Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Bordeaux-Paris 1919-1924
20 grudnia 2006
Uwaga na równowagę
22 grudnia 2006

Napisał: Piotr Ejsmont

Powoli nadchodzi zmierzch kariery braci Pelissier a kolarstwo staje się coraz mniej wyszukanym sportem. Renoma wyścigu Bordeaux-Paris także podupada na rzecz Tour de France. Jednak te wszystkie wydarzenia nie przeszkodziły w tym by na jego szosach pojawił się jeden z lepszych kolarzy w historii tego wyścigu – Georges Ronsse.

Dla francuskich kibiców kolarstwa wygrana w Bordeaux-Paris była mniej więcej tym , czym dla tenisistów była wygrana w turnieju Roland-Garros. Ten wyścig oprócz Tour de France i Paris-Roubaix stanowił fundament kolarstwa francuskiego. Ale w połowie lat 20-tych ten fundament zaczął się chwiać. Jeszcze w 1925 roku wyścig wygrał doskonały Szwajcar Heiri Suter, jednak większość kolarzy francuskich zbojkotowało wyścig. Dziennik ”L Auto” podpisał porozumienie z konsorcjum „La Sportive” , mającym wielkie znaczenie w zawodowym peletonie, o dostarczanie kolarzom na wszystkie wyścigi w kraju standardowych woreczków z żywnością. Inne woreczki odtąd były zabronione. Kolarze nie chcieli się pogodzić z tym dyktatem i zagrozili strajkiem. Ze strajku wyłamali się Belgowie. Francis Pelissier, uniesiony honorem, odmówił startu w maratonie, pomimo, że organizatorzy obiecali mu za sam start niebagatelną sumę 50 tysięcy franków.

W 1926 roku wyścig przebiegał pod dyktando Belgów. Po raz ostatni startowali w nim razem odwieczni rywale Eugene Christophe i Francis Pelissier. Ten pierwszy, mając 41 lat, nie miał już sił, by nadążyć za rywalami o połowę od niego młodszymi, ale ukończył wyścig na 7-ym miejscu. To był jego ostatni rok ścigania się. Francis walczył mocno, jednak towarzyszący wyścigowi samochód sprowokował kraksę, w której padli na ziemię Francis i jego pomocnik Ferdinand Le Drogo. Francis pomimo tego pozbierał się i z pokiereszowaną twarzą jak po pojedynku bokserskim dojechał do mety jako czwarty, zaledwie 53 sekundy za zwycięskim Belgiem Adelin Benoit .Pod koniec roku Francis zaczął chorować. Najpierw miał zapalenie wyrostka robaczkowego, potem przyplątała się choroba płuc. Od tego czasu „Wielki” nie osiągał już dużych sukcesów.Od tego roku zaczęło brakować chętnych do startu w maratonie. Do wyścigu zgłaszało się od 8 do 15 kolarzy. Kończyło go zazwyczaj mniej niż dziesięciu. Zupełnie omijali wyścig Włosi, bo w tym samym czasie rozgrywali u siebie Giro d Italia. Zainteresowanie wyścigiem spadało. Coraz rzadziej decydowali się na start w tej szaleńczej imprezie kolarze, których celem było pokazanie się w Tour de France. W 1927 roku w wyścigu debiutował 21-letni Georges Ronsse (na zdjęciu w 1930 roku) z Antwerpii. W tym sezonie niespodziewanie wygrał już Paris -Roubaix i zajął trzecie miejsce w Paris-Tours. – Jesteś młody. pokazałeś klasę w Paris-Roubaix, ale Bordeaux-Paris to jest inna rzecz – powiedział do niego jego dyrektor sportowy Pierrard – Jesteś impulsywny, a tutaj trzeba myśleć. I będziesz cierpieć.

Pierrard jako lidera drużyny „Automoto” wyznaczył ostatniego zwycięzcę Touru Lucien Buysse. Ronsse zrozumiał szybko, że musi walczyć o swoją pozycję w szyku, a chciał ten wyścig wygrać jeszcze bardziej niż „Piekło północy”. Już po starcie zaczął poganiać do przodu swoich pomocników. Miał ich tak jak Buysse sześciu, ale Lucien dysponował silnymi i doświadczonymi kolarzami. Ronsse musiał się zadowolić drugim składem pomocników. Wkrótce okazało się , że jego pomocnicy nie wytrzymują narzuconego przez niego tempa i zaczynają zostawać w tyle. Na podejściu pod Cote de Dourdan Pierrard zrozumiał grę młodego kolarza i widząc jego zawziętość, postanowił oddelegować mu najlepszych pomocników. Ci jednak nie za bardzo chcieli pomagać młodzikowi. Utworzyła się sześcioosobowa czołówka, za którą jechało jeszcze tylko dwoje zawodników. Reszta poddała się. W czołówce był także wesołek z Flandrii Gustaaf Van Slembrouck. By zrobić fotoreporterom przyjemność, pozował im podczas jazdy, paląc papierosa. Podczas Tour des Flandres, kiedy kolarze jechali gęsiego chodnikami, by uniknąć trzęsienia się po brukach, miał w pewnej chwili kraksę. Zwalił się nieprzytomny na łąkę , gdzie pasły się krowy. Jedna z nich uderzeniem ogona ocuciła go. Gustaaf otworzył oczy i to , co zobaczył pobudziło go do działania.

– Chce mi się pić. Mój bidon jest pusty, a ja bardzo lubię mleko- powiedział i zabrał się do dojenia krowy. Teraz krów nie było w pobliżu i prowadząca szóstka dojechała do mety na tor Parc des Princes. Zwyczajowo w bramie toru kolarze szybko przeskakiwali na rowery torowe, by szybciej pokonać ostatnie dwa okrążenia (w tych czasach różnica wagi rowerów wynosiła kilka kilogramów). Ale na Ronsse nie czekał początkowo żaden rower torowy. Na szczęście Pierrard poprosił innego swojego kolarza, którym był wielki Ottavio Bottechia, by dał młodemu Belgowi swój rower. Ronsse nigdy nie jeździł na torowym rowerze, a po za tym nie był on na jego rozmiary.Van Slembrouck objął prowadzenie, a Ronsse jechał jako ostatni w stawce, kiedy poczuł, jak ucieka mu powietrze z opony. Gdyby wjechał na górę toru, ryzykowałby upadek. Postanowił więc zaatakować długim sprintem z dołu toru. Zaskoczył tym rywali za wyjątkiem Benoit, który łatwo go doszedł i wyprzedził. Do mety brakowało 100 metrów. Ronsse jechał już na przysłowiowym flaku, a jednak zerwał się jeszcze raz. Czuł, ze guma zaczyna odrywać się od obręczy. Wygrał o pół koła przewagi nad Benoit i to nie było jego ostatnie słowo w tym wyścigu.

W 1928 roku tylko czterech kolarzy ukończyło wyścig. Rok później Ronsse dojechał do mety razem z Hectorem Martin i Josephem Demuysere i nie dał im żadnych szans na finiszu. Czwarty na mecie Belg Pe Verhaegen oraz ósmy na mecie Francuz Marcel Huot zostali zdyskwalifikowani za to, że na trasie dali się popychać przez swoich pomocników.

W 1930 roku Georges Ronsse stoczył heroiczny pojedynek z Francisem Pelissierem, który po przerwie wrócił do ścigania się. Obydwoje byli tak silni, że zostawili w tyle swoich pomocników. Francis zmienił przed metą rower na mający wielkie przełożenie. Przy wjeździe na tor zdobył kilkanaście metrów przewagi, ale Ronsse był niepokonany w sprincie. Bez przeszkód wyprzedził Francuza i wygrał maraton po raz trzeci. Tak samo trzy razy wygrywał mistrzostwa świata i trzy razy był jeszcze drugi w Paris- Roubaix. Wyniki naprawdę imponujące. Jednak w 1931 roku coś się w nim załamało. Opuścił szosę, poświęcił się jeszcze przez kilka lat wyścigom na torze za prowadzeniem motorów, w której to dyscyplinie zdobywał trzy razy tytuł mistrza kraju. Widocznie lubił liczbę 3.

Źródła ilustracji:
1.La storia illustrata del ciclismo
2. P.Chany La fabuleuse historie du cyclisme.

Rok 1925 - najmłodszy z Pelissierów Charles w samochodzie jako pomocnik swojego brata
Rok 1925 – najmłodszy z Pelissierów Charles w samochodzie jako pomocnik swojego brata czeka na swoją zmianę. Bardzo interesującym rozwiązaniem była skrzynka na napoje przymocowana do burty samochodu. Uwagę zwraca także firmowa chorągiew przymocowana do szyby.
Rok 1928 - szczęśliwy Ronsse z obandażowaną ręką na mecie wygranego Paris-Bruxelles
Rok 1928 – szczęśliwy Ronsse z obandażowaną ręką na mecie wygranego Paris-Bruxelles ze swoim dyrektorem sportowym Pierre Pierrard
Rok 1930 Ronsse w jasnej koszulce rozmawia na mecie z F.Pelissierem
Rok 1930 Ronsse w jasnej koszulce rozmawia na mecie z F.Pelissierem – ciemna koszulka. (na górze). Ronsse obejmuje na mecie F.Pelissiera (na dole)
F.Pelissier oraz Ronsse podczas wyścigu
F.Pelissier oraz Ronsse podczas wyścigu

Źródło:

Facebook