Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2015

Trzebnica
25.04

Gryfice
09.05

Radków
23.05

Świnoujście
30.05

Łask
07.06

Choszczno
20.06

Gorzów
27.06

Świdwin
04.07

Zieleniec
25.07

Nietążkowo
22.08

Karpacz
05.09

Rewal
12.09

Finał
19.09

Trasa 'mini' Pętli Beskidzkiej w relacji TT

Tak jak obiecałem – słów kilka o tegorocznej trasie MINI, bo po wczorajszym mam skompletowane 90% trasy, pozostałe 10% mogę się dość dokładnie domyślić znając dobrze specyfikę okolicy.

Więc „na dżem dobry” po ok. 3 rozkosznych kilometrach wzdłuż Olzy skręcamy w prawo i od razu ostry podjazd – tutaj trasa przez ok 1km pokrywa się z zeszłoroczną końcówką – aż do znaku „droga z pierwszeństwem”. Tu inaczej niż rok temu skręcamy w lewo a nie w prawo – chwila wytchnienia – droga nawet lekko opada w dół.

Skręcamy w prawo, krótki dość ostry podjazd i jesteśmy w Rostoce koło dużego budynku (szkoła ?). I tu zaczyna się pierwszy odcinek, którego nie znam, bo wczoraj przez pomyłkę skręciłem w lewo a należało prosto. Ubolewam nad tą pomyłką bo… w tym miejscu zaczyna się teoretycznie najtrudniejszy odcinek na trasie, gdzie nachylenie na 1km osiągnie średnio (najprawdopodobniej) ponad 15% bo trasa wiedzie prostopadle w górę zbocza Ochodzitej. No rzeźnia będzie krótko mówiąc. Dla tych co znają – typuję, że to podobny stopień trudności do słynnej ulicy Widokowej w Kocierzu.

Gdzieś po 1 – 1,5km powinno się lekko wypłaszczyć i tak dojeżdżamy do rozwidlenia dróg ok 20m poniżej przełęczy koniakowskiej. Ja w wyniku swojej pomyłki dojechałem w to miejsce od drugiej strony czyli od Tynioka – po drodze też była niezła ścianka ale i tak najlepsze chyba mnie ominęło.

Skręcamy na przełęcz koniakowską – jest dość stromo – i tak gdzieś przez ok 500m aż do zajazdu na Koczym Zamku i wjazdu na główną szosę. Aż do tego miejsca droga jest wąska lub miejscami nawet bardzo wąska za to asfalty co najmniej przyzwoite. Sęk w tym, że bardzo dużo ludzi będzie iść „z buta” lub co najmniej jechać solidnym zygzakiem – także ostrożność wskazana.

Do przełęczy Koniakowskiej z peletonu nie zostanie wspomnienie. Ale idźmy dalej – po wjechaniu na główną drogę koło Koczego Zamku ok 500m (teraz już łatwego) podjazdu aż do karczmy na Ochodzitej (zeszłoroczna meta) i w dół do Koniakowa i dalej aż do Jaworznki. Z wyjątkiem 1km na początku asfalt dobry. Skrzyżowanie – znak STOP (mam nadzieję, że Wiesiek załatwi w tym miejscu kierowanie ruchem na specjalnych zasadach) bo na STOPie skręcamy w lewo. Zaczyna się fajny podjazd z rewelacyjnym asfaltem. Straszą znaki drogowe 8% i 10% ale w porównaniu z tym co było to jest pikuś.

Koło kościoła skręt w lewo na Czadeczkę i… najbardziej stromy zjazd na całej trasie – istne szaleństwo, ale uwaga trasa w połowie zjazdu skręca pod kątem 90st w prawo – także proszę uważać. Jesteśmy w dolinie Czadeczki a skoro tak to znowu będzie pod górę i to ostro, jakieś 1km średnio 12-13% za to po świetnym asfalcie, zresztą od tego miejsca przez jakieś 10-12km asfalt będzie świetny jedynie co, to że droga w lesie mocno zanieczyszczona przez zwózkę drewna.

Po tym ostrym 1km robi się nieco łagodniej, koło karczmy „Zapasieki” skręcamy w lewo, jeszcze troszkę pod górę a potem gdzieś 8-10km w dół, czasem bardzo ostro, aż… spowrotem znajdziemy się w dolinie Czadeczki. Z dna dolina widać po lewej drogę trawersującą zbocze, którą zaraz będziemy się wspinali s powrotem do Jaworzynki. Może nie jest jakoś wybitnie stromo ale asfalt mocno chropowaty, a odcinku ok 50m bardzo mocno zniszczony więc jedzie się ciężko.

Dojeżdżamy do głównej drogi przez Jaworzynkę (tej ze wspaniałym asfaltem) i skręcamy na nią w lewo i po ok 100m na rozwidleniu koło sklepu jedziemy prosto na punkt widokowy (znowu jest bardzo stromo) – w nagrodę mamy widok na 3 kraje: Polskę, Czechy i Słowację – jesteśmy prawie na „trójstyku”. Znowu zjazd „na łeb na szyję”, koło sklepiku skręcamy w prawo i dalej prosto dojeżdżamy do dawnego lokalnego przejścia granicznego.

I tutaj przez ok 500m aż do Hrcavy mamy najgorszy odcinek nawierzchni – coś co kiedyś chyba było asfaltem. Ciężko ale da się przejechać… za to potem Czechy! A to oznacza kapitalne drogi. A odcinek z Hrcavy do Mostów u Jablunkova to jest bajka po prostu – jedzie się jakby się było w jakiejś odległej mitycznej krainie – poezja. Za tym odcinkiem należy bezwzględnie przejechać POD drogą ekspresową i skręcić w lewo. Nie będę się rozwodził nad ok 15km odcinkiem po Czechach – drogi świetne bez dziur, ruch aut znikomy, a ci kierowcy co są inaczej traktują cyklistów bo tu co niedziela widzi się całe rodzinne „pociągi” z małymi dziećmi – i nikt się nie boi. Droga po 1km hopce za ekspresówką przez następne 7km łagodnie opada w dół aż do Jablunkowa a następnie leciutko pnie się w górę do granicy. Ta sielanka kończy się dość wymagającym ale krótkim podjazdem za Bukovcem, potem w Jasnowicach za przejściem granicznym kontynuujemy wspinaczkę – aż do skrzyżowania ze STOPem – tego samego przez które już jechaliśmy tylko przyjeżdżamy z przeciwnej strony – znowu skręcamy w lewo.

Pamiętacie ten „udupiający” podjazd na końcu każdej rundy 2 lata temu? Jak nie – to go sobie przypomnicie Przejeżdżamy centrum Istebnej – zjeżdżamy ostro w dół, mijamy miejsce startu pierwszej Pętli Beskidzkiej, mijamy skręt na Zaolzie z charakterystycznym fioletowym sklepem, jedziemy w kierunku Kubalonki ale przy ostanich zabudowaniach w Andziołówce skręcamy w prawo na Połom. I tutaj zaczyna się drugi i ostatni nie znany mi odcinek trasy – aż do Połomu – ale typuję, że kontynuujemy podjazd bez jakiś ekstremalnych atrakcji nachyleniowo-nawierzchniowych (wymyśliłem nowe słowo Droga z Połomu do samej mety to generalnie zjazd przerywany kilkoma krótki, ostrymi hopkami w górę….

Uffff, stworzenie tego opisu było niemal równie wyczerpujące jak wczorajszy [17.05.2009] trening…

TT

Trasę ‚mini’ Pętli Beskidzkiej znajdziesz na mapie turystycznej, opublikowanej przez organizatora.