Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2021

Stargard
08.05

Płoty
19.06

Łobez
17.07

Pniewy
14.08

Gryfice
18.09
Dystans Mega na KK poświęcony pamięci Maćka Poprawskiego
23 lipca 2012
Nowy adres strony maratonu w Łobzie
26 lipca 2012

Jesteśmy już po… 20 lipca o 17:30 razem z Romkiem Węglarskim zjawiliśmy się na Placu Zwycięstwa w Gryficach i tym samym szczęśliwi ukończyliśmy Maraton Rowerowy Dookoła Polski 4000km w 16 dni. W Gryficach witały nas rodziny i znajomi. Od Rewala jechaliśmy „pod eskortą” dwóch kolegów z K.R.Gryfland Rysia i Stanleya.

A teraz opiszę całą wyprawę.

04.07.2012r. środa – przygotowania
Już w godzinach rannych do Gryfic przyjechał Romek Węglarski. Rower już miał na miejscu / przywiozłem go z Gorzowa gdzie w sobotę uczestniczyliśmy w Gorzowskim Maratonie Rowerowym / Stanisław Piórkowski przyjechał w południe, zjedliśmy obiad i zaczęły się końcowe przygotowania sprzętu. Wieczorkiem już rowery stały w garażu wraz z sakwami przygotowane do Maratonu, a my poszliśmy spać.

05.lipiec 2012r.
Nazwa I ETAP Gryfice – Drozdowo
Dyscyplina Kolarstwo
Start 2012-07-05 03:50
Dystans 300.48 km
Czas trwania 14g:55m:19s
Średnia prędkość 20.1 km/h
Max prędkość 50.1 km/h
Kalorie 12557 kcal
Wysokość 6 m / 127 m
Przewyższenie 1392 m / 1379 m 

Rano po zjedzeniu śniadania wyjechaliśmy przed czwartą rano. Dojeżdżając do Świnoujścia przywitała nas grupka rowerzystów kolegów z K.S.Uznam pod przewodnictwem Czarka Dobrochowskiego. Muszę napisać że właśnie koledzy ze Świnoujścia to najwierniejsi kibice poczynań uczestników M.R.D.P. Oprócz pierwszego mojego startu, kiedy to po starcie nie jechaliśmy do Świnoujścia za każdym razem towarzyszą nam koledzy z K.S.Uznam, zawsze jest głośno / Janek Wesołowski i Jego wybuchowe pomysły / Czarek, Bodo Rejman który wraz z zięciem odprowadzili nas pod Międzywodzie i inni.

Po dojechaniu do Rewala pracownicy CIPRu przygotowali nam bardzo miłe pożegnanie przy nowym centrum w Rewalu. Były zdjęcia, wywiady, prezenty a ludzie, którzy byli świadkami tej uroczystości patrzyli na nas z niedowierzaniem co my chcemy zrobić, jak można tyle jechać na rowerze itp. W pewnym momencie zaskoczenie… żegna nas nasz kolega z maratonów Mirek Żabkiewicz który chyba jako jedyny na placu wie, co znaczą słowa jazda długodystansowa na rowerze. Pracownicy CIPRu odprowadzają nas do Niechorza gdzie przy latarni morskiej robimy sobie pamiątkowe zdjęcia i już jedziemy dalej.

Trzebiatów, Mrzeżyno, Kołobrzeg, Koszalin, Darłowo i ok. 19 zmęczeni zjawiamy się w Drozdowie gdzie mamy nocleg. Patrząc na pogodę na następny dzień nie mamy dobrych humorów. Nie dość, że zazwyczaj nad morzem w lecie wiatry wieją od zachodu czy południa tak teraz jak na złość wiatr wieje od wschodu więc dokładnie „mordewind” i do tego prognozują opady deszczu. Ok. 10 zasypiamy.

06.lipiec 2012r.
Nazwa II Drozdowo – Gnieżdżewo
Dyscyplina Kolarstwo
Start 2012-07-06 03:54
Dystans 275.53 km
Czas trwania 13g:53m:55s
Średnia prędkość 19.8 km/h
Max prędkość 47.2 km/h
Kalorie 11519 kcal
Wysokość -17 m / 144 m
Przewyższenie 1494 m  / 1542 m 

Wstajemy o 3 rano, jemy co każdy przygotował sobie na ranny posiłek i przed 4 przy padającym deszczu wyjeżdżamy. Po paru minutach jadąc ok. 22km/godz. okazuje się, że z przodu jadę sam, Romek został ze Stanisławem, który jakoś nie mógł się rozkręcić. Po dojechaniu do Ustki przy dalej padającym deszczu czekam na wszystkich. Po chwili zjawia się Romek i czekając na Stanisława podejmujemy decyzję o jeździe swoim tempem.

Po pół godzinie zjawia się Stanisław, informujemy Go, że tak nie może być, bo w takim tempie nikt z nas nie dojedzie. Stanisław godzi się na naszą propozycje i już tylko z Romkiem jedziemy dalej, dalej w deszczu – Słupsk, Wicko, Łeba i tu w drodze powrotnej przestaje padać. Gdzieś po drodze zatrzymujemy się w sklepie na drobny posiłek i dalej w kierunku na Władysławowo, później Hel i powrót na nocleg do Gnieżdżewa.

Wracając z Helu spotykamy Stanisława, który jak się okazuje nie był w Łebie i na Helu. Pomimo to zastanawiamy się wspólnie, co musiał zrobić Stanisław, że dostał takiej siły, że przy naszym dużym wysiłku razem jedziemy na nocleg…. Spać kładziemy się ok. 22.

07.lipiec 2012r.
Nazwa III Gnieżdżewo – Frombork
Dyscyplina Kolarstwo
Start 2012-07-07 03:29
Dystans 270.15 km
Czas trwania 12g:28m:50s
Średnia prędkość 21.6 km/h
Max prędkość 51.3 km/h
Kalorie 11515 kcal
Wysokość 6 m / 191 m
Przewyższenie 1322 m  / 1344 m 

Dzisiaj wstajemy wcześniej, bo czeka nas przejazd przez Trójmiasto. Po posiłku ja z Romkiem wyjeżdżamy już o 3:30, Stanisław nie chce z nami jechać, mówi że wyjedzie póżniej. W planach troszkę mniej km, ale to Trójmiasto….Jakoś przejazd przebiegł pomyślnie i szybko, dawaliśmy z siebie wszystko, żeby zdążyć przed szczytem. Wczoraj wieczorem rozmawialiśmy wspólnie, że trzeba ten etap zrobić szybciej by był czas na odpoczynek przed morderczym następnym etapem /ok. 360km/ W planach był etap 240km / moja pomyłka – w pierwszej wersji był nocleg w Redzie i przy opcji noclegu wcześniej nie uwzględniłem poprawki w km/ więc rozmawialiśmy o skończeniu etapu w granicach godz.13-14.

Dojeżdżając do Stegny zaliczyliśmy sporą ulewę i całe szczęście że było ciepło, dalej już Krynica Morska i Piaski. Piękne tereny i wspaniała pogoda, która pozwoliła nam wyschnąć. W Piaskach jemy pyszne pierogi z mięsem, dzwonie do Stanisława z pytaniem gdzie jest. Odpowiedź brzmi: Krynica Morska. Zaskoczenie. Wracamy i po 10km mijamy Stanisława. Patrzymy się z Romkiem na siebie ..bez kom. Jadąc z Romkiem jedziemy wolniej niż Stanisław!?!

Ale jedziemy dalej. Od Nowego Dworu do Elbląga w terenie otwartym mamy centralnie „mordewind” i to bardzo mocny, tak, że jadąc po zmianach nie przekraczamy 20km/godz. Z Elbląga do Fromborka mamy objazdy i ładne podjazdy. Gorąco. U Andrzeja Piotrowiaka zjawiamy się ok. 16, dostajemy klucz do pokoju, ale najpierw uzupełnienie płynów. Po chwili dzwonie do Stanisława gdzie jest. Ku naszemu zaskoczeniu Stanisław mówi, że jest ok.10km od Fromborka. Czekamy z głupimi minami „wyjechani” a Stanisław zajeżdża jakby zrobił sobie wycieczkę rowerową. Na tym etapie jak stwierdziliśmy wspólnie z Romkiem dostaliśmy „smary” od Stanisława.

Stwierdzenie faktów: Stanisław wyjechał 20minut po nas jadąc ścieżkami rowerowymi przez Trójmiasto i dalej jadąc sam całą trasę 270km przejechał szybciej niż nasza dwójka. Na pytanie o ilość przejechanych km z licznika odpowiedź brzmiała, że licznik wysiadł. Czekała nas męska rozmowa. Jako organizator oświadczyłem, że mi się to nie podoba i oczekuje od Stanisława szczerej rozmowy wieczorem. Na żadną rozmowę Stanisław się nie zdecydował. Idziemy spać – jutro chwila prawdy.

08 lipiec 2012r.
Nazwa IV Frombork – Wilkownia
Dyscyplina Kolarstwo
Start 2012-07-08 03:45
Dystans 365.00 km
Czas trwania 18g:10m:02s
Średnia prędkość 20.1 km/h
Max prędkość 58.6 km/h
Kalorie 14816 kcal
Wysokość 29 m / 324 m
Przewyższenie 1636 m  / 1533 m 

Wstajemy przed trzecią, jemy śniadanie, które zaproponował nam Andrzej, a przygotowane przez pracowników hotelu Kopernik. Mieliśmy wyjechać wcześniej, ale mocno pada, więc czekamy aż się troszkę uspokoi. Przed czwartą przestaje, więc w drogę. Całe szczęście, że rano nie było wiatru a później jednak zaczyna troszkę wiać, ale korzystnie dla nas. Prawie od startu jedziemy z Romkiem dobrym tempem, Stanisław jadąc zbyt wolno zostaje z tyłu.

Po drodze zatrzymujemy się na jakieś śniadanie by później dopiero w Gołdapi zatrzymać się na konkretny posiłek. Siedząc w barze przy drodze i jedząc posiłek, jakie było nasze zdziwienie kiedy obok jakby nigdy nic przejeżdża …Stanisław. Wołamy Go żeby się zatrzymał na jedzonko, ale gdzież tam – nie chce, jedzie dalej. My też po chwili jedziemy i zaczynają się te „mazurskie Bieszczady” Straszliwie zmęczeni dojeżdżamy do leśniczówki Wilkownia przed 22 i o dziwo – Stanisław przyjeżdża chwilkę po nas. Nie mam ochoty na wieczorne rozmowy, szybka kąpiel i spanie.

09 lipiec 2012r.
Nazwa V Wilkownia – Bohukały
Dyscyplina Kolarstwo
Start 2012-07-09 04:00
Dystans 312.46 km
Czas trwania 17g:38m:43s
Średnia prędkość 18.0 km/h
Max prędkość 44.9 km/h
Kalorie 12999 kcal
Wysokość 32 m / 221 m
Przewyższenie 459 m  / 330 m 

Rano po uszykowaniu się do wyjazdu przekazuje Stanisławowi telefon z GPS z prośba by go schował do sakwy. Stanisław Piórkowski zrobił mi straszną awanturę nie przyjął telefonu powiedział, że nikt Go nie będzie kontrolował, nawyzywał mnie i pojechał. Przed wyjazdem poinformowałem Go, że odmowa przyjęcia telefonu który rejestruje trasę przejazdu jest równoznaczne z wykluczeniem z Maratonu Rowerowego Dookoła Polski 4000km w 16 dni.

My z Romkiem czekamy ok.40minut, bo nad Wilkownią rozszalała się burza. Jak tylko zrobiło się spokojniej choć deszcz dalej pada- wyjeżdżamy. Cały etap to ciężkie zmagania ze zmęczeniem deszczem a później gorączką. Za Siemiatyczami zaczęło rzucać moim rowerem, okazało się, że powoli uchodzi powietrze.

Zajeżdżamy na CPN pompuje koło i jedziemy dalej, jest już póżno, wiec szkoda czasu na zmianę dętki. W Janowie Podlaskim znowu musze dopompować powietrza a że już jest niedaleko decydujemy o bardzo szybkiej jeździe, żeby zdążyć przed zmrokiem. Do Bohukał dojeżdżamy przed 22, ja proszę gospodarza o pompkę samochodową i szybko zmieniam przebita dętkę i przygotowuje rower do jazdy. Później szybko jakieś jedzonko kąpiel i kładziemy się spać przed 23.

10 lipiec 2012r.
Nazwa VI Bohukały – Kowalówka
Dyscyplina Kolarstwo
Start 2012-07-10 03:54
Dystans 310.35 km
Czas trwania 14g:47m:07s
Średnia prędkość 21.0 km/h
Max prędkość 48.2 km/h
Kalorie 12984 kcal
Wysokość 142 m / 359 m

Po niecałych 4 godzinach snu wstajemy i po standardowym śniadanku / zupka z makaronem / ruszamy dalej. Dzisiaj znowu ponad 300km.Etap spokojny ze słoneczną i ciepłą pogodą. Przed Tomaszowem Lubelskim zaczynają się podjazdy. Wcześniej zdecydowaliśmy wspólnie z Romkiem, że nie powinniśmy się nawzajem opóźniać. Romek jest dużo lepszy na podjazdach, ja z racji swojej wagi inaczej pokonuje zjazdy i czekając na siebie będziemy opóźniać jazdę.

Była to z perspektywy czasu bardzo dobra decyzja. Na ostatni podjazd przed Tomaszowem Lubelskim wjechałem pierwszy a to dlatego, że Romek miał defekt – rozwalił mu się pedał. Zadzwonił do mnie a ja na szczycie podjazdu przy barze załatwiłem Romkowi zwykły pedał, by tylko mógł jechać. Wjeżdżając do miasta natknęliśmy się na ogromna ulewę – zmoczyło nas dokładnie, ale dobrze chociaż, że było ciepło.

Po dojechaniu do Kowalówki Romek od razu uruchamia machinę szerszeniowej pomocy rowerowej. Mirek Miturski swoimi sposobami i kanałami załatwia cała sprawę. Dostajemy telefon do byłego Mastersa z Jarosławia Roberta Kozdrowickiego i umawiamy się na następny dzień na wymianę bloków i pedałów.

Gospodyni w Kowalówce częstuje nas gorącym rosołkiem i po kąpieli i przygotowaniu rowerów do jazdy idziemy spać ok 21:00.

C.D.N.

Marek Zadworny

Facebook