Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
28.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Zapisy na Jeziorak Tour
13 sierpnia 2011
Grupy startowe na Kołobrzeg
18 sierpnia 2011

Budzę się po 6:00, wyglądam przez okno – mglisto i drobna mżawka. Jest dosyć zimno. Na strój kolarski zakładam kurteczkę przeciwdeszczową i jadę na start.

 

 

Kilkuosobowe grupy ruszają co 2 min, moja o 8:20.

0 km – zaczynamy kilkukilometrowym zjazdem i bez najmniejszych emocji obserwuję jak koledzy oddalają się pędząc w dół po mokrym asfalcie, a po kolejnych zakrętach już ich nie widzę.

11 km – Mostowice, wjeżdżamy do Czech i zaczyna się pierwszy podjazd.

14 km – wyprzedza mnie szybka dwójka z grupy startującej 2 min po  mnie.

Na dalszym odcinku podjazdu ja wyprzedzam pojedyncze osoby startujące wcześniej. Długi zjazd po dziurawym asfalcie. Cały czas mży, a widoczność we mgle chwilami tylko 100 m. Kurtka jeszcze nie jest przemoczona ale na podjeździe robi się mokra od środka.

Od czasu do czasu wyprzedzają mnie odważni zjazdowcy, a ja cisnę hamulce i omijam dziury. W Orlyckich Horach robimy jeszcze trzy kilkukilometrowe podjazdy i krótki postój na punkcie żywnościowym. Piękny zjazd do Orlyckich Zahori. Tu odnotowałem największą szybkość 65 km/h, dobrzy zjazdowcy przyznawali się do ponad 80 km/h.

50 km – Mostowice, powrót do Polski i następne kilkadziesiąt km to pagórkowaty teren Kotliny. Już nie mam nic suchego, nawet majtki mokre, a w butach chlupie woda. Od czasu do czasu wyprzedzają mnie 2 – 3 osobowe grupki jadące na średnią trasę.

75 km – Różanka, rozjazd tras MEGA i GIGA. Skręcam w prawo nawet nie myśląc o rezygnacji z długiego dystansu.

Mijają 4 godziny jazdy, a po chwili licznik pokazuje półmetek. Pozostała jeszcze do pokonania trudniejsza część maratonu.

105 km – zbliżam się do Idzikowa i zaczyna się 8 km podjazdu (500 m przewyższenia) na Puchaczówkę. Podjazd początkowo łagodny, potem robi się bardziej stromo. Na szczycie punkt żywnościowy – woda, batony, banany i ruszam w dół. Po kilku minutach zjazdu w mokrym ubraniu robi się co raz bardziej zimno, ale przynajmniej chwilami nie pada i nawet są odcinki suchej drogi.

125 km – Stronie Śląskie i na szczęście (nie wiem, czy to najtrafniejsze określenie) zaczyna się podjazd i będzie cieplej. Robiąc prawie dwudziestokilometrową pętlę trzeba wrócić na Puchaczówkę. Ten sam bufet i znów chwila postoju. Zjeżdżając w dół wracam na deszczowe tereny i zaczynam dygotać z zimna. Do mety jeszcze pół setki.

Za Bystrzycą Kłodzką zaczyna się jazda w górę i jeżeli nie liczyć krótkich zjazdów, tak będzie do mety. Z każdym kilometrem podjazd robi się bardziej
stromy, powoli doganiam kolegę, z którym kilka razy spotykaliśmy się na trasie. Zaczyna się najbardziej stromy podjazd dzisiejszej trasy (Poręba) i kolega zsiada z roweru. Na następnym kilometrze wyprzedzam Heńka prowadzącego rower pod górę. Jadę 7 km/h i łatwo nie jest. Wreszcie szczyt i do mety ostatnie 30 km. Pada mocniej ale teraz to już nie ma znaczenia.

184 km – końcówka ostatniego podjazdu w Zieleńcu, meta, pamiątkowy medal, szybko jakiś ryż z mięsem, herbata i uciekam pod ciepły prysznic.

Podsumowanie:

Trasa
–  ze względów techniczno-organizacyjnych kilka dni przed startem skrócona  z 200 km do 184 km.

Uczestnicy
– na trasę GIGA wyjechało ok. 70 zawodników, ukończyły 53 osoby.

Wyniki
–  czas zwycięzcy                   6:21:15

45. Krzysztof Miniewicz   9:05:55

Komplet wyników znajdziecie TUTAJ (klik).

Z mojego  pulsometru:
tętno śr. 141;  max  182;   zużyte  5644 kcal.

Będąc przyzwyczajonym do górskich tras maratonowych przekraczających 200 km, ukończyłem zawody w dobrej formie i z zapasem energii, co wcale nie znaczy, że moim największym marzeniem na mecie były jeszcze 2 godz. jazdy w deszczu.

Krzysztof Miniewicz

Zdjęcie z galerii Romka Zelema.

Facebook