Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Śrem
21.04

Rewal
5.05

Stargard
12.05

Nowogard
23.06

Świdwin
7.07

Lubomierz
12.08

Gryfice
18.08

Choszczno
1.09
Wyniki z Gryfic
21 czerwca 2007
Przed nami góry
21 czerwca 2007

Na maraton w Gryficach wybraliśmy się tym razem w mniejszym składzie. Darek, Irenka, Robert i ja w jednym samochodzie, a Gosia i Lesław w drugim. Jazda trochę męcząca, bo 450km, ale spokojna. Spotkanie w Gryficach z Jamerem i jego spokój daje nam pewność, że wszystko w porządku i maraton się odbędzie w sportowej atmosferze. Grupy startowe przygotowane zgodnie z życzeniami uczestników. Na sali gimnastycznej brak już materacy, więc decydujemy się na hotel.

Może w przyszłym roku uda się załatwić łóżka polowe od wojska? Byłoby wygodniej i więcej osób skorzystałoby z darmowego noclegu. Posiłki w Gryficach jak co roku świetnie przyrządzone i gorące. A ten rosół z makaronem na półmetku – marzenie i niebo w pysku. Ale do rzeczy. Rano tradycyjnie ciepło i ulewnie – i tak do południa, potem cieplej, aby wieczorem obdarzyć nas pięknym zachodem słońca. Startujemy o godz. 9.15. W naszej grupie mam Erwina, Krzysia, Roberta, Darka, Grzesia i dwa rodzynki Irenkę i Gosię.

Zaraz za startem rozrywamy się na dwie grupy, ale też na chwilkę Krzyś pierwszy łapie gumę i zostaje, (za nami jadą trzy silne grupy, więc może dojdzie do nas z nimi), za chwilkę Grześ też zostaje z defektem (podobno nie jedynym), jedzie nas czterech, ale doganiamy wcześniejsze grupy i jest nas pięciu. Zostaje Robert i Erwin i zostaję sam z mojej grupy w innym nie znanym mi wcześniej towarzystwie. Już za Gryficami dogania nas pośpieszny z grupy 9.25 połączonej z 9.30. Sami znajomi – Waldek, Roland, Andrzeje, Adamy, Paweł, Grzegorz sporo z Kołobrzegu i inni razem około 25 osób. Szukam moich, ale nie ma ich. Dojeżdżam do końca pierwszej pętli.

Tu wspomniany wcześniej gorący rosół i w drogę na drugą pętlę już tylko w dziewiątkę. Zastanawiam się ..co ja tutaj robię… ale współpraca układa się bardzo dobrze. Tempo przy strzałce 40 raz powyżej, rzadko poniżej, kulminacja 52 na odcinku Unibórz – Płoty – Resko, fakt że z wiatrem. W rejonie Karnic odpada pierwszy – potem Cerkwica – Adam blokuje łańcuch i – przed Trzebiatowem drugi Adam łapie kapcia, jest nas sześciu, liczę że ja będę następny, który odpadnie. W tym dniu i tym towarzystwie jedzie mi się doskonale, ale za Modlimowem około 10km przed metą mówię stop i nie wychodzę na zmiany zostawiając końcówkę dla Andrzejów, Grzegorza i Waldka – wszyscy z grupy 9.30. Paweł robi to samo i z pozycji 5 i 6 obserwujemy końcówkę. Nie wytrzymał Andrzej G. i wyrwał zdecydowanie do przodu i urwał się, próbował Andrzej J., ale nie doszedł – potem Waldek i Grzegorz i tak było na mecie. Ja VI-ty w open, trzeci w kategorii M5. Takiej prędkości jeszcze w życiu nie miałem – 300km w 8.37h, ze średnią ponad 35km/h. Na mecie gratulacje dla kolegów i podziękowania za wspólną jazdę, Roland już odświeżony też cieszy się razem z nami i podziwia osiągnięte czasy.

Po kilku minutach odpoczynku i rozmowach wiem, że na trasie 300km są nasze koleżanki Gosia jedzie z Robertem i jest już za 3/4 trasy za Gryficami, więc szerokiej drogi, a Irenka jest przed Gryficami. Postanawiam jechać z Irenką jako przewodnik na ostatnich 70km wspomagając psychicznie i osłaniać przed wiatrem, jedzie z nami Heniek i Darek , ale po kilku minutach odjeżdżają i jadą swoim tempem. Jedziemy w tempie 24-25km/h i o 22.22 jesteśmy na mecie bardzo zadowoleni z ukończenia kolejnego maratonu. Na mecie czekają pyszne kanapki z serem i z szynką, potem hotel, kąpiel z całodobowego brudu asfaltowego zmieszanego z resztkami drzew, kwiatów i innych świństw leżących na drodze. Potem uczta sportowa, siatkówka – Polacy pokonali w pięknym stylu Argentynę i godz. 1-sza z minutami spać!!. Rano o 10-tej śniadanie o 12-tej dekoracja na świetlicy i wyjazd na następną trasę – do domu.

Nasze wyniki to:
Gosia – I-mce w K4,
Irenka II-mce w K4,
Darek VI-mce w M5,
Robert IV-mce w M3,
Krzysztof – VI-te miejsce w Open a III-w M5,.
Wyniki oficjalne będą w terminie późniejszym.

Pozdrawiam i do zobaczenia dopiero w Istebnej – Klan -Krzysztof.

Facebook