Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Karpacz
25.08

Choszczno
1.09
Trening z trenażerem
11 października 2008
Dura-Ace Di2 do jazdy na czas i triatlonu
13 października 2008

Przykład rowerów szosowych dowodzi dobitnie, że wynalezienie… MTB miało przełomowe znaczenie dla sprzętu na dwóch kółkach w ogóle. Ujmując rzecz wprost – współczesne szosówki bez górali w ogóle by nie istniały.

Wystarczy przypomnieć sobie, jak wyglądały klasyczne kolarzówki 20 lat temu, by dostrzec, że dzielą nas od nich lata świetlne. Cieknie, stalowe ramy, z rurek łączonymi mufami, przerzutki Campagnolo sterowane za pomocą manetek montowanych na rurze dolnej ramy, oponodętki przyklejone do obręczy, pedały z noskami, ściągnięte skórzanymi paskami…. Wystarczy argumentów?

Przepływ techniki i technologii
Nieprawdą jest także to, że technika stosowana w szosówkach stała zupełnie w miejscu, bo warto wiedzieć, że np. pierwsze ramy tytanowe pojawiły się już w latach siedemdziesiątych (o dziwo w USA), w tymże dziesięcioleciu powstały również np. kompletne zestawy kół a la Mavic Ksyrium, czy pedały przypominające późniejsze zatrzaski, ale żadna z idei nie zdołała się przebić do powszechnej świadomości. Środowisko szosowe zawsze należało do wyjątkowo konserwatywnych, gdzie wszelkie nowinki przyjmowane były wyjątkowo niechętnie.

Chyba jako pierwsza przekonała się o tym boleśnie firma Giant, która zaprezentowała model TCR, wzorowany na góralach, z mocno opadającą rurą górną (sloping) ramy, który początkowo był wyśmiewany, a potem… powszechnie kopiowany. Aluminiowa, rurowa rewolucja także w przypadku rowerów szosowych przebiegała wolno, a rozwiązania typu stery a-head, a nawet rury sterowe o średnicy 1-1/8 cala, przyjęły się zdecydowanie później niż wśród górali.

Faktem jest, że praktycznie wszystkie nowe pomysły na szosie pochodziły od firm, które pierwotnie zajmowały się rowerami górskimi. Aluminiowy Klein, Giant, Cannondale, karbonowe Trek, czy Scott, listę możnaby ciągnąć długo. Więcej, dziś czołówkę wszelkich rankingów okupują nadal te same firmy z aktualnymi modelami szosowymi, najlżejszy rower seryjny to Scott Spark, najsztywniejszy Storck itd. Rewolucja byłaby jeszcze głębsza, gdyby nie UCI.

Znaczenie UCI w rozwoju rowerów
Władze UCI z jakiegoś dziwnego powodu poczuły się zagrożone rozwojem sytuacji i w pewnym momencie wprowadziły przepisy restrykcyjnie opisujące cechy roweru szosowego. Podobno w imię wyrównywania szans krajów biedniejszych określono kształt ramy, ograniczając go do „klasycznego”, z dwoma trójkątami. Nowe przepisy oznaczały katastrofę dla działów projektowych.

Giant musiał w kolejnym sezonie po prezentacji TCRa przesunąć o centymetr ku górze rurę górną, by spełnić wymagania UCI. Z tego też samego powodu Trek zaprzestał produkcji modelu Y-Foil, z nietypową, karbonową ramą, ale bez rury podsiodłowej. Pomysły konstruktorów są wprawdzie genialne pod względem np. ergonomii, czy aerodynamiki, ale niestety nie da się ich w związku ze wspomnianymi przepisami zastosować w sporcie.

A to oznacza dla odmiany, że czego nie używają zawodnicy, tego nie będą używać naśladujący ich amatorzy. Po dodaniu kolejnego przepisu, określającego masę minimalną na 6,8 kg dla kompletnego roweru, otrzymujemy obraz gatunku rowerowego, w którym konstruuje się to, na co zezwalają przepisy, a nie prawa fizyki. Ba, niekiedy można mieć wrażenie, że do głosu dochodzą indywidualne preferencje starszych panów, bo skreślenie z listy sprzętu dozwolonego kół Spinergy dotąd nie udało się przekonująco uargumentować. Szprychy z karbonowych płatów miały być niebezpieczne, za to aerodynamiczne stalowe, płaskie prawie jak żyletki, takie nie są….

Trendy i owędy – czysty wyczyn
W wyniku przedstawionych powyżej wpływów rowery szosowe dziś to wynik pewnego kompromisu, gdzie stosuje się nowoczesną technikę, jednocześnie nie wykorzystując np. do końca możliwości tkwiących w kompozytach. Firmy konkurują w określonych ramach, dopracowując detale. Ze względu zaś na zastosowanie wyróżnić można trzy podstawowe typy rowerów. Pierwszy z nich to szosówki wyczynowe, lekko przekraczające tylko granicę 6,8 kg.

Wykonane prawie wyłącznie z karbonu, podobne mają też widelce, jak też szereg rozwiązań ograniczających masę, typu – zintegrowane łożyska środka suportu i sterowe, czy też przedłużane rury podsiodłowe. Tego typo rower zmusza do przyjęcia wybitnie aerodynamicznej pozycji. Po włożeniu do niego najlżejszego dostępnego zestawu napędowego SRAM Red i lekkich kół LEW Racing może się okazać, że będzie ważył niecałe 6 kilogramów. Firmy zamiast więc nadal obniżać masę ścigają się dziś pod względem podnoszenia sztywności konstrukcji. Do ideału maszyny kosmicznie lekkiej i fantastycznie mocnej brakuje już naprawdę niewiele. Topowe warianty tego typu sprzętu kosztują 20 i więcej tysięcy złotych, ale modele podstawowe można kupić już nawet za ok. 8 tys.

Trochę łagnodniej
Nie każdy człowiek jeżdżący na szosówce jest od razu wyczynowcem, co na szczęście zauważyli producenci. Tak naprawdę rowery z tendencją ku komfortowi nadają się dla większości użytkowników kolarzówek. Oznacza to złagodzenie geometrii, z wyższą rurą sterową, ale krótszą rururą górną ramy, jak też zastosowanie szerszego zakresu przełożeń. Typowy rower tego typu ma kompaktową korbę z przodu (50-34 z.), ze zmniejszonymi zębatkami, za to dużą zębatkę z tyłu, nawet o 27 zębach i kierownicą niemal na poziomie siodła. Szczególnie lekki być nie musi, dlatego też godne polecenia są nawet niektóre egzemplarze za 2000 zł. Za 3500 tys. kupimy już maszynę naprawdę dobrą.

A co to?
Dla tych, dla których kierownica typu baranek to ciągle zbyt wiele, wymyślono sprzęt nazywany speed bike, fitness bike lub w inny podobny sposób. Jest to pomost między rowerami crossowymi, a więc sprzętem turystycznym, a szosowymi, a więc przynajmniej teoretycznie wyczynowym. Taki fitness bike to w gruncie rzeczy szosówka, ale z prostą kierownicą, dla tych, którzy doskonale od razu wiedzą, że w życiu nie przyjmą ekstremalnie zgiętej pozycji, by sięgnąć do dolnego poziomu baranka.

Także napęd w tego typu rowerach jest jak najbardziej szosowy, za to manetki już specjalne. I tak naprawdę tego typu rower będzie najlepszy dla większości osób używający szosówek treningowo. Szersza kierownica pozwala na pewniejsze prowadzenie i nie katuje pleców. Trudno jednak wyglądać na nim jak Lance Armstrong, co dla wielu może odgrywać pewne znaczenie. Tego typu rowery mogą kosztować nie więcej niż 2000 złotych, ale nie będą wówczas wybitnie lekkie.

Źródło: bikeWorld.pl.

Facebook