Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2019

Gryfice
3.05

Stargard
11.05

Łobez
06.07

Nowogard
20.07

Rewal
21.09
Błotny sport
27 października 2008
Zwycięzca rankingu UCI
29 października 2008

Bernhard i Stefan w jednym spali pokoju. Bernard na dole, Stefan na górze, a CERA po środku – tak najkrócej, parafrazując bajkę Aleksandra Fredry można podsumować tegoroczny TdF w wykonaniu dwóch zawodników nieistniejącej już, niemieckiej ekipy Gerolsteiner.

Po raz piętnasty z rzędu bacznie śledziłem kolejną edycję wyścigu dookoła Francji. Przez wszystkie te lata, najpierw za pośrednictwem telewizji i prasy, teraz także Internetu, podążałem za najnowszymi wiadomościami z trasy. Obserwowałem wszystkie skandale dopingowe jakie zdarzyły się na TDF w ostatnich piętnastu latach. Afera Festiny, TVM, Cofidisu, Operacion Puerto, wpadka Simoniego, Rumsasa, Landisa, Winokurowa, Ricco, spowiedź Jesusa Manzano, czy Bjarne Riisa – to tylko niewielki wycinek przykrych historii związanych z tourem w tym okresie.

Mało tego. Jeśli przejrzymy dziesiątki najlepszych kolarzy w tym okresie, to na palcach jednej ręki policzymy tych, wobec których nigdy nie było żadnych podejrzeń. Dlatego też dwa zwycięstwa Stefana Schumachera w jeździe na czas momentalnie wzbudziły podejrzenia wielu kibiców kolarstwa. Czy kolarz dotychczas jeżdżący bardzo przeciętnie na czas był w stanie pokonać najlepszych w tej specjalności?

Niemniej podejrzana była jego dobra postawa w górach, gdzie Schumacher kilka razy inicjował ucieczki. Całkiem dobrze jak na specjalistę od klasyków. Jak się okazało później, zbyt dobrze. Czy Niemiec, który w lipcu dwukrotnie pokonał najlepszego czasowa ostatnich lat Szwajcara Fabiana Cancellarę, w ciągu trzech tygodni zanotował taki spadek formy, żeby stracić do niego ponad trzy minuty na czasówce w Pekinie? Odpowiedź nasuwa się sama.

Dużo mniej widowiskowy był młody Austriak Bernhard Kohl. Jego najlepszym etapowym osiągnięciem było czwarte miejsce na 10. etapie wyścigu. Mimo to dobra, równa jazda pozwoliła stanąć mu na najniższym podium w klasyfikacji końcowej. Pardon… jak wiemy wszyscy, w równej jeździe wspomagał go niedozwolony specyfik CERA.

Teraz, gdy światło dzienne ujrzały matactwa obu zawodników możemy podglądać postawę do niedawna dwóch kolegów z jednego pokoju. Postawę jakże odmienną. Skruszony Kohl przyznał się do stosowania dopingu pod presją podpisania nowego kontraktu na przyszły sezon. Schumacher do niczego się nie przyznaje. Który z nich bardziej na tym skorzysta? Pewnie logice wbrew okaże się, że na całym zamieszaniu lepiej wyjdzie Niemiec. Dotychczasowe przypadki dopingu pokazały, że kolarze, którzy do końca nie dają się przekonać, że „białe jest białe, a czarne jest czarne” po okresie dwuletniej karencji znajdują zatrudnienie i wracają do zawodowego kolarstwa. Ci, którzy wyjawią prawdę mogą mieć podobne problemy do tych jakie miał choćby Joerg Jaksche.

Władze Austriackiego Związku Kolarskiego usilnie nalegają, aby Kohl wyjawił personalia wszystkich osób zamieszanych w proceder. Czy wyda także swojego kolegę z pokoju? Czy dotychczasowy szef ekipy Gerolsteiner Hans-Michael Holczer naprawdę nic nie wiedział, czy może tylko udaje Greka? Czy może również nie wie, że jego kolega z ekipy, dyrektor sportowy Christian Henn był przyłapany na stosowaniu dopingu, a całkiem niedawno przyznał się do stosowania m.in. EPO podczas występów w koszulce Telekomu w latach 90-tych?

Czy kiedykolwiek władze kolarskie zdadzą sobie sprawę z tego, że w doping nie zamieszani są tylko sami kolarze? Oni są jedynie produktem końcowym długiego, często wieloletniego łańcucha doperów. Swoją drogą jestem ciekaw jak dalej potoczą się losy obu panów i jak zachowa się Kohl. Oby „Kapusta” nie okazała się być pusta.

Adam Szulczewski

fot. www.corvospro.com

Źródło: Pro-cycling.org.

Facebook