Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2021

Stargard
08.05

Płoty
19.06

Łobez
17.07

Pniewy
14.08

Gryfice
18.09
Świnoujście gotowe na przyjazd maratończyków
19 marca 2012
Krzysztof w Chile
22 marca 2012

Z Justyną Ślęczką, jedną z nielicznych kobiet na świecie, które tak umiejętnie fotografują kolarstwo, o kolarzach, mężczyznach i kobietach w kolarstwie, ale przede wszystkim fotografii rozmawia Małgorzata greten Pawlaczek.

Justyna Ślęczka - fotografia - kolarstwoPosiada pani rower?
Tak, oczywiście.

Oczywiście? Czy to oznacza, że uprawia pani kolarstwo? Lub jakiś inny sport?
Można powiedzieć, że sportem zajmuję się nałogowo. Praktykuję hatha jogę. Od lat spędzam wiele godzin, a nawet dni na górskich wędrówkach, a w wolnych chwilach jeżdżę konno. Właściwie trudno wymienić wszystkie dyscypliny sportowe, o które się ocieram. Po prostu uważam, że aktywny tryb życia jest jedną z podstaw szczęścia.

A jakie miejsce wśród tylu aktywności zajmuje kolarstwo?
Z przyczyn zdrowotnych nie mogę, niestety, zająć się kolarstwem na poważnie. Pozostaje mi zatem fotografia tej jakże zacnej dyscypliny.

Od kiedy zajmuje się pani fotografią?
Trudno powiedzieć, kiedy dokładnie zaczęła się moja przygoda z fotografią. Wiem jedynie, że trwa to już naprawdę sporo czasu.

Od dawna fotografuje pani kolarzy?
Dokładnie od 2010 roku.

Wcześniej motywem pani zdjęć były moda, konie, lotnictwo, fotografia okolicznościowa i turystyczna. Te tematy okazały się mało emocjonujące?
Zdecydowanie tak. Fotografia okolicznościowa i moda są dla mnie zbyt statyczne. Nie pasjonują mnie, ale nadal przychodzi mi się nimi zajmować. Pozostałe trzy dziedziny były mi bliskie przez bardzo długi czas, uznałam jednak, że muszę się na coś zdecydować. Szczególną słabość mam do lotnictwa. Pozostała mi masa niesamowitych wspomnień i swego rodzaju doświadczenie, które – co teraz zauważam – przydaje się również w fotografowaniu kolarstwa. Zresztą mało brakowało, a zajęłabym się lotnictwem na dobre. Niekoniecznie w roli fotografa. Jak widać, los chciał inaczej.

Może lepiej dla kolarstwa, że tak się stało? Co najbardziej ujmuje panią w tej dyscyplinie?
Przede wszystkim wybór przez kolarzy takiej wymagającej drogi życiowej. Decydując się na taką pracę, taki zawód, podejmują ogromny trud. Godzą się na szereg wyrzeczeń. Odnoszę wrażenie, że to codzienne zmagania z różnego rodzaju przeciwnościami. Cholernie ciężka harówka, walka o osiągnięcie mniejszych i większych celów, silny stres z jednej strony, a z drugiej cudowne przeżycia i emocje. Do tego wyjątkowa siła, nie tylko fizyczna, ale przede wszystkim psychiczna… I to jest piękne! Do tego warte naśladowania na każdej życiowej płaszczyźnie, nie tylko w sporcie, w kolarstwie. Taka postawa charakteryzuje przecież ludzi sukcesu. Wolałabym, żeby o tym przede wszystkim pamiętano w odniesieniu do kolarstwa, a nie o aferach, o których tak chętnie donoszą brukowce.

Interesuje się pani kolarstwem również pod kątem sportowym?
Ależ oczywiście! Żeby czymś się zajmować, nawet jeśli to „coś” zogniskowane jest jedynie w udanym kadrze, który jest najważniejszy dla fotografa, trzeba znać temat wręcz doskonale. Tak jest też z kolarstwem. Ale nie ukrywam, że w tej dyscyplinie interesuje mnie wyłącznie szosa.

Któryś z kolarzy jest szczególnie fotogeniczny?
Każdy kolarz jest na swój sposób fotogeniczny. Wszystko zależy przecież od „dobrego ujęcia”. Za sprawą spostrzegawczości, dostrzeganiu tego, czego inni nie widzą zdolny fotograf nawet z „brzydala” – choć tacy przecież nie istnieją – potrafi wydobyć ukryty dotąd przed światem urok. Ale właściwie muszę przyznać, że mam oczywiście swoje najbardziej fotogeniczne perełki wśród kolarskich nazwisk.

Ma pani marzenie w rodzaju: chciałabym zrobić reportaż z jakiegoś konkretnego wyścigu kolarskiego?
Takiego akurat nie. Chciałabym móc przejechać z kolarzami cały sezon, maksymalnie wykorzystując kalendarz UCI. Od Tour Down Under, aż po Lombardię. To jest wykonalne, ale jeszcze nie w tym roku. Wszystko w swoim czasie.

Jakie zatem ma pani, oczywiście w temacie kolarstwa, fotograficzne plany na ten rok?
Nie będę zdradzać wszystkich swoich planów. Mogę powiedzieć, że zależy mi na pokazaniu w swoich zdjęciach unikatowego charakteru kolarstwa. Chcę wyrobić sobie własny styl, tak by moje fotografie, wśród wielu innych kadrów tej dyscypliny, były rozpoznawalne. Mam pewien handicap, ponieważ jestem kobietą. Dzięki temu potrafię dostrzec to, czego żaden „męski” fotograf wcześniej nie zauważał. Choć nie ulega kwestii, że fotografując kolarstwo trzeba mieć oczy dookoła głowy.

Na swojej stronie wyraziła pani opinię, że kolarstwo to męski sport. A co z kobietami, które kochają szosę? Są niefotogeniczne?
Kolarstwo faktycznie nie jest wyłącznie męskim sportem, choć właśnie ten męski aspekt mnie w nim ujmuje. Ale kolarstwo kobiet, a pamiętajmy, że skupiam się głównie na szosie, nie jest jeszcze na tyle rozpowszechnione, bym – jako fotograf – miała tutaj jakieś większe możliwości. Trzeba się było na czymś skupić. Wybrałam więc wyścigi, w których rywalizują mężczyźni. Mimo tego, gdzieś tam po cichu wierzę, że kiedyś kobiece kolarstwo nabierze prawdziwego blasku. W końcu nawet w Polsce mamy znakomite zawodniczki! I tego właśnie i im, i sobie życzę, by kobiety spełniały się w swoich szosowych planach.

Zdjęcia autorstwa Justyny Ślęczki można zobaczyć na stronie http://www.ciclismoartistico.pl/index.html

Facebook