Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Piekło Przytoku
12 kwietnia 2008
Nowa trasa i start wspólny w Beskidach
28 kwietnia 2008

31 marca 2008
Im szybciej, tym lżej
Rozmowa ze Zbigniewem Spruchem, byłym zawodowym kolarzem, który będzie gościem honorowym Piekła Przytoku:

13 kwietnia w podzielonogórskiej gminie Zabór rozgrywany będzie wyścig „Piekło Przytoku”, którego specyfika – związana z jazdą po brukach – bardzo przypomina słynny wyścig o tej samej nazwie, a więc klasyk Paryż – Roubaix. To rzeczywiście bardzo podobne imprezy?

– Oczywiście. Co prawda w Piekle Północy do pokonania jest około 250 km, a w okolicach Przytoku będzie zaledwie 70, jednak gwarantuję, że także ten dystans da się uczestnikom wyścigu mocno we znaki. Jazda po bruku i kocich łbach jest bardzo wyczerpująca, wymaga nie tylko żelaznej kondycji, ale także specjalnej techniki jazdy i odpowiedniego sprzętu. Poza tym bardzo łatwo o wywrotkę czy awarię.

Jak więc należy przygotować się do tak specyficznego i trudnego wyścigu?

– Pokonywanie wszelkich nierówności, a w szczególności kocich łbów staje się mniej uciążliwe jeśli jedziemy szybko. Mówiąc krótko – jedziesz szybciej, mniej obijasz tyłek, ręce i pozostałe części ciała. Poruszanie się w tempie 15-20 km na godz. sprawia, że czujesz dosłownie każdy kamień

Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić? Przecież w „Piekle Przytoku” odcinek z kocimi łbami prowadzi pod górę…

– I z tym właśnie związana jest największa trudność tego wyścigu. Ci, którym kondycji starczy na tyle, aby jechać na tym odcinku w miarę szybko, zyskają podwójnie. Ważną rolę odegra także odpowiednie przygotowanie roweru.

Co konkretnie zalecasz?

– Przed moimi startami w Paryż-Roubaix mechanicy wymieniali w rowerach ogumienie – zakładali zdecydowanie szersze opony, specjalne na jazdę po brukach. Wymieniano także widelce, wstawiano bardziej „miękkie”, a więc lepiej tłumiące drgania. Niektóre grupy miały nawet specjalne rowery na ten jeden w sezonie wyścig. Oczywiście amator, startujący w „Piekle Przytoku” nie będzie mógł sobie pozwolić na tak daleko idące zmiany. Założenie jednak szerokich opon jest jak najbardziej wskazane.

Jaki przewidujesz scenariusz? Kto wygra?

– Jeden z naprawdę najlepszych, którego na dodatek ominie pech. W takim wyścigu nie ma mowy, aby zwyciężył tzw. przypadkowy zawodnik, a więc taki, który niemal cały dystans przejedzie w peletonie, oszczędzając siły, a na finiszu popisze się sprintem. W „Piekle Przytoku” już po kilku rundach zawodnicy będą jechać pojedynczo, co najwyżej w 2-3-osobowych grupkach. Dla większości ta próba sił będzie prawdziwym sprawdzianem kolarskiego charakteru. Samo ukończenie imprezy, a więc zmieszczenie się w limicie czasowym, świadczyć będzie o ogromnej ambicji i doskonałej formie. Z przyjemnością gratulować będę najlepszym.

Dziękuję i do zobaczenia 13 kwietnia podczas Piekła Przytoku.
Rozmawiał: Paweł Schreiter

fot.Ryszard Poprawski

43-letni Zbigniew Spruch w latach 1998-2000 należał do najlepszych zawodników biorących udział w Piekle Północy. Najwyższą lokatę zajął w 1999 roku, plasując się na 9. pozycji. Z kolei w 2000 roku osiągnął swój życiowy sukces, zdobywając we Francji tytuł wicemistrza świata. Kilka lat temu zakończył karirę. Dziś jest przedsiębiorcą, wraz z rodziną mieszka w podzielonogórskiej Zawadzie. Oczywiście wciąż, tym razem już zupełnie amatorsko, jeździ na rowerze.

Facebook