Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Maraton Dookoła Polski 2009 r. Szyszka Bogusław
12 października 2009
Niedokończona Historia
15 października 2009

Dziś rano otrzymałem smutną wiadomość o śmierci Tadeusza Sobkowiaka, przyjaciela, zapalonego miłośnika kolarstwa, które nie tylko czynnie uprawiał, ale i hojnie w Gryficach wspierał.

Wielu z nas jeszcze nie było na tym najlepszym ze światów, kiedy Tadek śmigał po polskich szosach. Ta pasja została w nim na zawsze, a zamiłowanie do aktywnego spędzania czasu sprawiło, że choć ostatnimi laty startował w kategorii M-VI, to żelaznej kondycji pozazdrościć mógł Mu niejeden nastolatek. Nigdy nie „odpuszczał” na treningach i żadna trasa, którą wybieraliśmy w naszych klubowych zmaganiach nie była dla Niego zbyt trudna, zbyt wymagająca, zbyt długa…

W roku 2004 po raz pierwszy wystartował w Gryflandzie, na dystansie 110km, zajmując w swojej kategorii III miejsce z czasem 3:43:00. Doskonale radził sobie także w kolejnych edycjach w latach 2006, 2008 i 2009. W tegorocznych Mistrzostwach Polski Maratończyków w Jeździe Indywidualnej na Czas na dystansie 41km, z czasem 1:15:56 zajął 112 miejsce.

W Klubie Rowerowym GRYFLAND był od początku jego istnienia, jako zawodnik i sponsor. To dzięki zaangażowaniu Tadka uczestnicy organizowanego w Gryficach maratonu mogli korzystać z tanich noclegów i posiłków w hotelu Gryf. Gościł też, nie dalej jak w ubiegłym roku organizatorów Szosowych Maratonów Rowerowych cyklu Pucharu Polski.

Tadka znałem bardzo długo, jak chyba każdy mieszkaniec Gryfic i nie tylko naszej miejscowości. Pamiętam, że kiedy jeszcze kolarstwo nie pasjonowało mnie tak jak teraz, widywałem Go bardzo często, również w zimą, jak biegał czy jeździł rowerem. Nie będę pisał, co wówczas o Nim myślałem. Dokładnie to samo, co myślą o nas wszystkich nie zarażeni cyklozą.

Osobiście miałem okazję poznać Tadka na trasie 2 lata temu i od tego czasu zaczęła się nasza bliższa znajomość, której wspólnym mianownikiem był rower. To z Tadkiem najczęściej wybierałem się na wspólne treningi. Kiedy trenowaliśmy po raz ostatni nie spodziewałem się, że już nigdy więcej nie wyjadę z Nim na trasę. Nie będziemy się ścigać, rozmawiać, dyskutować, komentować kolarskich i nie tylko kolarskich wydarzeń.

Nikt z nas nie spodziewał się Jego nagłego odejścia. Zwłaszcza, że na zawsze zapamiętam Tadka jako człowieka przykładającego do zdrowia ogromną wagę. Był zagorzałym przeciwnikiem alkoholu i papierosów. Zarówno dla mnie, jak i dla pozostałych klubowych koleżanek i kolegów był – i pozostanie – wzorem człowieka o wspaniałej kondycji, co motywowało nas do podnoszenia swojej sprawności fizycznej.

Wraz z Tadkiem umarła jakaś bardzo ważna część każdego z nas.

Marek Zadworny

Facebook