Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
I Sądecki Maraton Rowerowy
22 września 2007
Żądło Szerszenia – wiatr i zmęczenie
22 września 2007

Saint

212 km z 2825 m przewyższeń. Takie parametry na pewno stanowią pewne wyzwanie dla każdego „śmiertelnika” zakręconego na punkcie rowerów. Jeśli do tego dorzucić szaleńcze tempo, multum uczestników i profesjonalna organizacje stajemy przed rzadka okazja wzięcia udziału w czymś naprawdę wyjątkowym.

Dlatego tez nie mogliśmy sobie podarować Wyścigu Wokół Tatr AD 2007, tym bardziej, ze w tym sezonie start i meta były usytuowane w Zakopanem. Była to tez pierwsza okazja, żeby oficjalnie pokazać się na szosie jako bikeholicy.

undefined

Na stracie zjawiło się ponad 300 kolarzy. Z jednej strony to niezła frajda zobaczyć taki ogrom kolarzy, z drugiej jednak stwarza to trochę problemów natury organizacyjnej. To akurat był jeden z dwu dla mnie mankamentów. Zanim udało nam się ruszyć po sygnale do startu czołówka zdążyła już dobrze odjechać i trzeba było włożyć wiele wysiłku żeby dojść główny peleton. Nie ułatwiały zadania dziury i podjazdy zaraz za Zakopanem. No i tempo… Szaleńcze. Mimo że początek w większości pod górkę to średnia od razu powyżej 30. Jak się później okazało ta szarża kosztowała mnie sporo energii, której potem trochę zabrakło.

undefined

Zaraz za granica pierwsza premia górska. Liderów już oczywiście widać nie było, ale w drugiej (chyba) grupie nadaje od podnóża Prislopu tempo i kreskę mijam jako pierwszy. Potem zjazdy. Masakra. Prędkość nie schodzi poniżej 70 i trzeba być mocno skoncentrowanym żeby nie zostać z tylu. Szczęśliwie przed nami jedzie policja, która rozgania samochody, co zdecydowanie ułatwia jazdę.

Potem już troszkę większy luz… Magistrala tatrzańską dojeżdżamy do Smokovca, gdzie jest pierwszy bufet. Tam nowe doświadczenie z łapaniem torb z fantami, jak na TdF :D Szybkie przepakowanie, pojedzenie (wszystko w ruchu) i jazda dalej. Przed nami druga premia – Strbskie Pleso – łatwizna J

Dalej zaczął mi dokuczać drugi mankament. Wiele osób miało własne wozy techniczne, z których brali nowe bidony czy jakieś jedzenie. Niektórzy nawet wykorzystywali je w niedozwolony sposób jadąc sobie za nimi… Ale właśnie takiej nie wymagającej zatrzymania wymiany bidonu brakowało najbardziej. Już wiedziałem, ze na którymś bufecie trzeba będzie stanąć, co oznaczało, że się nie uda raczej dojechać z aktualna grupa. Na dodatek na drodze za miejscowością Podbanskie zaczęło silnie wiać z boku i mimo jazdy „wachlarzem” to i tak się większa grupa trochę podzieliła i za 2 bufetem w Jaminku miałem ciężkie chwile goniąc grupę po dziurawej drodze. Dalej już majaczył podjazd pod Ostra. Jakoś dziwnie grupa się co chwile rozpadała na mniejsze i ciężko było odpocząć przed tym najtrudniejszym na trasie podjazdem. Od 7 do 10% nachylenia przez długi, ok. 10 kilometrowy kawałek. Było ciężko. Na górze 3 bufet, na którym musiałem stanąć żeby napełnić bidony. Potem szaleńcza jazda w dol. Jak przypuszczałem pozostały tylko niedobitki grupy, w której jechałem. Zjazd minął szybko, zdecydowanie za szybko… bo zaraz za nim następny podjazd na Oravice. Po początkowo łagodnym odcinku ostatnie kilometry znów ciężkie z około 9%. Co raz bardziej dawało o sobie znać zmęczenie i ten szaleńczy początek. Jakoś poszło, wiec już było nie daleko…

undefined

Przy wyjeździe na drogę prowadzącą już do granicy złapał mnie skurcz stopy… Coś nowego. Bardzo nie przeszkadzało, ale dość dziwne uczucie. Zaraz przed granica 4 bufet, łapie tylko kubek soczku i bez zatrzymania jadę dalej. Gdzieś tu przykra przygoda spotyka gres, który zaliczył upadek i pogiął przednie koło. Na granicy bramka pomiaru czasu ustawiona chyba po to żeby było słychać czy ktoś jedzie legalnie

W Chochołowie skręcamy w prawo i mijamy do Zakopca mamy 18 kilometrów. Jedzie się już bardzo ciężko. Boczny wiaterek nie ułatwia zadania i trasa się zaczyna dłużyc co raz bardziej. Jeszcze przed Kościeliskiem o mało nie doszło do wielkiej kraksy, gdy jakiś matoł wyprzedzając nas skręcił w prawo bezpośrednio z lewego pasa. Pierwsi dawali mocno po piskach…

W końcu dojeżdżamy do wejścia w dolinę Kościeliska, wiec już czuć bliskość mety. Lekka hopka i szybki zjazd do Zakopanego, gdzie kierowani przez Policje kluczymy po mieście by wypaść na ul. Piłsudzkiego, gdzie tuż przed skocznia była meta.

undefined

Było naprawdę ciężko. Zapowiadali deszcze po południu, a tu temperatura cały czas oscylowała w okolicach 30 stopni. Najgorsze podjazdy przyszły na koniec, a wcześniej ciężko było oszczędzać siły. Gratulacje należą się BK, która była druga wśród kobiet i dzięki temu mieliśmy szanse na spróbowanie mistrzowskiego szampana. Ja byłem 95-ty tracąc do zwycięzcy 48 minut. Gres pomimo upadku skończył na 208 miejscu. Ostatni, którzy dojechali mają czas ponad 10,5 godziny, co pokazuje jak było ciężko. Zwyciężył zawodowiec (inaczej być nie mogło), po raz pierwszy Polak, Dawid Krupa z czasem 5:44:38.

zdjęcia

za bikeholicy.pl 

Facebook