Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Karpacz
25.08

Choszczno
1.09
Maraton odbył się w Świnoujściu
24 maja 2005
Zgodnie z przewidywaniami ktoś odskoczył
31 maja 2005

liderem Pucharu Polski w Maratonach Szosowych po dwóch edycjach 2005

Jak długo jeździsz na rowerze? Jak się przygotowywałeś do maratonu? Jakie były twoje pierwsze przygody z rowerem? Co było dla Ciebie najtrudniejsze na trasie?

Zdzisław KalinowskiProsto na wszystkie pytania mógłbym odpowiedzieć tak. Może od początku w roku 2003 miałem operacje kolana (wiązadło krzyżowe plus plastyka). Ortopeda obawiał się, że nie zdołam odbudować mięśni nóg . Problemy z bieganiem mam do dziś, lecz Choszczeński ośrodek rehabilitacyjny i znajomi jeżdżący na kolarskich rowerach min. C.Gazda namówili mnie do jeżdżenia na rowerze gdyż są to inne obciążenia dla stawów. Do marca odrzuciłem kule. Zacząłem skromnie od górala kupionego w makro. Rower nie dotrwał pierwszego przeglądu.

I choć pierwsza jazda trwała dłużej niż przebiegnięcie kiedyś tej samej trasy. 20 kwietnia 2004r. Z.Malinowski świetny kolarz, a zarazem fachowiec złożył mi rower wyścigowy. Zacząłem jeździć sam. Pierwsza wywrotka, nie zdążyłem wypiąć butów z pedałów, następnie zderzenie z samochodem, który nagle zahamował. Kiedyś oprócz kolarstwa uprawiałem wiele różnych dyscyplin sportowych. Np. z boksu zapamiętałem wiele życiowych lekcji. Bokser który pada na deski jeszcze walki nie przegrywa, chyba że z nich nie wstaje. Nie poddaje szybko siebie, swego celu. Po prostu nie jest skończone dopóki nie wygrasz.

Później zacząłem jeździć w grupie, tu także wywrotka, liźnięcie koła, pierwsze szlify wiele tego jest choć krótko siedzę na rowerze. Ktoś powiedział mi kiedyś że przeżyłem 80 lat w 48. Nie zraziło mnie to że nie mogłem utrzymać równowagi na trenażerze rolkowym. Za namową J.Szymkiewicza wzięliśmy udział w 2004 roku Klasyku Kłodzkim i Świnoujskim maratonie.

Mój cel jaki miałem do 20 kwietnia to przejechać na rowerze 20 tysięcy kilometrów , był za mały bo go osiągnąłem. To były jazdy w deszcz śnieg i mróz, a cały grudzień z uwagi na to że cały dzień od 7.00 do 20 był wypełniony pracą jeździłem w nocy po 22 , miasto oświetlone lampkami świątecznymi no i światła na przejściu wyłączone. Pamiętam pierwszy stycznia 2005 godzina 12.00 pełno szkieł na ulicach po sylwestrowych szampanach, a ja na rowerze.

Pierwsze miejsce w Świnoujściu, przyznaje to był mój cel ogromną pracę którą wykonałem przed maratonem , dodawała mi wiary że jest to możliwe , ponieważ nie ma darmowych obiadów. To jest moje pierwsze zwycięstwo na rowerze , choć w ogóle zwycięstw miałem spore i nadal zamierzam zwyciężać z sobą. Jeśli pomyślisz , to stwierdzisz że wystarczy być ciągle lepszym od siebie a wtedy pokonasz każdego. Wiem że każdy może tego dokonać obudzić w sobie olbrzyma a potem nie pozwolić mu tylko zasnąć. Dystans 510 kilometrów mnie nie przestraszył , gdyż wcześniej zgłosiłem się na 1008 kilometrów , Świnoujście-Ustrzyki Dolne.

Myślałem o starcie w pierwszych grupach a także o jeździe samemu, gdyż chciałem pokonać za dnia polskie drogi. Bałem się dziur , tym bardziej jak jadący na pierwszej pętli ze mną w porze złapał gumę. Nie znałem wielu uczestników maratonu ale wiedziałem kto wygrał w zeszłym roku maraton. Od kwietnia podszedłem do treningu bardziej profesjonalnie. Zacząłem jeździć bardziej na czas niż na objętość. Nie sądziłem że w kolarstwie jest tyle wiedzy. Kiedy budowałem dom zaczynałem go od potężnej ławy abym mógł na niej jak najwięcej kondygnacji postawić. Sadze że kolarze co roku budują jeden dom tzn. bazę a w miesiącach startowych mają wtedy to co potrzebują. Ktoś powiedział że w sezonie się jeździ a w zimę się wygrywa wyścigi.

Pytasz co było dla mnie najtrudniejsze na trasie? Może to dziwne ale to co dla innych najtrudniejsze. Obawa że zabłądzę i że złapię gumę , bo tak się działo w maratonach 2004 r. Przebierając się po pierwszej pętli zostawiłem niechcąco opis trasy, lecz wiedząc że jadę sam wziąłem dwie dętki. Zaraz za promem zabłądziłem, dlaczego ? Bo spytałem przechodnia, chciałem być pewny, a mówią „kto pyta nie błądzi”, ale do skutku spytałem ponownie i zawróciłem.

Chcę podziękować Wiesiowi Rusakowi za pożyczenie kluczy na PK Pasewalk, gdyż jechałem ponad 100km z luźną kierownicą. W tym roku na trasie także trafiłem na jelenia. W zeszłym roku na pierwszej pętli w Polsce , byłem na zmianie , prowadziłem grupę, a w tym w Niemczech na drugiej pętli o północy, lecz był to policjant, piszę jeleń bo tak samo się zachował, jak jeleń, kiedy mnie zatrzymano, użyłem hasła wyścig, on odskoczył i popędził mnie. Z Anklam nie wiedziałem jak wyjechać. Tam pomogła mi młodzież niemiecka idąca z dyskoteki, skierowali mnie na Usedom. Dętki, jedną przebiłem w Szczecinie, a drugą na 1500 m. przed metą , na krawężnikach w Świnoujściu.

Myślę że temat wyczerpałem. Zaczynając przygodę z rowerem, chciałem tylko odbudować mięśnie nóg !!!

Z kolarskim pozdrowieniem Zdzisław

Facebook