Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2022 | Puchar Polski Maratończyków w Jeździe Indywidualnej na Czas 2022

Rewal
21-22.05

Płoty
9-10.07

Pniewy
6-7.08

Gryfice
3-4.09

Radowo Małe
24-25.09
Piotra Ejsmonta historia bardzo osobista
8 listopada 2008
CF7, Colnago oraz Ferrari po raz kolejny
10 listopada 2008

Zaraz po ślubie Maria zaczęła prowadzić pełny i staranny zapis wydatków, który to zwyczaj zachowała do końca życia. Z czasem notatniki, których używała do tego celu, stały się małe i proste. Na początku jednak zakupiła imponującą księgę dużego formatu, ze złotym napisem „Wydatki” na okładce. Koszt zakupu owej księgi – 1,90 franka – został skrupulatnie odnotowany w jednej z wielu wydrukowanych tam rubryk.

Księga wydatków odzwierciedla wszystkie najbardziej typowe potrzeby francuskiego burżuazyjnego gospodarstwa mowego z lat dziewięćdziesiątych XIX stulecia. Znalazły się w niej pozycje takie jak: ogrzewanie i światło, czynsz, choroby, „wydatki stołowe” i, naturalnie, pensje dla służby. Istniały tam również oddzielne kolumny przeznaczone na wydatki Pana, Pani i dzieci. O tym, że twórcy owego notatnika starali się iść z duchem czasu, świadczy rubryka zatytułowana: „Pojazdy-Kaprysy”. W tym miejscu młoda pani Curie dokonała pewnej zmiany – przekreśliła słowo „Pojazdy” i ozdobnym pismem napisała „Rowery”.

Zarówno w listach do rodziny w Polsce, jak i w swoich wspomnieniach Maria Curie podkreślała, że jej życie z Piotrem Curie wypełniała praca. „Nasze życie wciąż płynie tak samo, jednostajnie – pisała do Józefa Skłodowskiego. – Nie widujemy nikogo prócz Dłuskich i rodziców mego męża w Sceaux. Prawie nigdy nie chodzimy do teatru i nie pozwalamy sobie na żadne rozrywki”.

Była to jednak przesada. Z pewnością państwo Curie nie brali udziału w kawiarnianym życiu Paryża oraz hucznych przyjęciach, których tak wiele odbywało się w epoce fin de siecle – nie lubili „pokazywać się” i „bywać”. Regularnie uczestniczyli jednak w kolacjach wydawanych przez Towarzystwo Fizyczne. Interesowali się także nowinkami, o których rozmawiano w tym okresie w Paryżu. W 1896 roku, zaledwie rok po tym, jak bracia Lumiere wynaleźli technikę projekcji fotografii w postaci filmu ruchomego, państwo Curie kupili bilety i poszli do kinematografu. […]

Ich pasją były także rowery. Rozmaite modele rowerów konstruowano już od początków XIX wieku. W latach dziewięćdziesiątych sport rowerowy zyskał, podobnie jak w naszej epoce jogging, niezwykłą popularność. Początkowo pojawiały się opinie, że jazda na rowerze jest szkodliwa dla zdrowia. Niektórzy uważali, że wyniszcza ona organizm. Wkrótce jednak zaczęto coraz bardziej stanowczo twierdzić, że jest całkiem odwrotnie. „Pomysł, że jazda na rowerze może wywołać przepuklinę, jest czystą bzdurą – pisał jeden z entuzjastów sportu rowerowego. – Zażywany rozsądnie i z umiarem jest jednym z najlepszych ćwiczeń fizycznych naszych czasów (…) i niemal pewnym lekarstwem na niewydolność wątroby”. Na rynku pojawiła się Bécane – mięsna odżywka w płynie dla cyklistów. Ukazało się również dwutomowe dzieło naukowe, drobiazgowo rozpatrujące zarówno sprawy techniczne, jak i zdrowotne aspekty sportu rowerowego.

W Paryżu końca XIX wieku nie można było pozostać obojętnym wobec roweru, maszyny, która pozwalała człowiekowi wyprzedzić konia. Pewien zapaleniec twierdził, że jazda na rowerze jest „rewolucją w poruszaniu się” oraz „religią, która inspiruje już ponad milion radosnych wyznawców”. Kobietom rower kojarzył się z emancypacją. „Dla wielu, które szczerze pragną aktywnie stanąć do pracy – pisała Maria E. Ward w książce Sport rowerowy dla kobiet – nadeszła odpowiednia sposobność”. A Maria Pognon, zwracając się do Kongresu Kobiet w Paryżu w 1896 roku, wzniosła toast za rower, „który nas wyzwoli”.

Strój do jazdy na rowerze – a szczególnie bermudy – stanowił widomy symbol owej wolności. „To rower doprowadzi do emancypacji kobiet – twierdził Georges Montorgueil w książce Les Parisiennes d’a présent. – Rower, niosący ze sobą zrównanie płci i demokratyzm, stworzył trzecią płeć”.

„To wszak nie mężczyzna – pisał dalej – ta postać jadąca na rowerze w szarawarach, z odsłoniętymi łydkami, bez gorsetu, w kapeluszu o płaskim denku (…) Czy to kobieta? Sprężysty szybki krok, ręce w kieszeniach, poruszająca się bez towarzysza, przesiadująca na tarasach kawiarń, z nogą założoną na nogę, śmiało zabierająca głos – to jest właśnie rowerzystka” .

Piotr i Maria nie należeli do niewolników mody. Kiedy się jednak już do czegoś przekonali, wkładali w to całe serce. Tak właśnie było z jazdą na rowerze. Niedługo po ślubie pozowali w ogrodzie w Sceaux do fotografii, stojąc obok rowerów. Były to najnowsze „bezpieczne” modele, mające dwa koła tej samej wielkości, w przeciwieństwie do tradycyjnego welocypedu, na którym rowerzysta „ciągle obawiał się upadku do przodu lub na bok”. Na kołach, zamiast powszechnie jeszcze używanych obręczy gumowych, znajdują się już opony nowoczesnego typu, napełniane powietrzem. Kierownica roweru Marii jest ozdobiona girlandą kwiatów; zarówno ona, jak i Piotr ubrani są od stóp do głów w zalecane do jazdy stroje.

Garnitur Piotra składa się z krótkiej, luźnej marynarki i szerokich spodni. Maria ma na sobie słomkowy kapelusz o wąskim rondzie (który, jak dowodziła autorka podręcznika jazdy na rowerze dla pań, „nie zsunie się z głowy w żadnych okolicznościach”), dopasowaną, ale niezbyt obcisłą bluzkę z nakładanym kołnierzykiem. Na nogach ma, podobnie jak Piotr, męskie pantofle na gumie, a zamiast długiej spódnicy podkolanówki oraz szarawary, „zebrane w kolanach, wykończone tasiemką i zapinane na guzik”.

Przez następnych kilka lat zapiski w rubryce bicyclettes wykazują regularne wydatki na naprawy, części i ekwipunek rowerowy. Odnotowane są tam zakupy wentyli, szprych i sworzni oraz smaru. Do każdego roweru potrzebna była lampa naftowa, by oświetlać drogę w nocy. Trzeba było również opłacać corocznie podatek rowerowy, gdyż posiadanie roweru uważano jeszcze wówczas za luksus, choć w rzeczywistości stał się on już rozrywką klas niższych. Do tego dochodziły jeszcze wydatki na ubranie rowerowe – buty, kalosze na niepogodę, strój dla Marii uszyty specjalnie przez krawca. Na dłuższe wyprawy zabierano mapy dla rowerzystów (nowość na rynku).

Zaraz po ślubie, latem 1895 roku, Maria i Piotr wsiedli do pociągu i ruszyli wraz ze swymi rowerami na północ nad morze. Jeździli wybrzeżem od jednej wioski rybackiej do drugiej. „Lubiliśmy melancholię wybrzeży Bretanii oraz rozległe przestrzenie porosłe jałowcem i wrzosem, sięgające aż do krańców Finistere, podobnych pazurom czy zębom, wcinającym się w wiecznie przelewające się fale”.

W następnym roku udali się w przeciwnym kierunku, ku dziwacznym wulkanicznym górom i wapiennym wąwozom Owernii, które Piotr przemierzał niegdyś wraz ze swym bratem Jacques’em. W latach dziewięćdziesiątych do Owernii ściągały coraz liczniejsze rzesze mieszczuchów, którzy zażywali tam kąpieli zdrowotnych w ciepłych źródłach i odpoczywali na łonie przyrody. Maria i Piotr unikali jednak uzdrowisk u podnóża Mont Dore. Woleli wynająć chłopską chatę w małej wiosce i odbywać długie wycieczki po okolicy, jeżdżąc w górę i w dół po łagodnych stokach Masywu Centralnego. Pewien ówczesny podróżnik, kreśląc obraz wulkanicznych gór Owernii, pisał: „Niektóre szczyty przypominały kopuły, inne wyglądały jak stożki, niektóre pokryte były zieloną gęstwiną, inne odsłaniały swe starożytne rany (…) niczym armia gigantów w czasie odpoczynku”.

Czasami się zdarzało, że Maria i Piotr, podobnie jak niegdyś bracia Curie, tracili poczucie czasu. W rezultacie pewnego razu musieli spędzić noc na dworze. Oto jak Maria opisuje tę noc w biografii swojego męża: „Inne, na zawsze żywe wspomnienie zostawił nam wieczór, gdy zagubieni o zmroku w wąwozie Truyere słuchaliśmy z zachwytem ludowej piosenki, zamierającej gdzieś daleko, na z wolna płynącej łodzi, gdy źle rozłożywszy czas, nie zdołaliśmy przed świtem wrócić do domu. Spotkawszy wozy, których konie przestraszyły się naszych rowerów, musieliśmy skręcić w bok i jechać na przełaj przez uprawne pola. Wróciliśmy potem na drogę wiodącą poprzez wyniosłą równinę, całą skąpaną w fantastycznych blaskach księżyca. Krowy, spędzone na noc w ogrodzenia, podchodziły, przyglądając się nam poważnie wielkimi spokojnymi oczyma”.

Nawet w stolicy Piotr i Maria wykorzystywali swe rowery, kiedy tylko mogli. W soboty i niedziele oraz w czasie świąt jeździli po okolicach Paryża, na południe do Fontainebleau, gdzie „brzegi Loing, usiane jaskrami, były dla Piotra Curie przedmiotem zachwytu”, oraz na północ, do lasu Compiegne, który „upajał nas na wiosnę swą delikatną zielenią i nieskończonymi kobiercami z barwinków i anemonów”. Raz w tygodniu Piotr i Maria jeździli do domu rodziców Piotra w Sceaux, oddalonego o trzynaście kilometrów od ich paryskiego mieszkania. „Tylko w chlapaninę wolimy kolej” – pisała Maria do Józefa.

[…] Ponieważ Piotr i Maria prawie nigdy się nie rozstawali, rzadko pisywali do siebie listy, które pozwoliłyby nam przyjrzeć się z bliska owej „wymianie energii”. Latem 1897 roku Maria, która spodziewała się pierwszego dziecka, wyjechała nad morze do Bretanii, a mąż miał dołączyć do niej później. Listy Piotra dają nam wyobrażenie o tym, jak całkowicie dzielili się wszystkim w swym życiu.

[…] W swych listach Piotr zwracał się do Marii, używając różnych pieszczotliwych zdrobnień, takich jak „moja mała dziecina” i „moje kochane małe enfanticule” lub „chericule”, które to słowa sam wymyślał. Mawiał też, że na jego ulubionej fotografii Maria wygląda „jak mała dobra uczennica”. Mimo to nigdy nie przyszło mu do głowy, że ona może potrzebować szczególnej troski. Nawet gdy była w ósmym miesiącu ciąży, zdawał się nie przejmować jej stanem. Kiedy napisała mu, że źle zniosła podróż statkiem, odpisał szorstko: „Czy dowiedziałaś się już, gdzie mieszka najbliższy doktor i jak go sprowadzić?” Musiał przecież zdawać sobie sprawę, że rozwiązanie może nastąpić lada dzień. Mimo to kiedy przyjechał do Pont-Blanc, był święcie przekonany, że nadal będą odbywać wycieczki rowerowe, tak jak dawniej.

Piotr trenował przed wyjazdem do Bretanii, jeżdżąc wzdłuż brzegów Fontenay, niedaleko Sceaux. „Zmieniłem mój strój rowerowy i nowy ciągnie trochę na plecach” – pisał do żony. Maria, która w tym okresie musiała być niezgrabna i ociężała, czuła się na tyle dobrze, by wsiąść na rower i wyruszyć wraz z mężem na wycieczkę do Brestu, na południowym wybrzeżu Bretanii.

Chociaż nie zważając na stan Marii jechali ze swoją zwykłą szybkością, nie czuli się już tak swobodnie, jak rok wcześniej w Owernii, gdzie spędzili noc pod gołym niebem. Wkrótce po powrocie Marii i Piotra z Bretanii w ich życiu nastąpiły zmiany, które sprawiły, że choć nadal odbywali wycieczki rowerowe, nigdy już nie byli w stanie całkowicie oderwać się od codziennych problemów. Dwunastego września bowiem Maria urodziła ważącą około 3300 gramów dziewczynkę, którą nazwali Ireną. Narodziny dziecka, jak wskazuje książka wydatków, uczcili butelką szampana. […]

Susan Quinn, Życie Marii Curie, tłum. Anna Soszyńska, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, ss. 176-188.

Źródło: Strona Rowerowa u Zbooya.

Facebook