Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2017

Oborniki Wlkp.
22.04

Gryfland Nowogard
29-30.04

Stargard
13.05

Radków
20.05

Choszczno
27.05

Łask
04.06

Świnoujście
10.06

Wolsztyn
24.06

Nietążkowo
1.07

Zieleniec
22.07

Karpacz
02.09

Rewal
16-17.09

Romka posezonowe wspomnienie z Liczyrzepy

Rędzińska po raz trzeci, czyli GIGA na Liczyrzepie

Krótka relacja z zawodów Maraton Liczyrzepa w Karpaczu w dn. 6.09.2014 r.

null

„Kiedy duch i serce jest silniejsze niż ciało
to ból wśród nieszczęść uczynił Cię skałą.
Tylu już przegrało, zabiła ich słabość,
Ty wśród nich wyciągasz dłoń po wygraną.

Nie czas wątpić, gdy się wali
silniejsza ma być wiara,
a przeciwności z bara rozwalać jak taran.
Trza spalać granice starań i przekraczać słabości ciała”

(…)

Na szczycie mieliśmy bufet. I znowu się okazało, jak ostatnio w Zieleńcu, że na pierwszy bufet dojechałem z pełnymi bidonami! A to znaczyło, że zaniedbałem gospodarkę płynami. Ostrzeżeni przez obsługę bufetu przed niebezpiecznymi zjazdami, za przyczyną których już ktoś znalazł się w szpitalu, zjeżdżamy do samych Pisarzowic, aby następnie zjechać na drogę główną prowadzącą do Kowar, czyli krótko mówiąc : właśnie stanęliśmy przed długim podjazdem pod Przełęcz Kowarską.

Tą trasą akurat lubię podjeżdżać i miałem chęć poprowadzić, ale tym razem na czele grupki naszej 4-osobowej stanął młody kolarz, który nadał dość solidne tempo i po czym, nie mogąc się utrzymać, odpadłem. Już miałem przed oczami perspektywę jazdy samemu, która to spowodowała, że się ostatecznie zmobilizowałem i udało mi się dogonić grupkę. I w tym składzie dojechaliśmy do Przełęczy, a tam na zjeździe już, my z Mariuszem, pilnowaliśmy się nawzajem, starając się zjeżdżać tym samym tempem.

Zakończeniem sekwencji zakrętów była długa prosta, na której było skrzyżowanie do centrum Kowar i jednocześnie miejsce, w którym zaczynała się i kończyła pętla. A w dystansie mega, który z Mariuszem jechaliśmy, były takie dwie. Więc dziarsko ruszyliśmy dalej, zadowoleni z dobrego tempa pierwszego kółka, z którego każdy z nas był bardzo zadowolony.

Jednakże zdawaliśmy sobie sprawę, że drugie koło będzie wolniejsze, gdyż raczej nie utrzymamy takiego tempa. Wspaniały pokaz wsparcia, dał mi Mariusz przed końcówką podjazdu pod Przełęcz Karpnicką, gdzie już się poddawałem, stwierdzając, że niech jedzie dalej sam. Udzielił mi wsparcia, motywując do wysiłku i pokonaniu ostatniego fragmentu wzniesienia. I faktycznie zadziałało, po chwili zjeżdżaliśmy dalej w dół, a ja odzyskując siły, mogłem poprowadzić Mariusza przez płaski odcinek.

Po drodze spotkaliśmy Anię, która jechała w tej chwili samotnie dystans giga. Byłem pełen podziwu dla jej postawy i dzielności, a przy okazji spotkania obdarzyła mnie taką dawką optymizmu i uśmiechu, że od razu zaczęło mi się jechać lżej i jakby zmęczenie zelżało. Wspaniała postać!

A my z Mariuszem, podbudowani pozytywnymi wibracjami powoli zbliżaliśmy się do Janowic, po drodze mijając się z jadącymi z naprzeciwka zawodnikami etapu mini wśród, których mignął mi Wojtek, machający mi na powitanie. Reszty jego kolegów nie zdążyłem dostrzec.

A my z Mariuszem już przymierzamy się do kolejnego podjazdu pod Miedziankę, która tym razem była bardziej dokuczliwa niż poprzednio. Ale mając dobre wsparcie, jechało mi się dobrze. Tak rozmawiając po drodze, Mariusz przyznał się, że ma zamiar nazajutrz jechać na Śnieżkę z Karpacza w ramach zawodów.

Nie powiem, ale wzbudził we mnie podziw i szacunek, co mogłem szczególnie docenić, odnosząc się do swojego obecnego samopoczucia. I tak poruszając różne, ciekawe tematy, o tym i o owym, dojechaliśmy do Wieściszowic, a to oznaczało, ni mniej, ni więcej, że trzeba szykować się na ostateczną rozprawę z panią Rędzińską :)

(…)

Roman Pindel

Więcej na facebookowym profilu Romana (klik).