Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Sztafeta kolarska 14 x 53 km – Barlinek 2008
13 lipca 2008
Ruszyły zapisy na VII GMR
14 lipca 2008

Szaleństwo do sześcianu

Na pierwszej pętli przed Zwoleniem przyszły mi do głowy myśli, że odpadnę z grupy. Z uwagi na duchotę, silny boczny wiatr (nie mieściłem się w wachlarzu), nierówną nawierzchnię, szaleńcze tempo. Ze 6 razy zostawałem kilka metrów za czołową grupką i podganiałem. Dopiero po interwencji Roberta (co czuwał nad wszystkim) tempo spadło o 2km/h i mogłem komfortowo jechać dalej.

Na drugiej pętli – burza. Dojeżdżaliśmy do Kozienic. Dlaczego wiatr nie postrącał nas z rowerów? Dlaczego się nie utopiliśmy bo trudno było oddychać? Dlaczego grad był takiej maksymalnej średnicy by bolało ale nie robił ran na ciele? I wreszcie dlaczego na liczniku dostrzegłem 43 km/h?
Nie powiem – czekałem na deszczyk bo było gorąco. Ale jak nadszedł jechałem patrząc na jedno oko bo jakbym w nie oberwał to otworzyłbym drugie by zobaczyć gdzie jest pobocze by się zatrzymać…

Na trzeciej pętli – kapeć. Zatem razem z rowerem wskoczyłem do samochodu. Tam założyłem rezerwowe koło Oskara i za 3,4km już byłem na trasie. Za 2h na postoju mogłem znowu założyć moje naprawione kółko! Tu jest miejsce na podziękowania dla ekipy wozu technicznego! Bez tych ludzi bylibyśmy w Kazimierzu na 14:30 !!!!

Dzię – ku – je -my

Na trzecią pętlę pojechał jeszcze Krzysiek. Zaprawdę powiadam Wam lista powodów dla, których przerwał jazdę po 3 pętli jest jest długa i poważna i mądra. W Kozienicach Oskar położył się na przejściu dla pieszych przy dohamowywaniu do zakrętu. Potem bolało Go kolano. Nie mógł jechać dalszych 400km… prawda?

Czwarta pętla to bardzo przyjemna deszczowa pętla. Lecieliśmy bezpośrednio na Zwoleń. Bardzo fajnie się jechało. Postanowiłem, że na piątej ja pociągnę ten odcinek. W ogóle to mam wrażenie, że za mało się starałem, ktoś za mnie odwalił kawał mojej roboty. Byłem przeciętnym robolem w tej grupie. No trudno jestem słabszy… Ale, że aż 13 dojechało do mety? No gratuluje wszystkim było piekielnie ciężko z uwagi na tempo i pogodę. Krzyśkowi też gratuluję słusznej decyzji.

Piąta pętla. Prowadzę do Zwolenia. Cały czas świecę diodą z kasku na licznik by nie przekraczać 34km/h. A przed nami horyzont w zygzakach błyskawic. Potem my wśród piorunów i pioruny za nami. Czyż kolarstwo maratońskie nie jest piękne? I świt przy końcu pętli.
Drugie jedzonko na 500km. …i jeszcze chcesz jechać 200? yyyy?

Noc przejechałem w podstawowym stroju kolarskim plus rękawki i nogawki, buty i skarpetki od Szerszeni. Zatem jak wszyscy chwalili – noc była na szczęście ciepła. Znaczy… ogólnie… pogoda była… znośna.

Szósta petla. Jasno. Robię błąd taki jak na imagisie. Zapominam o regularnym piciu – a jest pod dostatkiem. Przez 30km funduje sobie ten kryzysik ale łapie się na tym i potem 40km dopajam się umiejętnie i staje na nogi.

Siódma pętla. To przepiekny kolarski poranek! Słońce schowane za warstwą chmur nie przypieka, wiatr żaden na końcówce w plecy. Urocza pętla, po prostu urocza. Bolą mnie podeszwy spuchniętych mokrych od 20 godzin stóp. Obtarcia spodenkowe piłowane non stop – czuje je. Wiemy dużo wcześniej, że się uda. Nie musimy się dzielić i wysyłać delegacji na 12 do Kazimierza. Na końcówce. Pomagają nam urowerowani kibice. Czasem chcą jechać za szybko. Każdy kto tego próbował był na całej trasie wygwizdywany i im też się dostało.

Mnie się zdaje, że jechaliśmy 23h 50min. Czas jazdy 20h ( +6min w aucie). 696.67km w 1200min – ładnie co? Czyli niecałe 2h postojów….

BRAWA za pomysł i organizację! BRAWA i PODZIĘKOWANIA ekipie z wozu technicznego! BRAWA i PODZIĘKOWANIA dla wszystkich uczestników. Szczególne wyrazy podziwu dla tych 4-5 silniejszych ode mnie bez których nie zdążylibyśmy na 12 w limicie.

UDAŁO SIĘ ! HURRA! Nie muszę myśleć o poprawce za rok. Tylko się cieszyć i cieszyć…

Adam Filipek

zobacz również krótką relację w Dzienniku Wschodnim.

Facebook