Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
V Supermaraton Rowerowy Dookoła Zalewu Szczecińskiego
6 maja 2005
Maraton odbył się w Świnoujściu
24 maja 2005

Jerzy Złotowski

Impreza super, brało w niej udział około 5000 uczestników w różnych dyscyplinach i na różnych dystansach. Były to biegi, rolki, kajaki i rowery. Jak w regulaminie zaznaczono „żadne zawody, żaden wyścig” – kompletna bzdura a świadczy o tym sposób jazdy i rezultaty na mecie. I tak we wszystkich dyscyplinach poza kolarskimi była klasyfikacja. W kolarstwie do wyboru były następujące dystanse: 42km, 70km, 110km, 150km, 200km. Z Polski startowało 22 osoby (11-Gorzów Wlkp., 8-Barlinek, 2-Wałbrzych, 1-Lubsko). W zeszłym roku startowało na tej imprezie 8 osób z Gorzowskiego Klubu Rowerzystów Cyklista i organizator idąc za ciosem w tym roku podał regulamin także w języku polskim.

GKR Cyklista może sobie przypisać reklamowanie tej imprezy co spowodowało taki napływ startujących w tej imprezie naszych koleżanek i kolegów z innych miast. Dzień wcześniej zameldowaliśmy się w biurze zawodów pobierając mapki i numery startowe. Zrobiliśmy także rozpoznanie terenu oraz małą rozgrzewkę do miejsca zamieszkania. A gościła nas przesympatyczna rodzina. Małżeństwo Sabine i Gerhard Kulisch z synem Martinem. Angażując w te nasze noclegi wszystkich swoich sąsiadów (a mówią że Niemcy nie są gościnni).Rodzina ta przyjeżdża do nas na nasze imprezy i tak to nawiązuje się wspaniały kontakt z rowerzystami zza Odry.

Rano o godz 5.30 pobudka wszak o 8.00 start na dystans 150km. Okazuje się , że niektórzy z kolegów nie spali całą noc przeżywając dzisiejszy start, inni natomiast nie spali z powodów dźwięków (hrhrhr) wydobywających się z sąsiednich łóżek Ja spałem wyśmienicie i całkowicie zrelaksowany wstawiłem ryż na kuchenkę, sam oddając się porannej gimnastyce. Po węglowodanowym posiłku mogłem szykować sprzęt do tej maratońskiej próby. Zdałem sobie sprawę, że po wczorajszej mojej (nieskromnej) deklaracji „ja nie przyjechałem na wycieczkę lecz utrzymać przynajmniej zeszłoroczny wynik (6 m-ce)”, koledzy patrzyli na mnie co najmniej dziwnie. Uważam, że nie ma co się oszukiwać ale zawsze może coś nie wyjść i tego się bałem. Wiem, że przygotowania miałem dobre więc nie powinno być źle lecz tusza i wiek pozostawiał wiele do życzenia a na dystans 150km szykowało się około 150 osób duuuużo młodszych . O godz 7.00 wyjazd do Burga na miejsce startu około 11km, część z nas na rowerach ja z kolegami samochodem. Postanowiłem nie rozgrzewać się, przeznaczając na rozgrzewkę 15km początkowej trasy.

Na miejscu spotkaliśmy ekipę z Barlinka która przyjechała tylko na dzień „zawodów”. Okazało się, że wiele osób zrezygnowało z startu na dystansie 150km i wystartuje na 70km. Na dystans 70km zdecydowały się 4 osoby z Gorzowa oraz 4 osoby z Barlinka. Reszta postanowiła spróbować sił na 150km, niektórzy deklarując spokojną jazdę wykorzystując obficie zaopatrzone (PKP) punkty kontroli przejazdu i zarazem bufety. Ja liczyłem po cichu na współpracę w rywalizacji z Niemcami z Andrzejem J(były kolarz), Andrzejem B z Barlinka, Andrzejem Z, Karolem R, Krzysztofem B(bacą) z Gorzowa oraz Bogusławem J z Lubska. Kolega Lech G z Gorzowa po kontuzji nie chciał szarżować a kolega Krzysztof z Wałbrzycha jechał z żoną więc na niego też nie można było liczyć. W założeniu to i tak wielka grupa. Na mecie także pojawił się Roland L z Berlina mój wspaniały niedościgniony rywal (były kolarz NRD) oraz syn naszego gospodarza Martin.

Na starcie pamiątkowe zdjęcie (jesteśmy jako grupa z Polski zauważeni przez tutejsze media). Zbliża się godz 8.00, strzał i ruszamy. Na temat nawierzchni nie będę się rozpisywał ( jest nieprzyzwoicie gładka) oznaczenie strzałkami jest bardzo dobre (nie do końca).

Tempo na początek w tak wielkiej grupie spokojne 32-34km/h (to żaden wyścig) dla niektórych. Z przodu w czubie Andrzej J, Andrzej Z na góralu , Krzysztof (baca) i ja. Jadę na 1- 4 pozycji ale to tylko z racji pozycji na starcie, pamiętam o planowanej rozgrzewce i schodzę na około 35 poz. Na 20km przesuwam się do przodu troszeczkę rozgrzany lecz tempo wydaje się bardzo spokojne 35km/h, tętno w granicach 125, to jak wycieczka turystyczna. Wszyscy jadą razem lecz z kolegów widzę tylko niektórych reszta gdzieś z tyłu lub ich nie rozpoznaję. Na około 25km na czoło wychodzi Krzysztof (baca) daje zmianę około 2km , uważam to za nierozsądne, jedzie cały czas w szpicy za nim niedaleko Andrzej J natomiast Andrzej Z razem ze mną trochę dalej w grupie. Ja jadę swoje i nie zamierzam się szarpać na początku trasy. Na 32 km pkp nie korzystam z żywienia stoję w kolejce po stempel z racji zajmowanej pozycji trochę to trwa, postanawiam na następne pkp wjeżdżać na wyższych pozycjach. Doganiam tych co już odjechali i jedziemy dalej cały czas powyżej 35km/h nawet momentami dochodzi do 42km/h. Około 45km znowu widzę Krzysztofa (bacę) jak daje zmianę za chwilę poprawia tempo do równego 37km/h, Niemcy patrzą na siebie co on robi , ja wszystko obserwuję. Jestem też tym zaskoczony, fakt , miło widzieć kolegę w klubowej koszulce na czele co nie znaczy że to rozsądne. Dojeżdżamy do pkp na 70km średnia ponad 35km/h jedzie już nas około 60osób reszta została w tyle, nie wiem ilu nas Polaków. Krzysztof (baca) informuje „czekam na kolegów” dalej relaks i teraz dopiero zrozumiałem jego zmiany „chciał się pokazać” i zrobił to rewelacyjnie.

Od tego pkp na 70km zostało nas tylko dwóch Andrzej J i ja. Andrzej podjechał do mnie pytając jak się czuję , odpowiadam ok. tętno nadal około 125. Poradził bym trzymał się czoła grupy tam jest mniej szarpania i mniej się człowiek męczy. Jako byłego kolarza nie wypadało nie słuchać a widziałem jak Roland też właśnie tak czyni. Zrównałem się z Rolandem lecz nie mogłem długo z nim jechać gdyż wdał się ze mną w rozmowę a uważam ,że to nie najlepsze miejsce do rozmów chociaż bardzo miło z nim się gawędzi. Teraz już jechałem w czubie wzbudzając dziwne reakcje jak patrzyli, ze dziadek dorównuje dużo młodszym. Była nawet sytuacja gdy wyszedłem na zmianę podniosłem trochę średnią do około 39km/h odwróciłem się i patrzę że jadę sam. Spasowałem zaraz i dojechało dwóch Niemców i jechaliśmy we trójkę około 50m przed małym peletonem. W pewnym momencie szykując się powoli do mojej zmiany , pierwszy zrobił jakiś gest którego nie zrozumieliśmy obaj za nim i w tym momencie najechaliśmy na rozbite szkło. Wyszedłem z tego szczęśliwie natomiast partner został z kapciem. Nadchodziła moja kolej dać zmianę drugiemu i jedynemu partnerowi w jeździe przed peletonem lecz właśnie dojechaliśmy do kolejnego pkp.

W związku , że wjechaliśmy pierwsi na pkp miałem czas na spokojne opróżnienie pęcherza i oczywiście nic nie pobierając z punktu żywieniowego ruszyłem dalej. Musiało mi starczyć to co wziąłem z sobą a miałem dwa batony energetyczne i dwa żelki. Po ruszeniu dalej postanowiłem właśnie zjeść żelka i wciągając go zakrztusiłem się – och k….. Od tego momentu miałem kryzys spowodowany chyba tym faktem. Nie mogłem utrzymać się w topniejącej czołówce która liczyła 25 osób. Myślałem że to już koniec mojej walki o dobrą lokatę lecz przed następnym pkp który był parę km dalej doszedłem do siebie. Ten pkp był tak szybko by zapobiec skracaniu trasy. I z tego pkp wyjechałem razem z moim jedynym rodakiem w grupie Andrzejem J z Barlinka dojechaliśmy do kolarzy przed nami którzy byli z innego dystansu. Jesteśmy więc we dwójkę na czele „żadnego wyścigu” z średnią 35.5km/h na 110km. Powiedziałem Andrzejowi by poczekać na kolegów zdając sobie sprawę że za wcześnie na atak do mety pozostało jeszcze 40km, nie damy rady. Poczekaliśmy, dojechała do nas dwójka Niemców i dalej kręcić ile mocy w nogach. Wierzyłem w sukces, w tym momencie najgorsze byłoby 4 m-ce to byłaby rewelacja. Z tej czwórki byłem najstarszy później Andrzej a Niemcy młodzi chłopcy, oczywiście ja musiałem dawać najsłabsze zmiany. Andrzej mnie stopował w dawaniu zmian lecz nie chciałem być waletem nie wypada w takiej sytuacji. Po ucieczce około 10km gdy wjechaliśmy na główną drogę i było pod wiatr czołówka nas dopadła. Cóż takie są realia kolarstwa.

Dalej tempo zostało podkręcane do 37-39km/h i to pod wiatr, grupa 25 osób i po jeździe razem około 5km i trochę po strasznym bruku nie wytrzymałem tempa – strzeliłem. Do przodu ruszyła grupa 8 osób w której zabrał się Andrzej J i Roland z Berlina, reszta to młodsi kolarze. Tętno skoczyło mi do ponad 140 wiedziałem że to już nie wycieczka ale jest jeszcze zapas. W pewnym momencie zostało nas trzech reszta została w tyle więc jest nienajgorzej do mety pozostało 18km – nie powinno być źle, żal tylko tej ósemki którą mam cały czas w zasięgu wzroku (tylko). Wjeżdżamy w pola droga asfaltowa, wąska i z garbami spowodowanymi rozrostem korzeni drzew, jest coraz mocniej pod wiatr. Ja na zmianie już od dłuższego czasu pokazuję kolegom dziurę w jezdni i odwracam się a ja jadę sam. Koledzy nie wytrzymują tempa pod wiatr które spada do 27km/h do mety pozostało 8km – dam radę. Mijam wielu z innych dystansów i czuję jak słabnę nie mając nikogo do współpracy. Mijam 150km i nie widzę mety siada mi psyche. Nie mogę już jechać pod wiatr, trasa jak na wielu imprezach źle wymierzona, nawet nie widać miejscowości (k…. m..). Na 155km doganiają mnie Ci którym odjechałem przed chwilą z Niemcem z innego dystansu. Tempo wzrasta w jeździe grupą do 35-38km/h mimo wiatru to końcówka lecz słabnę coraz bardziej. Wreszcie nie jestem w stanie utrzymać koła tej dwójce z mojego dystansu chcę gryźć kierownicę wszystko na nic.

Zostałem z Niemcem z innego dystansu współpracuje nam się dobrze lecz on jest świeższy. Ja już podsumowuję: odjechała mi ósemka teraz dwójka więc już mnie nikt nie powinien wyprzedzić będę 11 to i tak dobrze w kat open na 150 uczestników. W pewnym momencie widzę strzałkę w prawo a ci dwaj uciekinierzy pojechali prosto – co jest. Mój Niemiec skręca w prawo ja także lecz obserwując tą dwójkę zauważam drugą strzałkę prosto – wołam Niemca by zawrócił. To był błąd organizatora na którym przewiozło się wielu kolegów. Chodziło o to by wjechać na ścieżkę rowerową. Do mety było zaledwie 2 km razem z Niemcem z innego dystansu przejeżdżamy razem kreskę obejmując się. Koledzy z Polski którzy jechali dystans 70km wiwatują myśląc że jestem pierwszy. Prostuję nieświadom, że zdobyłem 11 miejsce przejeżdżam jeszcze kawałek wyciszając organizm i wracam na metę. I ku mojemu zaskoczeniu widzę jak na metę wjeżdża ósemka której nie dałem rady utrzymać koła – pobłądzili nadkładając tym sposobem 3,5km. Z tej ósemki najlepszy był właśnie Andrzej za nim Roland. A ja nie wiedziałem czy się cieszyć i jak się zachować gdyż wyszedłem na 3 pozycję. W tym momencie Andrzej był 4 a Roland 5.
Przykre, ale takie są reguły walki.
Jeżeli jeszcze raz napiszą w regulaminie „Żadne zawody, żaden wyścig” to ich wyśmieję i myślę, że zrobi to każdy kto przeczyta ten tekst i porówna dane poniżej. A w ogóle uważam, za absurd brak klasyfikacji.

Dane:
WIEK 56lat
Trasa 150km miała 160km
Czas przejazdu 4h 37min
Średnia mojej jazdy 34,6km/h
Max 57km/h
Tętno 1 trasy 122-130, następne 1 trasy 140-157.

zdjęcia 

Facebook