Puchar Polski w Szosowych Maratonach Rowerowych 2018

Stargard
12.05

Gryfice
2.06

Nowogard
23.06

Świdwin
14.07

Rewal
15.09
Powrót mistrza
28 września 2008
65. Tour de Pologne – a jednak się przydał!
29 września 2008

Dyrektor Tour de Pologne Czesław Lang wyjechał już do Włoch na kolarskie mistrzostwa świata. Będzie tam nie tylko oglądał walczących o medale zawodników, ale również rozmawiał na temat przyszłorocznej edycji Tour de Pologne z władzami UCI.

Jeśli międzynarodowe władze kolarskie zgodzą się na wydłużenie wyścigu o jeden dzień, kolarze prawdopodobnie wyjadą za granice Polski – na Litwę, Ukrainę bądź Słowację. – W Varese zostanie oficjalnie potwierdzona data Tour de Pologne, czyli 2-9 sierpnia 2009 – mówi Czesław Lang. – Trasa będzie w 90 procentach pokrywać się z tegoroczną, chcemy również, aby kolarze pojechali z Warszawy do Krakowa. Ostateczna trasa znana będzie pewnie już za około trzy tygodnie.

Co panu najbardziej zapadło w pamięci z 65. Tour de Pologne?
Na pewno ekstremalne warunki atmosferyczne i zachowanie kolarzy na etapie do Lublina. Wszystko zostało już wyjaśnione, później kolarze nie mieli żadnej radości za swojego zachowania. Było im nawet przykro, poczuli się współodpowiedzialni za wyścig i na ostatnich etapach już wspaniale walczyli do końca.

Etapy były jednak skracane.
To była najrozsądniejsza decyzja. Kolarzom bardzo się podobało, że my jako organizatorzy konsultujemy z nimi tak ważne decyzje.

Jak reagowały na skracanie etapów miasta, w których miał się odbyć start?
Ze zrozumieniem. Ale my też trzymaliśmy się programu. W Bielsku Podlaskim, Krynicy Zdrój i Rabce Zdrój zachowaliśmy cały ceremoniał startu. Było więc podpisywanie listy startowej, prezentacja, można było też wziąć autografy. Różnica polegała tylko na tym, że kolarze nie ruszali w trasę, a wsiadali do autobusów i jechali na miejsce nowego startu ostrego. Staraliśmy się uhonorować również te miejsca, gdzie miały być lotne premie. W starym Sączu kolumna się zatrzymała, z autobusu wysiadła reprezentacja Polski BGŻ, którą zaprezentowaliśmy kibicom.

Kibice to jedna z największych wartości Tour de Pologne.
Bez wątpienia tak. Na przykład podczas skróconych etapów kibice mieli jeszcze większy kontakt z kolarzami, bo nikt nie był jeszcze skupiony na starcie, więc każdy chętnie rozdawał autografy. Nikt nie został zlekceważony, zadbaliśmy o to, aby uszanować kibiców, którzy tak wytrwale dopingowali zawodników w deszczu i chłodzie. Zresztą liczby mówią same za siebie – blisko 3 miliony na całej trasie, ponad 60 tysięcy w Lublinie, ponad 45 tysięcy w Białymstoku.

Jak oceni pan Tour de Pologne pod względem sportowym?
To był znakomity wyścig. Rzadko się zdarza, że na 144 startujących do mety dojeżdża aż 95 kolarzy. Walka trwała do samego końca. Taki CSC Saxo Bank, zespół naszpikowany gwiazdami kolarstwa, nie przyjechał do Polski na wycieczkę, ale na prawdziwe ściganie. W wielkim stylu wygrali jazdę drużynową na czas, a w klasyfikacji generalnej triumfował ich zawodnik Jens Voigt.

Czy udał się eksperyment z występem reprezentacji Polski?
Zdecydowanie tak. Przede wszystkim nasi zawodnicy przekonali się, że mogą jak równy z równym walczyć z kolarzami jeżdżącymi na co dzień w ekipach Pro Tour. Marcin Sapa przejechał blisko 600 kilometrów w ucieczkach. Marek Rutkiewicz do końca walczył z Marco Pellizottim w Zakopanem, a to przecież jeden z najlepszych górali w zawodowym peletonie. Wszyscy Polacy przejechali wyścig z takimi tuzami jak Fabian Cancellara, Samuel Sanchez czy bracia Schleck. Zdobyli doświadczenie, następnym razem nie będą się czuli obco podczas podobnie dużej imprezy. Udało się przełamać barierę psychologiczną. Jednym słowem – pomysł występu reprezentacji Polski sprawdził się.

Źródło: serwis Tour de Pologne.

Facebook