Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2022 | Puchar Polski Maratończyków w Jeździe Indywidualnej na Czas 2022

Rewal
21-22.05

Płoty
9-10.07

Pniewy
6-7.08

Gryfice
3-4.09

Radowo Małe
24-25.09
Cykliści zaparkują jak ludzie
6 listopada 2008
Czasowo-triathlonowe manetki SRAMa
7 listopada 2008

Krzysztof Engler, 20-latek z Wrocławia, dojechał do Afryki rowerem. W 99 dni pokonał ponad 10 000 km. Odpoczywał tylko jeden dzień – na plaży w Hiszpanii.

– Rodzice nie patrzyli przychylnym okiem na tę podróż, ale chciałem im, a przede wszystkim sobie, udowodnić, że jestem w stanie to zrobić – mówi Krzysztof.

Wyruszył 25 czerwca z plecakiem, namiotem i 130 euro w kieszeni. Celem była Afryka. W czasie podróży przejechał przez 17 państw: – Większość pieniędzy trzymałem na podróż promem z Hiszpanii do Maroka, często więc nie miałem za co kupić jedzenia ani czym opłacić noclegu. Mogłem tylko liczyć na przychylność napotkanych ludzi. Na szczęście trafiałem w większości na tych miłych – pozwalali mi spać w ogródkach, przygotowywali posiłki. Tylko w Hiszpanii patrzyli na mnie krzywym wzrokiem, nie wierzyli w moją historię.

W Holandii nocował u swojej cioci, ale rodaków spotkał również w Hiszpanii: – Zupełnie przypadkiem trafiłem na bazę śmigłowców, w której jako piloci pracowali Polacy. Byli pod wrażeniem mojej historii. Mogłem spokojnie tam odpocząć. Powiedzieli też o dwóch podobnych bazach, które także odwiedziłem.

Krzysztof zwiedził kilka stolic: Paryż, Berlin, Wiedeń, Bratysławę. Był także w Fatimie, Santiago de Compostela i Tangerze.

– Było kilka momentów krytycznych, gdy miałem ochotę zawrócić – opowiada. – We Francji trafiłem na okropną pogodę – padał deszcz, wiał mocny wiatr. Było mi bardzo zimno. Przejechałem przez ten dzień tylko 23 km, więc musiałem potem nadrabiać stracony dystans. Miałem również cztery wywrotki, ale na szczęście nic złego się nie stało.

Do Wrocławia wrócił 1 października. Już myśli o kolejnych wyprawach, bo od dzieciństwa pasjonuje się podróżami. Wcześniej odwiedził Kenię, na przyszłe lato planuje wyprawę rowerem do azjatyckiej części Turcji lub dookoła Bałtyku. Tym razem jednak chce wybrać się większą ekipą, bo samotna podróż nie należy do najprzyjemniejszych.

– Jednak moim największym marzeniem jest zdobycie bieguna północnego i południowego – mówi. – Do tego potrzebuję jednak sponsorów.

Geny do jazdy na rowerze Krzysztof odziedziczył po ojcu, który z zamiłowania jest rowerzystą. Jednak i on wątpił, że synowi uda się przemierzyć całą trasę: – Gdy wróciłem do domu, opowiedziałem rodzinie i przyjaciołom o swojej podróży. Ojciec był ze mnie dumny.

Paweł Kuś

Źródło: Gazeta Wyborcza – Wrocław.

Facebook