Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Mistrz Świata: Jean Stabliński (1932-2007)
4 października 2008
Alessandro Ballan – nowy, wielki mistrz?
5 października 2008

Faworytem wyścigu zawodowców był obrońca tytułu Rik Van Looy, czyli „Cesarz Rik II”. Wszyscy zastanawiali się, jak zakończyłby się ostatni Tour, w którym „Cesarz” codziennie wydawał kolejną batalię do czasu, aż poległ w kraksie pod Pirenejami.

Jego rywalami byli Gaul, Anquetil i Poulidor. Włosi liczyli na dwu ostatnich zwycięzców Giro Pambianco i Balmamiona. Mieli jeszcze byłego mistrza Baldiniego. Nie można było zapominać o Angliku Simpsonie i Niemcu Altigu. Bardzo okrojony był skład drużyny Holandii. Narodowa federacja stwierdziła, że kolarze jadący na co dzień w zagranicznych zespołach bardziej reprezentują swoich pracodawców niż królową Holandii i po prostu nie powołała ich do składu. Tak dobrzy kolarze jak Geldermans, De Roo, De Haan, Stolker zostali w domu. Nikt nie stawiał na Stablińskiego, a przecież tydzień przed mistrzostwami wygrał on w Belgii kryterium Trzech Miast Siostrzanych. Ponadto był już dwa razy mistrzem Francji.

O 9-tej rano do walki stanęło 69 kolarzy. Pierwszymi, którymi chcieli się pokazać był Włoch z Luksemburga Bruno Martinato oraz Szwajcar Bingelli. Długo prowadzili, ale peleton trzymał ich na krótkiej smyczy, mierzącej nie więcej niż 2 minuty. Na 7-ym okrążeniu doszli ich przełajowy mistrz świata Niemiec Wolfshohl oraz Holender Hugens. Trzy okrążenia później Anglade, czyli „Napoleon”, Ramsbottom, Baffi i Suarez też dołączyli do czoła. Za nimi dojechało jeszcze 15 kolarzy a potem cały peleton. Nowymi odważnymi byli Pambianco, Wolfshohl, Janssen i Van Looy. Prowadzili oni przez 2 okrążenia z przewagą nie większą niż 40 sek. Z tyłu peletonu rozegrał się dramat. Najpierw po kraksie musiał wycofać się Planckaert. Upadł też Altig. Jakiś usłużny kibic podał mu szklankę z wodą. Zauważył to sędzia , a że takie postępowanie było zabronione regulaminem, zadecydował o wyrzuceniu Niemca z wyścigu. Altig uznał to za głupotę i jechał dalej. Dopiero interwencja prezydenta narodowej federacji niemieckiej zmusiła kolarza do zejścia z trasy.

Do mety było jeszcze 100 km, kiedy na czoło wyszła grupka w składzie: Wolfshohl, Hoevenaers, Balamamion, Irlandczyk Elliott, oraz dwaj Francuzi: Stabliński i Groussard. Współpracowali zgodnie i ich przewaga z ponad minuty po 16 okrążeniu wrosła do 2,13 min. po 18-tu rundach. Nikt nie chciał ich gonić. Sędziowie ciężko pracowali i wyrzucili z wyścigu kolejnych zawodników: Anglików Ramsbottoma i Robinsona, za to, że zamienili się rowerami, a to też było zabronione. Na początku 19-tego okrążenia Balmamion zwolnił i zszedł do włoskiego boksu. Włosi nie mieli teraz nikogo w czołówce. Próbował szybsze tempo pogoni nadać Defilippis oraz Simpson, a potem Desmet i Gimmi, ale przewaga prowadzącej piątki utrzymywała się. Na 3 rundy przed końcem wynosiła 2,03min. Na jednym ze zjazdów upadł Groussard.

Czołówka zmalała do 4 osób. Baldini wycofał się. Włoscy kibice zaczynali być coraz bardziej wkurzeni. Kiedy przejeżdżał koło nich peleton, zaczęli wygwizdywać swoich zawodników za bierność. W końcu honorem uniósł się Pambianco i razem z Gimmim puścił się w długą pogoń za ucieczką. Na 2 okrążenia przed metą, czyli 25 km, mieli oni do prowadzących już minutę straty. Peleton jechał dalej swoim tempem.

Elliot i Stabliński byli przyjaciółmi. Na co dzień jeździli w tej samej drużynie, kierowanej przez „Wielka strzelbę” Geminianiego, w „Saint Raphael”. Na 20 km przed metą , na podejściu pod Termini Irlandczyk poświęcił się i ruszył gwałtownie do przodu. Hoevenaers pognał za nim, a jak się wymęczył, stary lis Stabliński poprawił i tyle go widziano. Na wjeździe na ostatnią rundę miał 30 sek. przewagi nad dwójką pilnowaną przez Elliotta. ”Stab” był na drodze do mistrzowskiego tytułu. Ale nie miał łatwo. Miał defekt roweru. Na szczęście jakiś przygodny widz pożyczył mu swój rower i na szczęście nie było to zabronione regulaminem. Szczęśliwy Stabliński na nie swoim rowerze samotnie z przewagą 1,22 min minął samotnie linię mety, zostając mistrzem świata. Na trybunach był jego żona Gienia. O mało co nie zemdlała z emocji. Elliott był drugi, a Hoevenaers trzeci.

– Mam tylko nadzieję, że mój syn nie podejmie się mojego zawodu-mówił na mecie nowy mistrz-Jest zbyt meczący – pomylił się. Jego syn Jacques był mistrzem Francji wśród amatorów, a potem przez półtora roku był zawodowym kolarzem.

Seamus Elliott urodził się w 1934 roku. By uprawiać zawodowe kolarstwo przeniósł się do Francji. Odnosił wiele sukcesów. Wygrywał etapy w Tour, Giro i Vuelcie. W 1966 roku zakończył karierę i wrócił do Irlandii. W Dublinie był właścicielem garażu. Interes chyba jednak nie szedł mu dobrze. 4-go maja 1971 roku znaleziono go martwego w swoim garażu z kulą w ciele. Policyjne dochodzenie zakończyło się stwierdzeniem samobójstwa jako przyczyny zgonu.

Piotr Ejsmont

Źródło: Kolarstwo.org.pl.

Facebook