Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2017

Oborniki Wlkp.
22.04

Gryfland Nowogard
29-30.04

Stargard
13.05

Radków
20.05

Choszczno
27.05

Łask
04.06

Świnoujście
10.06

Wolsztyn
24.06

Nietążkowo
1.07

Zieleniec
22.07

Karpacz
02.09

Rewal
16-17.09

W tak komfortowych warunkach nie pokonywałem jeszcze żadnego maratonu

Bogusław Kramarczyk to postać, której podobnie jak Janka Lipczyńskiego uczestnikom maratonów cyklu Pucharu Polski przedstawiać nie trzeba. Zawsze uśmiechnięty, zawsze szybki, zawsze na pudle. W 2011 roku w klasyfikacji generalnej zajął 3. miejsce. Rekordzista ultramaratonu prowadzącego od Bałtyku do Bieszczad – 1008 km to dla niego „pan pikuś”. A teraz, wspólnie z Jankiem Lipczyńskim, Bogdan podejmuje wyzwanie – Race Across America (RAAM). Po raz pierwszy na starcie pojawią się Polacy – Bogdan i Janek.

Dlaczego akurat ultramaraton przez Amerykę?
Dlatego że jest największy i prowadzi przez zagadkowy, a do tego ciężki, górzysty teren. Marzyłem o nim, ale po cichu i nie spodziewałam się, że dane mi będzie mieć szansę w nim uczestniczyć. Otworzył ją przede mną Janek Lipczyński, zapraszając do wspólnego pokonania tego wyzwania. Poza tym po pokonaniu kilkudziesięciu kolarskich maratonów, nie tylko w Pucharze Polski, ale także innych cyklach oraz 2×1008 km apetyt rośnie. Chce się czegoś więcej i więcej…

Przewrotnie zapytam, czy czujesz się na siłach, żeby podjąć takie wyzwanie?
Nie chcę, żebyś sobie pomyślała, że strugam „szpeca”, ale jakoś ten dystans mnie psychicznie nie przeraża. Jestem nastawiony bardzo optymistycznie i nie dopuszczam takiej myśli, że w trakcie mógłbym się załamać, odpuścić. Fizycznie? Wiem, jak się do tego przygotować. Mam doświadczenie wyniesione z wielu maratonów, a przede wszystkim z dwukrotnego pokonania 1008 km, gdzie jechałem non stop. Poza tym jedziemy przecież we dwóch, z Jasiem!

Masz za sobą kolarskie doświadczenia, które mógłbyś porównać do Race Across America?
Właściwie nie mam. Choć mógłbym do nich zaliczyć udział w kilkudziesięciu maratonach PP oraz Road Maraton, dwukrotne pokonanie dystansu 400 km – raz w Świnoujściu, a drugi raz w Gryficach, udział w 2010 i 2012 w Bałtyk-Bieszczady Tour, a więc przejechanie 1008 km… Trochę się tego uzbierało. W RAAM będą nam towarzyszyć dwa samochody, które będą naszym wsparciem. Jedzenie, odzież, odżywki, bidony – to wszystko w nich przez całą trasę będzie, na wyciągnięcie ręki. W tak komfortowych warunkach nie pokonywałem jak dotąd żadnego maratonu.

Kiedy rozpoczęły się przygotowania?
Tak naprawdę to jakieś 6 lat temu, kiedy po raz pierwszy wystartowałem w maratonie kolarskim. Był rok 2007, Zieleniec, start w Klasyku Kłodzkim na dystansie giga, liczącym wówczas 240 km. Pamiętam jak dziś, że na 150 -180km działy się ze mną różne dziwne rzeczy. Skurcze, dreszcze, zimny pot… Ale przetrwałem i dojechałem! Zajęło mi to 10 godzin i 2minuty oraz skutkowało zarażeniem się cyklozą. Co trwa do dziś. W 2008 przejechałem 3 maratony, w 2009 chyba 9, 2010 – 18, w 2011 – 22, a w 2012 zaliczyłem 32 starty w maratonach oraz różnego rodzaju wyścigach. Jak widać co roku następowała progresja w startach, a tym samym pokonanych kilometrach. To skutkuje coraz wyższą formą i muszę przyznać, że w początkowych latach nie uświadamiałem sobie tego wzrostu. Fachowej analizy moich osiągnięć dokonał kolega, który jest trenerem kolarskim i to on powiedział, że starty w maratonach bardzo dobrze przełożyły się na wytrenowanie mojego organizmu oraz wzrost wydolności. Myślę, że to było najważniejsze, bo to jest baza, która pozwala mi przygotować się do RAAM. Natomiast po 2-miesięcznym urlopie w październiku „zrobiłem” 1500 km, a w listopadzie 1200 km. Od grudnia rozpocząłem przygotowania do nowego sezonu, które będą skutkowały co miesięcznym wzrostem objętości pokonanych kilometrów. Plan jest prosty – 3000 km miesięcznie.

Czym różni się trening „pod RAAM” od przygotowań do maratonów szosowych?
Właściwie moje przygotowania będą przybiegały jak co roku. Trening kolarski jest dość prosty i trudno coś w nim zmienić. Jeżeli chodzi o RAAM to trzeba go trochę zmodyfikować. W moim przypadku od grudnia do marca zwiększę kilometry bazowe. A od 1 kwietnia do 15 maja planuję dużo startów. Będą to tzw. „kilometry wyścigowe”. Między 15 a 30 maja czeka mnie potężna dawka kilometrów pokonanych na rowerze, bo ok. 2000. Dni od 1 do 15 czerwca spędzę na ostatnim szlifowaniu formy. Poza tymi założeniami trudno coś planować i ściśle się czegoś trzymać, bo zawsze najważniejsze jest słuchać swojego organizmu. Codziennie badam tętno i dostosowuję założenia do wykonywanego treningu.

Oprócz wyzwań kondycyjnych – jakie formalności trzeba „przejść”, przygotowując się do RAAM?
Sądzę, że na to pytanie najlepiej odpowie Jasiu. On jest osobą, która na ten temat najwięcej wie. Powiem tylko, że jest tego sporo i sam bym tego na pewno „nie przegryzł”…

Kto Cię wspiera w przygotowaniach?
Kondycyjnie – ja sam oraz mój kolega trener Piotr Karkoszka. Wsparcie finansowe obiecał burmistrz Kęt, pan Tomasz Bąk, który również pomoże w pozyskaniu sponsorów. Kwestie sprzętowe oraz odżywki, czy wyjazd na zgrupowanie gwarantuję sobie sam. Mamy sporo obietnic od różnych firm, instytucji, ale nie wiadomo, co z tego wyjdzie. Mentalnie wspierają mnie tacy ludzie, jak ty i mój kuzyn, menedżer tego wyzwania, Marek Lekki.

Małgorzata greten Pawlaczek