Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2014

Trzebnica
26.04

Świnoujście
10-11.05

Radków
24.05

Łask
08.06

Choszczno
14.06

Niechorze
21.06

Świdwin
05.07

Zieleniec
26.07

Kołobrzeg
08-10.08

Iława
30-31.08

Karpacz
06.09

Rewal
20-21.09

Trasa 'mini' Pętli Beskidzkiej w relacji TT

Tak jak obiecałem – słów kilka o tegorocznej trasie MINI, bo po wczorajszym mam skompletowane 90% trasy, pozostałe 10% mogę się dość dokładnie domyślić znając dobrze specyfikę okolicy.

Więc „na dżem dobry” po ok. 3 rozkosznych kilometrach wzdłuż Olzy skręcamy w prawo i od razu ostry podjazd – tutaj trasa przez ok 1km pokrywa się z zeszłoroczną końcówką – aż do znaku „droga z pierwszeństwem”. Tu inaczej niż rok temu skręcamy w lewo a nie w prawo – chwila wytchnienia – droga nawet lekko opada w dół.

Skręcamy w prawo, krótki dość ostry podjazd i jesteśmy w Rostoce koło dużego budynku (szkoła ?). I tu zaczyna się pierwszy odcinek, którego nie znam, bo wczoraj przez pomyłkę skręciłem w lewo a należało prosto. Ubolewam nad tą pomyłką bo… w tym miejscu zaczyna się teoretycznie najtrudniejszy odcinek na trasie, gdzie nachylenie na 1km osiągnie średnio (najprawdopodobniej) ponad 15% bo trasa wiedzie prostopadle w górę zbocza Ochodzitej. No rzeźnia będzie krótko mówiąc. Dla tych co znają – typuję, że to podobny stopień trudności do słynnej ulicy Widokowej w Kocierzu.

Gdzieś po 1 – 1,5km powinno się lekko wypłaszczyć i tak dojeżdżamy do rozwidlenia dróg ok 20m poniżej przełęczy koniakowskiej. Ja w wyniku swojej pomyłki dojechałem w to miejsce od drugiej strony czyli od Tynioka – po drodze też była niezła ścianka ale i tak najlepsze chyba mnie ominęło.

Skręcamy na przełęcz koniakowską – jest dość stromo – i tak gdzieś przez ok 500m aż do zajazdu na Koczym Zamku i wjazdu na główną szosę. Aż do tego miejsca droga jest wąska lub miejscami nawet bardzo wąska za to asfalty co najmniej przyzwoite. Sęk w tym, że bardzo dużo ludzi będzie iść „z buta” lub co najmniej jechać solidnym zygzakiem – także ostrożność wskazana.

Do przełęczy Koniakowskiej z peletonu nie zostanie wspomnienie. Ale idźmy dalej – po wjechaniu na główną drogę koło Koczego Zamku ok 500m (teraz już łatwego) podjazdu aż do karczmy na Ochodzitej (zeszłoroczna meta) i w dół do Koniakowa i dalej aż do Jaworznki. Z wyjątkiem 1km na początku asfalt dobry. Skrzyżowanie – znak STOP (mam nadzieję, że Wiesiek załatwi w tym miejscu kierowanie ruchem na specjalnych zasadach) bo na STOPie skręcamy w lewo. Zaczyna się fajny podjazd z rewelacyjnym asfaltem. Straszą znaki drogowe 8% i 10% ale w porównaniu z tym co było to jest pikuś.

Koło kościoła skręt w lewo na Czadeczkę i… najbardziej stromy zjazd na całej trasie – istne szaleństwo, ale uwaga trasa w połowie zjazdu skręca pod kątem 90st w prawo – także proszę uważać. Jesteśmy w dolinie Czadeczki a skoro tak to znowu będzie pod górę i to ostro, jakieś 1km średnio 12-13% za to po świetnym asfalcie, zresztą od tego miejsca przez jakieś 10-12km asfalt będzie świetny jedynie co, to że droga w lesie mocno zanieczyszczona przez zwózkę drewna.

Po tym ostrym 1km robi się nieco łagodniej, koło karczmy „Zapasieki” skręcamy w lewo, jeszcze troszkę pod górę a potem gdzieś 8-10km w dół, czasem bardzo ostro, aż… spowrotem znajdziemy się w dolinie Czadeczki. Z dna dolina widać po lewej drogę trawersującą zbocze, którą zaraz będziemy się wspinali s powrotem do Jaworzynki. Może nie jest jakoś wybitnie stromo ale asfalt mocno chropowaty, a odcinku ok 50m bardzo mocno zniszczony więc jedzie się ciężko.

Dojeżdżamy do głównej drogi przez Jaworzynkę (tej ze wspaniałym asfaltem) i skręcamy na nią w lewo i po ok 100m na rozwidleniu koło sklepu jedziemy prosto na punkt widokowy (znowu jest bardzo stromo) – w nagrodę mamy widok na 3 kraje: Polskę, Czechy i Słowację – jesteśmy prawie na „trójstyku”. Znowu zjazd „na łeb na szyję”, koło sklepiku skręcamy w prawo i dalej prosto dojeżdżamy do dawnego lokalnego przejścia granicznego.

I tutaj przez ok 500m aż do Hrcavy mamy najgorszy odcinek nawierzchni – coś co kiedyś chyba było asfaltem. Ciężko ale da się przejechać… za to potem Czechy! A to oznacza kapitalne drogi. A odcinek z Hrcavy do Mostów u Jablunkova to jest bajka po prostu – jedzie się jakby się było w jakiejś odległej mitycznej krainie – poezja. Za tym odcinkiem należy bezwzględnie przejechać POD drogą ekspresową i skręcić w lewo. Nie będę się rozwodził nad ok 15km odcinkiem po Czechach – drogi świetne bez dziur, ruch aut znikomy, a ci kierowcy co są inaczej traktują cyklistów bo tu co niedziela widzi się całe rodzinne „pociągi” z małymi dziećmi – i nikt się nie boi. Droga po 1km hopce za ekspresówką przez następne 7km łagodnie opada w dół aż do Jablunkowa a następnie leciutko pnie się w górę do granicy. Ta sielanka kończy się dość wymagającym ale krótkim podjazdem za Bukovcem, potem w Jasnowicach za przejściem granicznym kontynuujemy wspinaczkę – aż do skrzyżowania ze STOPem – tego samego przez które już jechaliśmy tylko przyjeżdżamy z przeciwnej strony – znowu skręcamy w lewo.

Pamiętacie ten „udupiający” podjazd na końcu każdej rundy 2 lata temu? Jak nie – to go sobie przypomnicie Przejeżdżamy centrum Istebnej – zjeżdżamy ostro w dół, mijamy miejsce startu pierwszej Pętli Beskidzkiej, mijamy skręt na Zaolzie z charakterystycznym fioletowym sklepem, jedziemy w kierunku Kubalonki ale przy ostanich zabudowaniach w Andziołówce skręcamy w prawo na Połom. I tutaj zaczyna się drugi i ostatni nie znany mi odcinek trasy – aż do Połomu – ale typuję, że kontynuujemy podjazd bez jakiś ekstremalnych atrakcji nachyleniowo-nawierzchniowych (wymyśliłem nowe słowo Droga z Połomu do samej mety to generalnie zjazd przerywany kilkoma krótki, ostrymi hopkami w górę….

Uffff, stworzenie tego opisu było niemal równie wyczerpujące jak wczorajszy [17.05.2009] trening…

TT

Trasę ‚mini’ Pętli Beskidzkiej znajdziesz na mapie turystycznej, opublikowanej przez organizatora.