Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Piekło Przytoku zapowiedź
7 grudnia 2007
Przejechać 600km w dobę
12 grudnia 2007

Kolejna pasjonująca opowieść o historii Bordeaux-Paris. Tym razem Piotr Ejsmont opisuje wyścig po zakończeniu II wojny światowej. W pierwszym wyścigu rozegranym po wojnie miał miejsce belgijski pojedynek pomiędzy Josephem Somersem /amatorem trawy/ a Emile Massonem, juniorem, synem zwycięzcy wyścigu z 1923 roku.

Trzecim faworytem był ich rodak Rene Walschot. Somers ścigał się przez całą wojnę w licznych zawodach w Belgii i Francji. Masson ten czas przesiedział w obozie jenieckim. W 1939 roku w porywającym stylu wygrał Paris- Roubaix. Cztery dni później otrzymał nakaz mobilizacyjny do wojska. W bitwie o obronę fortu w Eben- Emael został wzięty do niewoli i przesiedział w obozie całe 5 lat aż do chwili wyzwolenia. Schudł straszliwie, a pomimo tego w 1946 roku znalazł w sobie dosyć sił ,by pokonać w zabójczym maratonie Somersa o prawie 9 minut. Na mecie jego ojciec płakał z radości. Trzeci na mecie był włoski emigrant, 34-letni Joseph Soffietti spod Turynu.

Rok później wyścig ukończyło tylko trzech zawodników, a wygrał ponownie Somers przed swoim rodakiem 38-letnim Albertem Dubuissonem, zwanym „pułkownikiem”.

W 1947 roku do akcji wrócił Francis Pelissier, przygotowując do wyścigu mało znanych kolarzy. Jego kolejnym adeptem był 29-letni Ange Le Strat. Był to przeciętny kolarz. W 1946 roku występował w drużynie „Mercier”. Podczas Paris- Nice miał nawet szanse na wygranie całego wyścigu, ale w decydującym momencie połamał mu się tryb w rowerze. Jego dyrektor sportowy Antonin Magne, który był kiedyś wspaniałym zawodnikiem, ale raczej słabszym strategiem w stosunku do swoich podopiecznych, źle ocenił sytuację i pozostawił kolarza bez pomocy. Ange zajął w tym wyścigu 4-te miejsce, ale zdarzeniu przyglądał się Francis Pelissier. Kiedy „Długi” następnego roku założył ekipę „La Perle” wziął do siebie pechowca, a ten do końca swojej kariery nie zmieniał już barw klubowych. W 1947 roku był drugi w Tour de l`Ouest i debiutował w Tour de France. W 1948 roku Pelissier kazał mu wygrać Bordeaux -Paris.
-Albo wygrasz, albo wrócisz do fabryki – zapowiedział.
Kiedy w wyścigu prowadzenie objął Belg Buyl z przewagą 6 minut, Pelissier podjechał do Ange:
– Stąd do Paryża masz 6 wzniesień. Na każdym z nich zarobisz po jednej minucie. Zrozumiałeś mnie chłopaku? – zapytał kolarza.

Anioł Ange zamienił się w demona szosy. Zgodnie z kalkulacją zaczął odrabiać straty. Nie przeszkodził mu upadek jego motocyklisty Pierre Milbacha. Potem miał kryzys. Pelissier podszedł do niego i zmusił go do wymiotów, podejrzewając ,że zjadł coś nie świeżego. Le Strat ożył. Na Parc des Princes wjechał z przewagą 3 minut nad Belgiem. Le Strat tak polubił jazdę za motorami, że drugą część swojej kariery poświęcił torowym wyścigom za prowadzeniem motorów. Już w 1949 roku założył swoją fabryczkę butów kolarskich, ale nie zdołał spłacić zaciągniętych kredytów bankowych. Po zakończeniu kariery wrócił do swojego zawodu szewca i otworzył swój własny sklep.

W 1949 roku Le Strat musiał stoczyć pojedynek z hiszpańskim emigrantem Jesusem Moujica. Tak naprawdę nazywał się Mugica i pochodził z kraju Basków. Na lekcji religii ksiądz zakazał mu używania imienia Jesus i przezwał go Jacques. Od tego czasu nawet w domu wołano na niego Jacques. W peletonie przezywano go „ grubas’. Przy wzroście 177cm ważył aż 88 kg. To dawało mu siłę w sprinterskich pojedynkach. Zawodowcem został w 1949 roku. Zatrudnił go Magne do „Mercieru” .Rozpoczął bardzo ładnie. Gdyby nie złamany pedał tuż przed torem w Roubaix, pewnie byłby zwycięzcą Paris- Roubaix. Przyznano mu trzecie miejsce. Niedługo potem startował w Paris- Bruxelles. , gdzie też zajął trzecie miejsce. Magne zdecydował się wystawić go na Bordeaux-Paris. Był najmłodszym uczestnikiem wyścigu na starcie. Od samego początku lał ulewny deszcz, aż do Chatellerault, gdzie na kolarzy czekali motocykliści. Za Orleanem zaatakował triumfator maratonu z Paryża do Brestu i z powrotem Belg Henderickx.. W dolinie Chevreuse Jesus nakazał swoim motocyklistom przyspieszenie. Dogonił Belga i wygrał wyścig z przewaga 4 minut nad Massonem Le Strat był 4-ty.

Był to jego ostatnie zwycięstwo w roku. Odmówił startu w Tour de France, bo uważał, że brak mu jeszcze doświadczenia. Został powołany na mistrzostwa świata, ale ich nie ukończył. W 1950 roku nie mógł się zdecydować, w którym kierunku pójść. Jedni namawiali go ,by pobił rekord w jeździe jednogodzinnej. Inni doradzali mu przeniesienie się na tor do wyścigów za prowadzeniem motorów. W zasadzie był to sezon stracony. 12 listopada 1950 roku został zaproszony razem ze swoim przyjacielem Jean Rey na zawody torowe w Saint Etienne. Miał z nimi jechać jeszcze Rene Breton, ale jego rower nie zmieścił się w małym „Oplu”. Samochód prowadził przyjaciel kolarzy. Rey siedział obok z przodu, Moujica z tyłu.. W pobliżu Montelimar „Opel” chcąc wyprzedzić inny samochód, spotkał nadjeżdżający z przeciwka samochód. Zaskoczony kierowca odbił kierownicę w prawo i wpadał na stojącą obok ciężarówkę. Obaj kolarze zmarli. Ścigał się jeszcze młodszy brat Mouijca Jean Marie, który opowiadał ,że jego brat do rodzinnego młyna woził na rowerze wory zboża ważące 80 kg .

Guy Lapebie chłodzony w dziwny sposób przez swojego brata Rogera podczas wyścigu w 1948 roku.

Moujica dogania Massona w wyścigu w 1949 roku.

Moujica juz samotnie na prowadzeniu…

… i na linii mety.

Napisał: Piotr Ejsmont

zdjęcia: „La fabuleuse Histoire du Cyclisme” – P.Chany

Tekst ze strony: pro-cycling.org

Czytaj też:

Facebook