Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2021

Stargard
08.05

Płoty
19.06

Łobez
17.07

Pniewy
14.08

Gryfice
25.09
Zaproszenie na Mistrzostwa Piły w kolarstwie szosowym
30 sierpnia 2011
Pętla Drawska już w sobotę
31 sierpnia 2011

W sobotę 27 sierpnia 2011 w Gostyniu rozegrana została druga już edycja Amber Road. Tym razem w randze Mistrzostw Polski Amatorów w Drużynowej Jeździe na Czas. Z Radkiem Frydryszakiem, pomysłodawcą i organizatorem rozmawiamy o amatorskim ściganiu i przeszkodach, jakie przed organizatorem kolarskiej imprezy stawia rzeczywistość.

Z Radkiem frygą Frydryszakiem, prezesem Gostyńskiego Klubu Rowerowego i komandorem Amber Road 2011, Mistrzostw Polski Amatorów w Drużynowej Jeździe na Czas o amatorskim ściganiu i przeszkodach, jakie przed organizatorem kolarskiej imprezy stawia rzeczywistość rozmawia Małgorzata greten Pawlaczek.

Jak w Twojej opinii wypada podsumowanie Amber Road 2011?
Nie przystoi samemu się chwalić, ale już w trakcie trwania zawodów czułem, że jest dobrze i nasze całoroczne przygotowania znajdują uznanie wśród uczestników. A na tym szczególnie nam zależy. Chcemy bowiem tworzyć wyjątkową imprezę, tak, jak wyjątkowa jest drużynowa jazda na czas. Najważniejszym osiągnięciem tegorocznej edycji Amber Road jest to, że nasze zawody pod względem sportowym osiągnęły wysoki poziom, a tym samym zyskały na prestiżu. Na trasie trwała prawdziwa kolarska walka i wiele drużyn miało ambicje, by wygrać. Cóż, król jest jeden i nie dał się zdetronizować. Gratulacje dla TGV. Fajnie, że Mistrz jest naszym sąsiadem zza miedzy. Nadal jednak nasze zawody są dla wszystkich i wystartować może każdy, kto kocha jazdę na rowerze, rywalizację, zmagania, braterstwo, poczucie jedności, jakie daje jazda w drużynie. I temu pozostaniemy wierni. Na pucharach zamieściliśmy sentencję będącą mottem naszej imprezy „Było Was 5. i udowodniliście, że tworzycie drużynę”. Tak naprawdę każda reprezentacja dała temu dowód.

Jakie zmiany, nauczony doświadczeniem roku ubiegłego, wprowadziłeś w tegorocznej edycji?
Zmian prawie nie było. Już przy pierwszej edycji dokładnie rozpisaliśmy sobie wszystkie możliwe scenariusze, na bazie których powstał plan działania. Sprawdził się i zrealizowaliśmy go po raz drugi. Dla nas bardzo ważne jest bezpieczeństwo uczestników. To jest priorytet – stworzyć takie warunki do jazdy w ruchu otwartym, aby uczestnicy mieli wrażenie, że ruchu samochodowego nie ma.

Znaczy się – cud taki?
Można tak powiedzieć, jeśli uwzględnić, że każda drużyna miała swojego „anioła stróża” na motocyklu.

Anioły z Black Legion…
Ale jakie skuteczne! Wykonali wspaniałą robotę. A co ważniejsze, nie robili tego, bo muszą, ale dlatego, że chcą. Wielu zawodników prosiło, by im serdecznie podziękować.

Wspomagali zarówno Was, organizatorów, jak i zawodników również funkcjonariusze Policji i Straży Pożarnej?
W tym roku faktycznie nieco większy nacisk położyliśmy na zaangażowanie służb mundurowych. Trasa przygotowana na tę edycję Amber Road miała kilka newralgicznych miejsc, w których nie mogło zabraknąć strażaków i policjantów. Nie zawiedli, za co jestem im bardzo wdzięczny. W dodatku Powiatowy Zarząd Dróg połatał dziury i jazda stała się przyjemniejsza.

Masz więc uzasadnione powody, by pozytywnie podsumować Amber Road 2011?
Co ciekawe to właśnie druga edycja pokazała nam, gdzie musimy wprowadzić zmiany, by trzecia była jeszcze lepsza. Rok temu wystartowały 22. drużyny. Teraz 39. Ilość ma znaczenie i stawia przed nami nowe wymagania. Stąd wszelkie sugestie od uczestników notujemy i uwzględnimy.

Tradycje drużynowych wyścigów szosowych na tak długim dystansie (przypomnijmy – 100 km) właściwie zanikły w zawodowym peletonie, ponieważ to dla kolarzy bardzo wymagająca forma rywalizacji. Dlaczego Amber Road ma właśnie taką formułę?
Właśnie dlatego. Bardzo wymagająca forma rywalizacji – doskonale to ujęłaś. Kolarstwo właśnie z tego powodu jest, jak sądzę, najpiękniejszą dyscypliną sportu. Kiedy wsiadamy na rower w większości zawodów jedziemy „po swoje” i „dla siebie”. Ale nie w Amber Road. Tutaj jesteś tyle wart, ile warta jest Twoja drużyna i ile Ty dałeś swojej drużynie. Dziewczyny z biura zawodów były pierwszymi, które łapały zawodników na mecie. Wiem od nich, że wielu z kolarzy nie miało siły stać, niektórym obłęd malował się na twarzy, ale gratulowali sobie wspólnej jazdy, ściskali się i byli dumni z tego, co osiągnęli. Wspaniałe.

Pogoda dopisała, choć największym przeciwnikiem zawodników okazał się wiatr. To było zaplanowane, jak się domyślam…?
Oczywiście! Każde zawody muszą mieć swoją specyfikę. Często marudzę, kiedy wieje i miewam wrażenie, że w Gostyniu wieje cały czas. Tym razem jednak pogoda przesadziła. Mieliśmy słońce, ale zbyt silne. Mieliśmy wiatr, który mógł chłodzić, ale był zbyt porywisty. A na trasie 195 zawodników zmagało się z tym żywiołem i nie ustąpiło. Zaimponowali wielu osobom, które przyszły ich oklaskiwać.

Trasa zmieniła się w stosunku do ubiegłego roku?
Tak, ale zmiana była konsekwencją działań naszego strategicznego partnera. Otóż Amber Road celowo organizowany jest w ostatnią sobotę sierpnia. Tego dnia swoje święto ma Powiat Gostyński. Tym razem obchodziliśmy je w formie Wielkiej Rewolucji Rowerowej, która nawiązywała do obecności (prawdopodobnej) Napoleona w Klasztorze na Świętej Górze. Stąd zmiana miejsca startu i mety, bo nam zależy na tym, aby drużyny finiszowały wśród dopingujących kolarzy kibiców. Wielkiego tłumu nie było, bowiem Rewolucja trwała na całego i ludzie mieli sporo atrakcji do wyboru, ale i tak miło, kiedy kilkadziesiąt osób non stop przygląda się zawodom. Wiem, że taki sympatyczny doping zdarzał się także na trasie. Może za jakiś czas uda się postawić szpaler na jakimś podjeździe?

Czego zawodnicy na trasie nie dostrzegają w czasie zmagań? Przejeżdżają przez interesujące, osobliwe miejscowości?
Szczerze przyznam, że to dość trudne pytanie. Wytyczając trasę kierujemy się nie tyle jej atrakcyjnością turystyczną, co raczej kolarską skalą trudności i bezpieczeństwem przejazdu. Gostyń i jego okolice trudno nazwać atrakcyjnymi turystycznie, ale rozmaitych walorów tu nie brakuje. Na pewno Klasztor, w cieniu którego zaległy „pomordowane” drużyny, to kulturowe centrum powiatu, miejsce gdzie wiele się dzieje, a teraz zawitali jeszcze kolarze. Gdyby drużyny miały czas, to zaproponowałbym wizytę w zabytkowym drewnianym kościółku w Domachowie (zapewne nawet go nie dojrzeli na trasie), czy odwiedzenie i posilenie się w Pałacu Gębice.

Miałeś faworytów na ten wyścig?
Jednoznacznie powiem, że nie. Owszem, znałem przewidywane czasy przejazdu oraz składy, więc na ich podstawie mogłem przypuszczać, kto będzie walczył o tytuł mistrzowski. Drużyn takich było kilka i co ciekawe niektóre zajęły dalsze lokaty, niż wynikałoby to z szacunków. Trzymałem kciuki za dobry występ GKR-u i jestem przekonany, że za rok skończą się problemy i wystawimy wreszcie mocniejszy skład. Wówczas „niebieskie mundurki” zaskoczą wielu.

Był kłopot z pozyskaniem teamów na Amber Road?
Żadnego, co mnie zaskakuje. Jeden z kapitanów zadzwonił do mnie na miesiąc przed zawodami, „terroryzując”, że jeżeli jego drużyna nie wystartuje, to impreza straci na prestiżu. Kapitan innej ekipy, którego gorąco pozdrawiam, w zamian za dopuszczenie do startu ufundował mnóstwo nagród, które rozdaliśmy dzieciakom. I to jest cudowne, a mi niezwykle trudno było informować, że lista startowa jest już pełna… W konsekwencji z zakładanych 30. drużyn prawo startu nabyło 40., a kiedy rok temu ruszaliśmy z imprezą obawiałem się, czy znajdzie się choć dziesięć zespołów. Ale „amator” to miłośnik, wielbiciel – a takich, jak widać, nam nie brakuje.

Trudno zorganizować taki wyścig?
Oj, tak. Trzeba się nabiegać, nagadać, ustalać, przypominać, prosić i czasami przechwalać. Ale warto. Kiedy wszystko już ucichło, większość drużyn się rozjechało, ja pozostałem jeszcze chwilkę. Podszedłem do punktu gastronomicznego i poprosiłem o kiełbaskę i piwko. Uprzejmie poinformowano mnie, że stanowisko jest już nieczynne. Nagle jeden z przechodzących kolarzy odezwał się w te słowa: „Wiesz, kim on jest?” …i kiełbaska się znalazła, piwko też. Były momenty zwątpienia, szczególnie kiedy ilość spraw do załatwienia odbiła się na mojej pracy zawodowej i rodzinie. Trzeba wówczas nieco nabrać dystansu, wsiąść na rower, sponiewierać się i od rana znów z impetem zacząć działać. Na szczęście zawsze pojawią się ludzie, którzy pomogą. Dlatego korzystając z okazji chciałbym podziękować wielu osobom, bez zbędnego ustalania kryteriów ważności: wszystkim członkom i sympatykom mojego stowarzyszenia, czyli Gostyńskiego Klubu Rowerowego, którzy w dniu zero dwoili się i troili, a szczególnie Julkowi, który był do mojej dyspozycji przez ostatnie dni; mojej żonie i synowi oraz dziewczynom z biura zawodów, bez których poległbym na całej linii; Robertowi zwanemu Musaszim (kurcze, ile ten facet ma w sobie fantazji do prowadzenia zawodów); Michałowi i Łukaszowi z działu promocji Powiatu Gostyńskiego, z którymi tworzymy to dzieło; uczestnikom Wielkiej Rewolucji Rowerowej, którzy dopingowali drużyny na mecie; Bractwu Motocyklowemu Black Legion, zastępom Straży Pożarnej z Piasków, Borku, Pogorzeli, Pępowa i Krobi oraz Policji z Gostynia, Śremu i Krotoszyna – bez pomocy funkcjonariuszy policji i straży nie udałoby nam się zagwarantować bezpieczeństwa na trasie; Ośrodkowi Sportu i Rekreacji w Gostyniu za pomoc w przygotowaniu biura zawodów; Zarządowi Dróg za pomoc w przygotowaniu trasy. Sponsorom: firmie Filtron, Kaczmarek, Bank BGŻ, Gerfin Finanse, Hermes, Mróz, Ardagh Glass, Kawon, In The Press. Sponsorom klubu, firmom: Dombud, Chod-Dróg, Jula Benz. Partnerom: Powiatowi Gostyńskiemu, Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Wielkopolskiego, Gminie Gostyń. Podziękowania także dla: Atak Sport, Penco, Bicykl Szczecin oraz Szerszeni za miły gest na zakończenie (wystartuję za rok w Trzebnicy w waszej koszulce!).

Dziękuję za rozmowę, gratuluję wspaniałej imprezy i do zobaczenia za rok!

Galerię zdjęć z Amber Road znajdziecie na stronie organizatora (klik) i w galerii Szerszeni (klik).

Zdjęcie Radka (na zdjęciu pośrodku, w teamowym stroju) ze strony Szosowiec.pl.

Facebook