Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2021

Stargard
08.05

Płoty
19.06

Łobez
17.07

Pniewy
14.08

Gryfice
25.09
Grupy startowe w Kołobrzegu
10 sierpnia 2012
Ultrakolarz już w Austrii
14 sierpnia 2012

Marek Ciechański: Trasy VII Łobeskiego Maratonu Rowerowego oparte są na pętli 135 km, przebiegającej przez teren Wysoczyzny Łobeskiej. Na prośbę zainteresowanych wytyczyliśmy też dystans 100 km, który w znacznej części pokrywa się z trasą podstawową. Najbardziej ekstremalna jest trasa ultra maratonu: urozmaicona, miejscami wymagająca i trudna technicznie. Startujących na tym dystansie zdecydowaliśmy się wypuścić o godzinie 04:00, bo bezpieczniej będzie, jeśli ukończą przejazd w świetle dziennym.

Z Markiem Ciechańskim, który w tym roku terminuje u swojego taty, Romka Ciechańskiego w organizacji Łobeskiego Maratonu Rowerowego im. Eugeniusza Gostomczyka (już 25 sierpnia) o urokach okolic Łobza i pokonywaniu dystansu ultra rozmawia Małgorzata greten Pawlaczek.

Co było inspiracją do zorganizowania w Łobzie maratonu rowerowego, jednego z pierwszych w cyklu PP?
Każdy z organizatorów Łobeskiego Maratonu Rowerowego miał za sobą jakąś przeszłość sportową. Romek, mój ojciec, i Gienek biegali. Gienek był nawet mistrzem swojej kategorii wiekowej. Ojciec biegał przełaje i długie dystanse. Potem przyszła kolej na rowery. Spotkali się na trasie Łobez-Węgorzyno i tak rozpoczęła się ich wspólna, kolarska tym razem pasja. Wystartowali nawet razem w kilku maratonach, namawiając do uczestnictwa w nich kolegów. W czasie jednego z treningów przyszła refleksja: „zróbmy maraton w Łobzie. Mamy przecież bazę, Łobeskie Centrum Turystyki (które zostało niestety później zlikwidowane), piękne i urozmaicone tereny oraz kilku entuzjastów sportów rowerowych”. Do grupy organizatorów dołączył Daniel Kukuła z Nowogardu. Cała trójka pojechała do Choszczna na spotkanie organizacyjne i… się zaczęło!

Jaką rolę w tym przedsięwzięciu odegrał Eugeniusz Gostomczyk?
Gienek całe życie był sportowcem. Są po prostu tacy ludzie, dla których adrenalina i wysiłek fizyczny stanowią sens życia. Wykreślił ze swojego słownika zwroty „nie można”, „nie da się”. Był świetnym organizatorem. Przy tym cechowało go bardzo przyjazne nastawienie do ludzi. Pomagał młodym adeptom sztuki kolarskiej, wspierając ich finansowo i mentalnie. To on stworzył „anegdotyczne” już różowe strzałki. Ich kolor nie jest absolutnie związany ani z damską bielizną, ani z innymi wyścigami. On też wyznaczył trasę pierwszego Łobeskiego maratonu rowerowego, liczącą 3 pętle po 110 km. Jest bardzo podobna do tej, którą przygotowaliśmy dla uczestników w tym roku. Bardzo nam go brakuje… Na ostatnią drogę daliśmy mu trochę sprzętu rowerowego, może mu się przyda, tam wysoko. Gienek był przyjacielem wszystkich. Pamięta o tym wielu maratońskich „dinozaurów”, dla których w tych naszych imprezach ważna była głównie walka z własnymi słabościami i dystansem.

Dotąd za Łobeskim Maratonem Rowerowym stał Twój tato, Romek. Teraz Ty przejąłeś pałeczkę. Masz swój własny pomysł na maraton w Łobzie?
Jeszcze nie do końca jest tak, jak mówisz. Ojciec w tym roku znów będzie komandorem. A ja? Powiedzmy, że terminuję. Ojciec był ogromnym entuzjastą promocji naszego powiatu przez imprezy sportowe. Chciał, aby jego piękno mogli dostrzec wszyscy startujący w naszym maratonie. Żeby ten zachwyt poszedł później w świat. Z tego m.in. powodu organizuje też maratony kajakowe na przepięknej rzece Redze. Są niesamowite! 40 km bardzo ekstremalnych przeżyć. O maratonach MTB nie wspominając. Imprezy te doskonale wpisują się w hasło „Powiat Łobeski naturalnie”. Niestety, jego starania nie znalazły zrozumienia u tzw. „władnych”… Ale może bez polityki.

A Twój pomysł na maraton szosowy?
Trzeba by dotknąć kwestii regulaminowych.

Śmiało. Jeszcze nie spotkałam się z twierdzeniem, że regulamin jest doskonały.
Startuję na rowerze „innym”, ale uważam, że należy zlikwidować podział rowerów na te kategorie. Odnoszę wrażenie, że to anachronizm, który w dodatku dzieli maratończyków, stwarza preteksty do nieporozumień, a do tego przyczynia się do różnych udziwnień w sprzęcie. Moim zdaniem tak będzie też taniej, a wszystko razem pozwoli uprościć procedury, komunikaty itd. Popatrz na inne dyscypliny. Dziwne wyglądałby podział ludzi biegających maratony na tych, którzy pokonują je w adidasach i tych biegających w trampkach. Uważam też, że konieczne jest utworzenie przy każdym z maratonów tzw. „dystansów rodzinnych” i pozostanie przy ultra maratonach, ponieważ dystanse coraz bardziej nam się kurczą. I taki też widzę maraton w Łobzie. Mając jednocześnie świadomość, że inni mogą widzieć go zupełnie inaczej.

W tym roku proponujecie maratończykom aż cztery trasy. Opowiedz o ich przebiegu. Jak ocenisz ich trudność?
Trasy VII Łobeskiego Maratonu Rowerowego oparte są na pętli 135 km, przebiegającej przez teren Wysoczyzny Łobeskiej. Na prośbę zainteresowanych wytyczyliśmy też dystans 100 km, który w znacznej części pokrywa się z trasą podstawową. Różnią się między sobą tylko bezpośrednim skrótem z Reska przez Ługawinę do Radowa Małego. Najbardziej ekstremalna jest trasa ultra maratonu: urozmaicona, miejscami wymagająca i trudna technicznie. Ale i tak jest ona łatwiejsza, niż trasa ultra maratonu, który przebiegał przez Szwajcarię Połczyńską (414 km). Choć warto pamiętać, że jest na niej kilka wymagających podjazdów m.in. w Strzmielach, Chwarstnie, Brzeźniaku i Przytoni. Startujących na tym dystansie zdecydowaliśmy się wypuścić o godzinie 04:00, bo bezpieczniej będzie, jeśli ukończą przejazd w świetle dziennym.

Czy dystans 400 km będzie jednocześnie kwalifikacją do Bałtyk-Bieszczady Tour?
Z tego co wiem nie było takich rozmów.

Duże jest zainteresowanie najdłuższym dystansem?
Na dzień dzisiejszy trudno mi ocenić, ale myślę, że znajdzie się kilkunastu twardych facetów, gotowych uporać się z tym dystansem. Mam nadzieję, że pomogą nam w tym sprzyjające warunki atmosferyczne. Odpowiednie rozmowy w tej materii trwają…

Przejechałeś kiedyś rowerem ponad 400 km? Jak przygotować się do takiego wysiłku?
Jestem „na dorobku”. Po raz pierwszy chcę pokonać ten dystans właśnie w Radowie. Myślę, że bardzo istotna dla tego typu zawodów jest odporność psychiczna. Ojciec mówi „posadźcie na fotelu gościa z pilotem od telewizora w ręku, a po kilku godzinach wymięknie”. Podczas maratonu trzeba spędzić na wąskim siodełku kilkanaście godzin. Z przodu wiaterek, z góry czasem deszczyk… Sama przyjemność! Reszty się nie obawiam. Nauczyłem się chodzić, a zaraz potem siedziałem na rowerku. Do dzisiaj pamiętam jego nazwę. Recepty na pokonanie tak długiego dystansu chyba nie ma. Poza ilością przejechanych kilometrów i nabytego przy tym doświadczenia. Z tą ilością u mnie trochę ciężko, bo przyszło mi łączyć pasję ze studiami, ale spróbuję pokonać ten dystans.

Dlaczego, mimo to, zdecydowałeś się „pojechać ultrasa”?
Wybrałem ultra maraton, bo będę mógł go pokonać na szosach, które znam. To „mój teren”. Pokonałem tu w sumie tysiące kilometrów i to, jak sądzę, ułatwi mi zadanie. Mam nadzieję, że wszyscy znajomi będą trzymali za mnie kciuki.

A dlaczego warto przyjechać na maraton do Łobza?
Trudno mi samemu się chwalić, ale powiem krótko… są tu fajni ludzie, piękne tereny, sprawna organizacja i właściwie domowy klimat. Dlatego serdecznie wszystkich do nas zapraszam.

Zapisy na Łobeski Maraton Rowerowy (klik).
Więcej informacji o Łobeskim Maratonie Rowerowym (klik).

Facebook