Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Oborniki Wlkp.
14.04

Śrem
28.04

Stargard
12.05

Wolsztyn
19.05

Radków
26.05

Łask
03.06

Rewal
16.06

Nowogard
23.06

Nietążkowo
7.07

Karpacz
14.07

Zieleniec
28.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Po Pętli Drawskiej
2 września 2012
Noclegi w Iławie
6 września 2012

W Choszcznie było… super, bo niby jak miało być, skoro nam zawsze i wszędzie się podoba A tak na serio, to było… super. Rowerowa pogoda z chmurkami lekkim wiatrem sprzyjała beztroskiemu pokonywaniu kolejnych kilometrów malowniczą i mało wymagającą trasą dystansu mini (a może trasa była wymagająca, tylko my po całym sezonie już tego nie zauważamy?).

Asfalt był… czasami nawet całkiem gładki, a czasami tak spękany, że obserwowałyśmy radosny triumf natury nad cywilizacją, czyli bujną trawę rosnącą w owych pęknięciach. Były też dwa przejazdy kolejowe. Na jednym spotkałyśmy nawet pociąg i musiałyśmy trochę poczekać.

Trasa była dobrze oznakowana, pomijając wyjazd z Choszczna, gdzie o mało nie pojechałyśmy na mega (niedługo naszą tradycją stanie się mylenie przez nas trasy). Strażaków i policjantów w newralgicznych miejscach też należy pochwalić. Jechało się zatem wyśmienicie, mimo że dla Gui (skrót od Guitarowa) był to rekord długości trasy, a w głowie ciągle jej jeszcze grało „Wind of change” po piątkowym koncercie The Scorpions we Wrocławiu. Miałyśmy też miłe i milczące towarzystwo w postaci Mateusza z Gryfina.

Na mecie zaskoczyła nas obfitość jedzonka- dwudaniowy obiad dla istot tylko niewiele większych od wróbla jest nie lada wyzwaniem, któremu sprostałyśmy.

A już mistrzostwem świata była ceremonia wręczenia pucharów, która trwała całe… 26 minut.

Dla nas jednak jak zwykle najważniejsze jest to wszystko wokół maratonu, czyli spotkania i rozmowy. Tym razem sporo pogadałyśmy w kobiecym gronie zarówno w piątkowy , jak i sobotni wieczór.

Były wspomnienia Beaty z Bałtyk-Bieszczady i relacje Marzeny, Ani, Teresy z tych wszystkich imprez, wycieczek, kilometrów pokonanych przez ostatnie letnie tygodnie. W sobotnie popołudnie odwiedziła nas jeszcze obolała po łobeskim wypadku Małogosia, której obecność była chyba największym zaskoczeniem .

Czy czegoś lub kogoś nam zabrakło? Tak zabrakło tych wszystkich, którzy z różnych powodów nie przyjechali. Niech żałują.

akacja