Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2022 | Puchar Polski Maratończyków w Jeździe Indywidualnej na Czas 2022

Rewal
21-22.05

Płoty
9-10.07

Pniewy
6-7.08

Gryfice
3-4.09

Radowo Małe
24-25.09
Sztafeta Czwórek Kolarskich w Trzebnicy
13 marca 2009
Bikefun-Leszno, czyli rowery pod palmami
17 marca 2009

Czołowi światowi sportowcy jak Edwin Moses, Carl Lewis byli wegetarianami. Dietę bezmięsną wybierali z różnych powodów. Jedni, jak np. Carl Lewis, stosują dietę wegańską z powodu korzyści zdrowotnych i poprawy wyglądu zewnętrznego. Inni, jak np. Brendan Brazier czy Scott Jurek poza aspektami zdrowotnymi dostrzegają także pozytywny wpływ diety wegańskiej na stan środowiska naturalnego. Jeszcze inni jak np. Fiona Oakes przy wyborze diety wegańskiej kierowali się przede wszystkim czystą i bezinteresowną miłością do zwierząt.

Nie ważne, który z powyższych argumentów skłania Ciebie do przejścia na dietę roślinną; ważne, że czyniąc to pomagasz sobie, zwierzętom i planecie.

Dodatkowo, odpowiednio skomponowana dieta roślinna z powodzeniem przyczynia się do wzrostu formy sportowców.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu ze Scottem Jurkiem – weganinem, ultramaratończykiem, siedmiokrotnym zwycięzcą Western States 100 Mile Endurance Run, dwukrotnym zwycięzcą Badwater Ultramarathon oraz Spartathlonu, a także zwycięzcą Hardrock 100 Mile Endurance Run.

Autor: Evets Sivad

Gdy pierwszy raz spotkałem Jurka, już od kilku miesięcy uczęszczał do mojej szkoły jogi. Niemal 190 cm wzrostu, długie czarne włosy opadające na plecy – ciężko było go nie zauważyć, gdy przechodził koło biura. Bez względu na pogodę przychodził w butach do jazdy na rowerze i z rowerowym hełmem. Zauważyłem u niego wyjątkowo silną zdolność do koncentracji jak na początkującego studenta. Pewnego ranka po zajęciach zapytałem go, gdzie był przez ostatnie parę tygodni – nie widziałem go i zastanawiałem się, czy wyjechał z miasta. Powiedział mi, że był w Kalifornii, gdzie brał udział w wyścigu.

„Oh, i jak Ci poszło?” – spytałem od niechcenia. „Wygrałem”, odparł równie lekkim tonem. „Wow”, wykrztusiłem nieco zaskoczony, „bardzo się cieszę. Co to był za wyścig?”. „Nazywa się to Western States 100”, odparł. „Czy to maraton?” moja ciekawość zaczęła narastać. „To ultramaraton”, wyjaśnił. „To jest około 50 mil?”, spytałem z rosnącym niedowierzaniem. „Ultramaraton to każdy wyścig dłuższy od maratońskiego dystansu 26,2 mili, w tym wypadku było to 100 mil”. „Sto mil… i wygrałeś?” wykrztusiłem w szoku.

Czego by nie mówić, z pewnością ten student nie cierpiał na brak skromności. Chcąc się dowiedzieć czegoś więcej o tym 100 milowym wyścigu, przejrzałem zasoby internetowe. Poszukiwania zaowocowały odkryciem dziesiątek artykułów o tym nietypowym zawodniku, który wygrywa nietypowy wyścig. Western States 100 jest uznawany nie tylko za najbardziej prestiżowy ultramaraton na świecie, ale też jest jedną z najstarszych i najtrudniejszych tras. Zaczyna się nad jeziorem Tahoe, poprzez góry Sierra, kończąc się za Sacramento, po wielu wzniesieniach, cały czas w nieludzkiej temperaturze. Niesamowite, pomyślałem przerzucając informacje. A potem przyszedł prawdziwy szok. Jurek wygrywał każdego roku przez pięć ostatnich lat z rzędu! W wieku lat 29 Scott był żywą legendą ultramaratonu. Czego nie dowiedziałem się z oficjalnych źródeł, ale bezpośrednio od Scotta, zanim zaczął wygrywać przeszedł na dietę czysto wegańską. Zapewne dla mięsożerców taka wiadomość byłaby zbyt ciężka do strawienia, więc media wolały nie ryzykować utraty czytelników.

Jako że z żoną zawsze staraliśmy się przekonać studentów do korzyści płynących z wegańskiej diety, muszę przyznać, że od razu zobaczyłem w Scottcie kandydata na propagatora diety. W końcu czy ktokolwiek, widząc pasmo zwycięstw tego zawodnika, zechce jeszcze ośmieszać się twierdzeniem, że na diecie wegańskiej brakuje białka? Poprosiłem Jurka o udzielenie wywiadu:

Jak to się stało, że zacząłeś brać udział w ultramaratonach?

Zawsze lubiłem biegi przełajowe, więc to był dla mnie niejako naturalny krok naprzód. Jeden ze znajomych wziął udział w biegu na 50 mil i wygrał. Był tym faktem tak podniecony, że zaraził mnie entuzjazmem. Uwielbiałem treningi na świeżym powietrzu, a teraz nadarzała się okazja do wielogodzinnego biegu na tle pięknych krajobrazów, jakże różniącego się od nudnych wyścigów rozgrywanych dookoła miast.

W jakim wieku pobiegłeś swój pierwszy ultramaraton i jaką wtedy miałeś dietę?

To było w wieku lat 19, wtedy moja dieta nie różniła się specjalnie od tej, na jakiej zostałem wychowany – można by ją określić jako typową amerykańską dietę, czyli w praktyce mięso z ziemniakami. Moja matka gotowała wszystko sama, nie korzystając z gotowych produktów, więc posiłki były nieco lepiej zbilansowane niż te spotykane na co dzień w amerykańskich domach, niemniej wszystko opierało się mniej więcej na mięsie. Wszystko zmieniło się kiedy poznałem moją żonę, Leah, dzięki której poznałem zalety zdrowej, holistycznej diety wegetariańskiej. Następnie, studiując zagadnienia związane z dietetyką, stopniowo ograniczałem mięso, przechodząc na dietę coraz bardziej roślinną. Punktem zwrotnym była lektura książki „Szalony kowboj”. Otworzyła mi ona oczy na horror rozgrywający się w rzeźniach, jednocześnie uświadamiając mi jak niezdrowe jest mięso, tak dla mnie jak i środowiska naturalnego. Po lekturze natychmiast odrzuciłem z diety wszelkie produkty zwierzęce.

Jakie zmiany odczułeś po przejściu na dietę wegańską?

Odczułem naprawdę wiele zmian, ale nie nastąpiły one szybko. To nie jest tak, że budzisz się następnego dnia i czujesz dziesięć razy lepiej. Zmiany następują stopniowo i widzisz je znacznie lepiej, jeśli porównasz stan zdrowia po pewnym czasie z tym, jaki był kiedyś. To samo dotyczyło treningów. Zauważyłem, że skrócił się mój czas regeneracji, byłem znacznie mniej podatny na kontuzje, miałem znacznie więcej energii. Największe zmiany jednak nastąpiły w moim stosunku do jedzenia i jego przygotowywania. Zacząłem zwracać szczególną uwagę nie tylko na weganizm, ale też na prawidłowe proporcje składników pokarmowych. Poznałem wielu wegan, którzy ciągle piją napoje gazowane. Możesz być weganinem i ciągle mieć niezdrową dietę. Tak więc zmieniłem wszystko od podstaw, dochodząc w końcu do tego, że sam mieliłem mąkę na swój chleb.

Czy miałeś jakieś szczególne trudności?

Największym problemem dla mnie, a także dla wielu innych których znam, jest nabranie pewnej pewności dotyczącej wyboru diety. Zwłaszcza w przypadku zawodowych sportowców zawsze pojawi się niepewność – czy dobieram składniki pokarmowe tak, jak powinienem? Wiele czasu i eksperymentów zajęło mi uzyskanie takiej pewności, jako że niespecjalnie jest skąd czerpać informacje bądź wsparcie dotyczące tego tematu. Tak wiele osób ciągle je mięso, że widząc osobę, która całkowicie rezygnuje z mięsa, mleka i jajek, niejako automatycznie negują zdrowotne aspekty tej diety. To wszystko potrafi się nawarstwić i zrobić w głowie niezłe zamieszanie, zwłaszcza jeśli właśnie jesteś na 100 kilometrze wyścigu i nie czujesz się tak dobrze, jak chciałbyś się czuć. Te gierki umysłowe zawsze dla każdego będą problemem, więc trzeba dołożyć wysiłku aby mieć pewność, że ma się odpowiednią ilość kalorii, białka, snu etc aby mieć podstawy do budowy przekonania o słuszności swojej drogi.

Jak wygląda Twój plan treningowy teraz i jak ma się do tego dieta?

Biegam zazwyczaj około 120 mil tygodniowo po wzniesieniach. Jeśli przygotowuję się do wyścigu, robię w któryś weekend intensywne wbieganie na górę Si, trzykrotnie na pełnej szybkości. To daje mi około 4000 metrów wzniesienia na dystansie 24 mil. Następnego dnia biegnę po wziesieniu 3300 metrów na dystansie 35 mil. To daje mojemu organizmowi sygnał do przygotowania się na intensywny wysiłek 100 milowego wyścigu. Dieta? Staram się jeść jak najwięcej wartościowych pokarmów jak to tylko możliwe. Kocham przygotowywać pokarm i kocham jeść. Nie liczę kalorii, ale kiedyś to robiłem i wiem, że zjadam pomiędzy 5000 a 8000 kcal dziennie. Uwielbiam zieleninę, szczególnie jarmuż, który dodaję na surowo do moich sałatek. Ostatnio znacznie zwiększyłem ilość surowych warzyw i owoców w diecie, co sprawia że czuję się jeszcze lepiej.

Doskonałe zdrowie to jedna z oczywistych korzyści diety wegańskiej, ta która sprawiła że zacząłeś, ale co powiesz na temat konsekwencji dla środowiska naturalnego i społeczności ludzkiej?

Życie to sztuka uczenia się. Wybory które podejmujemy są lekcjami, z których się uczymy, zdobywamy coraz więcej doświadczenia, co w konsekwencji daje nam możliwość mądrzejszego kształtowania swojej przyszłości. Chciałbym utrzymać ten stan, w którym ciągle mogę się uczyć, aby mieć otwarty umysł na to, co przyjdzie. Niektórzy ludzie stają się weganami z pewnego konkretnego powodu i jego trzymają się przez resztę swego weganizmu. Moim początkowym powodem było zdrowie. Potem jednak rozszerzyło się to na wpływ, jaki dieta ma na stosunki międzyludzkie, na środowisko naturalne, na zwierzęta wokół nas. To zgadza się z moją osobistą filozofią i pozwala spojrzeć na wszystko z większej perspektywy. Pochodzę z rodziny gdzie polowanie i rybołóstwo było tradycją od pokoleń i szanuję tą tradycję, ale teraz widzę teraźniejszość i przyszłość całkiem inaczej, co w znaczny sposób wpływa na całość światopoglądu. Tak samo jak zaczynałem biegi długodystansowe powodem była chęć poprawy kondycji i przyjemność. Dalej odczuwam przyjemność z biegu, ale teraz biegi stały się dla mnie pomostem łączącym z naturą oraz ludźmi, którzy starają się samodoskonalić oraz dbają o planetę, na której mieszkają. Mój sukces jest dla wielu przykładem, wywieram poważny wpływ na otoczenie. Mój wybór weganizmu zmienił moje życie, a teraz wpływa na życie innych, zmienia je, a w konsekwencji zmienia cały świat. Możliwość wywoływania pozytywnego wpływu na otoczenie ma dla mnie bardzo duże znaczenie, to z pewnością jest warte chwilowych przykrości które trzeba czasem znosić.

Czy podczas tych tysięcy godzin treningów oraz ponad 20 godzinnych wyścigów miałeś kiedyś kiedykolwiek coś, co można by określić jako przeżycie duchowe?

Z całą pewnością jest w tym jakaś magia. Prawdę mówiąc, to właśnie te chwilowe przebłyski głębszego spojrzenia na rzeczywistość są tym, co sprawia że ciągle robię to, co robię. Myślę, że to odczucie jest wspólne dla wszystkich sportowców, po prostu każdy inaczej je opisuje. W moim przypadku będzie to kiedy całe to szaleństwo wokół mnie, pęd do wygranej, ból fizyczny i psychiczne cierpienie dochodzą do granicy która jest niemal nie do zniesienia, tak że muszę szukać głębiej. To właśnie w tych momentach coś pęka i otwiera mnie na to niezwykłe doświadczenie, nagle czuję się nie tylko nie do powstrzymania, ale wręcz całkowicie pozbawiony wszelkich granic. Udział w tych zawodach stał się dla mnie lekcją osiągania tego stanu, do którego nie potrafiłem dotrzeć w żaden inny sposób. Czasem dostrzegam te biegi jako podróże duchowe zamknięte w krótkim wymiarze niecałych 24 godzin. Demony twego jestestwa wypełzają, aby dręczyć możliwością najgłębszego odczuwania samego siebie w tym najbardziej krytycznym momencie słabości. Aby poradzić sobie ze 100 milami trasy jestem zmuszony znaleźć taką część siebie, która nie podda się wizjom przegranej, która będzie w stanie w zgodzie z samą sobą dobiec do mety, ponad tym wszystkim, zwycięska. Aby to osiągnąć, naprawdę muszę czasem sięgać bardzo głęboko.

Źródło: www.wegesport.pl

Facebook