Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Generalka po Klasyku Kłodzkim
25 sierpnia 2008
Startuje program turystyczny 'Przyjazny rowerom'
27 sierpnia 2008

To już jubileuszowy – dziesiąty – maraton w tym roku. Po liście startowej widać koncentrację, ponad 250 osób, a przecież brakuje tych co pojechali na Imagis. Z Wrocławia moim samochodem jedziemy w trzy osoby. Zasilił nas Pepe, dojeżdżając z Gliwic swoim autkiem.

Wyjazd o 9.30 i jesteśmy w Gorzowie w schronisku młodzieżowym około 14.30. Całkiem spokojna podróż , ale schronisko otwarte od godz. 16-tej, więc odjazd do Wojcieszyc na rejestrację, lecz wcześniej pyszny obiad w Kłodawie. Rejestracja spokojna jeszcze nie ma tłoku więc rozeznanie bazy, krótki spacer i pierwsze rozmowy ze znajomymi i powrót na nocleg do Gorzowa. W schronisku jest już Roland więc wspólnie szykujemy się do jutrzejszego maratonu i do snu.

W nocy przechodzą nad okolicą dwie lub trzy ulewy, poranek zachmurzony, a i prognozy na ten dzień też nie są obiecujące. Cóż mamy robić? Jedziemy na start i na miejscu jest trochę lepiej. NIE PADA! Startuję dzięki pani Ani w drugiej grupie dość mocnej. Przed nami Panie – Beata, Irenka i Gosia – Jasiu Ambroziak, kontuzjowany Heniu, Sympatyczny Andrzej z Kołobrzegu, Sławek z Łasku, gadułka Jasiu i inni tez sympatyczni. :lol:

W naszej grupie są: mistrzu Andrzej, Remik ze Świdnicy, Adaś z Drawska, Janek od koników, Pepe od klasyfikacji, Mirek z Kętów, kilu innych sympatycznych partnerów na innych rowerach i ja – Klan. Minutę przed startem na naszą prośbę p. Ania dorzuca nam Jacka z Pyskowic, który z dalszej grupy nie miałby szans osiągnąć dobry wynik. Już pierwsze metry wyłoniły siódemkę, która w lekko zmienionym składzie dojechała do mety.

Zaraz za startem zostaje Remik – pech, guma – po wymianie po kilku minutach druga i … drut w oponie. Zmiana decyzji i jazda na Mega, dystans w ramach relaksu po lekkim stresie. Na 16-tym km Mirek łapie kapcia i jest nas sześciu, ale nie na długo. Doganiamy grupę prowadzoną ślicznie przez Jasia i Jacka ( podobno panie cały czas się woziły, tak szarmanccy byli panowie) i wzmacnia nas Krzyś z Leszna. Można powiedzieć, że jazda jest monotonna, gdyby nie Orgowie, którzy zafundowali nam Camel Trophy, na odcinku kilku km w rejonie Lubianki. Błoto z tego odcinka czyszczę jeszcze dziś rozbierając i składając poszczególne elementy mojego rumaka, a stroje nawet po drugim praniu są pięknego szarego koloru. :evil:

Ale nic to, to przecież dla zdrowia. :razz:

Na pierwszym PK+Ż jedziemy dalej, dopiero w Wojcieszycach lekkie tankowanie i dalej. Deszcz, który miejscami był ulewny uspokoił się i nieśmiało zaczęło wygladać słońce i im bliżej mety tym było ładniej. Na odcinku ,,wspólnym” mamy nad drugą goniącą nas grupą przewagę około siedmiu minut. Więc przyspiesza Andrzej a z nim cała nasza grupa. W goniącej grupie prym wiodą dwaj Andrzeje, Rolad i Paweł. I tak turlamy się aż do 190 – 200 km, tam za Sulęcinem na pagórkach traci oddech Adam, a zaraz po nim zostaje Krzysztof z Leszna – odkręcona korba! Znów pech eliminuje następnego zawodnika. Jest nas pięciu przez następne dwadzieścia km i znów jedziemy zgodnie uważając na koła przed nami. Już przed Santokiem Andrzej z Jasiem rozpoczęli harce próbując rozerwać i tak małą już grupkę. Pęka Jacek, a na górce w Santoku ja też przestaję się liczyć w walce o zwycięstwo. :mrgreen:

Na mecie kolejność do przewidzenia – Łebski Andrzej, Jan Olimpijczyk i Jacek Szerszeń. Udało mi się dojechać z 4-ro min. stratą na czwartej pozycji, chwilę potem Jacek i Krzysztof razem z Adamem, już z 20-to min stratą.

I znów uważam, że dobór grupy przez Orgów ma zasadnicze znaczenie dla osiągnięcia dobrego wyniku i pod koniec PP grupy powinny być ustalane nie przypadkowo lecz forujące tych co walczą o jak najwyższą pozycję. :!:

W podsumowaniu wyrażam słowa podziwu za organizację tego maratonu, wszystko było jak należy. Jedzono na trasie i na mecie pachnące i apetyczne. Napój zdrowotny w ilości zadawalającej każdego wielbiciela roweru, trasa oznaczona b. dobrze.

Nie – muszę się czegoś przyczepić! Nie powinno padać i nie powinno być błota w rejonie piaskowni!

Droga powrotna już w strugach deszczu aż do Wrocławia. Ja prowadzę samochód, Irenka z tyłu śpi, a zgadnijcie co robi Pepe? Tak, ON wklepuje całą drogę wyniki w laptopa, poprawia nazwiska, uzupełnia dystanse, ustala inne szczegóły po to, abyście mogli rano otworzyć komputer i mieć świeżutkie wyniki i klasyfikacje. Chwała mu za to!!

No i na zakończenie miła wiadomość: już tylko Iława i Świnoujście, i będzie można odpocząć.
Pozdrawiam wszystkich ,,zakręconych”.

Krzysztof – Klan

Facebook