złość żadnego sklepu po drodze. Wiedziałem, że jeszcze parę km i będzie CPN więc będzie można „zatankować” Ja czułem że już mam braki paliwowe. Na Orlenie hot-dog i cola i paliwa starczyło na ok.10km.Ostatni podjazd przed Szczytna i myślałem, że zsiąde z roweru. Jechałem 7-8 km/na godzinę dosłownie na oparach. Wreszcie zjazd i jesteśmy u kuzyna. 250km – MASAKRA.

Czwartek – dzień 14
Dzisiaj mamy dojechać do Kowar. Zaprosił nas do siebie jeden ze sponsorów naszego Klubu Rowerowego Gryfland oraz naszej wyprawy Sławek Ciszek z firmy PENCO. Do przejechania jest ok.125km więc nie tak dużo. Wyjeżdżamy wyjątkowo o 7 rano i ok.12 jesteśmy już w Kamiennej Górze i kierujemy się na Kowary. Ale tu nas czeka sporej dlugości podjazd . W Kowarach jesteśmy dosyć wcześnie więc jest dłuższy czas na odpoczynek.

Piątek – dzień 15
W nocy była burza – waliło jak diabli i o k. 5 rano dalej padało, więc chyba nie wyruszymy w taki deszcz, ale już o 6 przestaje padać i zaczyna się robić fajnie. Wyjeżdżamy z Kowar o 6:30 i jedziemy do Jeleniej Góry i dalej do Gryfowa Śląskiego gdzie przyjmuje nas Pan Burmistrz . Gryfów Śląski to miasto partnerskie Gryfic. Pan Burmistrz proponuje nam nocleg ale uprzejmie odmawiamy argumentując decyzję dalsza jazdą. Pan Burmistrz zaprasza nas na śniadanie i po spożytym posiłku wyruszamy w dalszą drogę – Lubań , Żagań do Lubska gdzie nocujemy. Ale ten nocleg przejdzie do historii.

Wyobraźcie sobie hotel pokój na poddaszu mały z małymi okienkami temperatura 35 stopni i brak możliwości przewiewu. W nocy nie szło spać, z Krzyśkiem moczyliśmy ręczniki w zimnej wodzie i się nimi przykrywaliśmy.

Rano przy otwartym oknie różnica temperatur miedzy dworem a pokojem była znaczna – w pokoju nie było czym oddychać ale nie było jak zrobić przewiewu.

Sobota – dzień 16
Rano jak najszybciej chcieliśmy wyjść na zewnątrz . Wyjazd o 6 rano i kierujemy się na Krosno Odrzańskie i dalej w kierunku na Słubice. Ok. 8km przed Słubicami widać było że się coś „waży” na niebie ale wcześniej też tak było i był spokój ale tu za chwilkę rozpętała się taka burza z opadami. Jeszcze nigdy nie jechałem w takich warunkach- pioruny waliły strasznie , deszcz padał tak że nie było widać drogi a ja nie mogłem się zatrzymać bo postój w takich warunkach pod drzewem to samobójstwo. Więc jechałem dalej – przede mną wiatr łamał gałęzie a ja tylko wyglądałem jakiś zabudowań.

I wreszcie CPN.Szczęśliwy dojechałem przebrałem się w suchy strój i poczekałem na Krzyśka który zatrzymała się na ostatniej wiosce. Ok. 12 przestało padać i zrobiło się ciepło więc mogliśmy jechać dalej.

W Słubicach zajeżdżamy do Krzyśka kuzyna Pijemy kawkę i jedziemy dalej. Kostrzyń i dalej Mieszkowice gdzie mamy nocleg załatwiony przez naszego kolegę z maratonów Jurka Pikułę z Gorzowa. Na miejscu jesteśmy ok.15 przejeżdżając ponad 170km. Po zrobieniu zakupów odwiedził nas Jurek z dwoma kolegami z Klubu Rowerowego CYKLISTA z Gorzowa Wlkp. Pogadaliśmy, pośmialiśmy się i po godzince Jurek z kolegami pojechali do domku a my na odpoczynek.

Niedziela – dzień 17
Rano widać po drzewach wiatr, który wieje akurat z północy czyli nam naprzeciw. Kierujemy się na Chojnę, Gryfino, Szczecin, Goleniów i po 130km dojeżdżamy do Przybiernowa gdzie zaprosili nas i ugościli Bogusia i Mirek Żabkiewiczowie.

Poniedziałek – dzień 18
Po porannej kawie i rozmowach od Bogusi i Mirka wyjeżdżamy dosyć późno bo ok.9:30 kierując się na Wolin i Świnoujście .Przed samym promem widzimy rowerzystę , myślimy że turysta a to kolega z klubu rowerowego Uznam w Świnoujściu, który zwolnił się na chwilkę z pracy żeby nas przywitać. Odprowadza nas na prom i wraca do swoich obowiązków.

Na promie spotykamy następnego kolegę z maratonowych tras. Dopływając do brzegu zauważamy Czarka Dobrochowskiego i innych Jego klubowych kolegów. Po chwili rozmowy Czarek prowadzi nas do „niespodzianki” –Telewizja – Prasa . Po chwili rozmowy wraz z Czarkiem wracamy na prom i dalej w drogę. Pod Międzyzdroje odprowadza nas Czarek a dalej już sami.

Powracają górskie klimaty, ale dobrze że na krótko. Dziwnów , Rewal ,Niechorze. W Pogorzelicy znajdują nas dwaj koledzy z Klubu Rowerowego GRYFLAND- Andrzej Semkowicz i Darek Stalewski którzy wyjechali nam naprzeciw i dalej już do Gryfic jedziemy razem. W Gryficach jesteśmy zaraz po 17 witani przez Burmistrza Gryfic Andrzeja Szczygła i nasze rodziny.

Marek Zadworny

Facebook